"Duchowe życie zwierząt" - Wohlleben Peter

Jaką literaturę polecacie? Tytuł i krótki opis co wam dało przeczytanie takiej książki.
szczypiorek
Posty: 102
Rejestracja: 17 lis 2019, 08:56
Lokalizacja: ...

Druga książka Wohlleben'a Petera na którą właśnie trafiłem. Umiejętność obserwacji przyrody u tego leśnika jest niesamowita. Wnioski które wyciąga są równie interesujące.

Kilka cytatów z książki.
Duchowe życie zwierząt pisze:Sroki, podobnie jak wiele innych drapieżników, mogą się wiązać w małżeństwa na całe życie. Wraz z partnerem urządzają się w swoim rewirze, który również będą zamieszkiwać przez wiele lat. Bronią go zażarcie przed przedstawicielami własnego gatunku, i to wyraźnie dlatego, że oboje partnerzy chcieliby zabezpieczyć się przed skokami w bok. Po złożeniu jaj, gdy reprodukcyjny biznes zasadniczo już minął, zapał w obronie granic wyraźnie stygnie. Jednak i wcześniej wiele działań jest wyraźnie pozornych, przynajmniej ze strony samców. Samiczki agresywnie odpędzają natrętne rywalki, ale ich partnerzy należą do oportunistów. Jeżeli partnerka się przygląda albo jest w zasięgu głosu, wówczas oni także ruszają do boju z przylatującymi srokami płci żeńskiej. Jeżeli jednak uznają, że nikt ich nie obserwuje, zaczynają gorliwie obskakiwać nową ślicznotkę.
To mnie bardziej interesuje kwestia jak odróżnić to, że kobieta umiejętnie się prezentuje, albo podpuszcza czy wabi od tego, że jest zainteresowana. Wyglądam jak wyglądam więc zainteresowaniem się nie cieszę. Od czasu do czasu miewam w życiu okresy wybitnej utraty głowy na punkcie kobiet i zupełnego spadku inteligencji w tym okresie ale tylko w zakresie kobiet bo we wszystkich innych dziedzinach w takim okresie wydajność wzrasta. Później wszystko wraca do normy i mam spokój. Czyli przydała by się pewnie książka w stylu sekretne życie ludzi z punktu widzenia kosmitów. No i jaki wpływ na rodzenie się nielogicznych stanów emocjonalnych w facecie ma dłuższa obecność kobiety w przestrzeni pracy. Pewnie można by tu jakąś pracę naukową napisać. Przykładowo wpływ atrakcyjnej kobiety na zdolność programowania albo skupienia uwagi na pracy. Aktualnie mam święty spokój w tym zakresie widując bardzo atrakcyjne kobiety od czasu do czasu w ramach treningów, ale to w żaden sposób nie przeszkadza mi w życiu.
Duchowe życie zwierząt pisze:Głupota sprawiła, że wiewiórkę szarą wypuszczono na wolność również w północnych Włoszech w 1948 roku i od tej pory przesuwa się ona w kierunku Alp. Nie wiemy, czy uda jej się pokonać góry i rozpocząć zwycięski przemarsz przez nasze lasy. Nie chciałbym jednak piętnować tych zwierząt mianem szkodników; ostatecznie nic nie poradzą na to, że przywieziono je do Europy. Przyczyną ich dominacji mogą być zwłaszcza ich zachowania i tu wracamy do tematu złodziejstwa. Wiewiórki zdobywają bowiem czasem pożywienie, plądrując zimowespiżarki swych pobratymców. W wielu wypadkach może to być sprawa życia i śmierci, jak dowodzą bezskuteczne poszukiwania wśród śniegu, które co roku obserwuję zimą z okna w biurze. Ten, kto nie może sobie przypomnieć, gdzie są jego spiżarki, umrze z głodu, ale w razie wątpliwości można przecież obsłużyć się właśnie u sąsiadów. Nic mi nie wiadomo, by nasze rodzime wiewiórki opracowały strategię zabezpieczającą przed takimi postępkami, lecz u wiewiórek szarych naukowcy odkryli ciekawe rzeczy. Zespół z Wilkes University obserwował zwierzęta, jak zakładały puste spiżarki. Czyniły to wyraźnie w celu wprowadzenia w błąd pobratymców. Jednakże tylko wtedy, gdy czuły się obserwowane. Wtedy zaczynały kopać w ziemi i zachowywały się tak, jakby coś tam wkładały. Zgodnie z informacjami podanymi przez uczonych był to pierwszy dowiedziony przypadek stosowania podstępów u gryzoni. Do dwudziestu procent pustych spiżarek powstawało wtedy, gdy przypatrywało się temu wiele obcych wiewiórek. Tytułem eksperymentu badacze polecili studentom splądrowanie pełnych składzików i spójrzcie tylko – wiewiórki szare zareagowały natychmiast i od tej pory uciekały się do podstępu również w obecności ludzkich złodziei.
W Anglii widziałem te szare wiewiórki. One są większe od naszych rudych. Są równie płochliwe i wyciągają całą zawartość śmietników by sprawdzić czy nie ma tam czegoś ciekawego do jedzenia. Co do naszych wiewiórek to w górach zdarzają się wiewiórki brązowe (prawie czarne) i też są cwane. Przyzwyczajone do turystów. No i lisy, pamiętam jak raz taki jegomość zwędził jakiejś turystce całe śniadanie.

Natomiast w kwestii wiewiórek to w moim mieście w głównym parku wiewiórek jest masa. Warto wybierając się na spacer jesienią zaopatrzyć się w orzechy, żołędzie itp. po czym wołać "Basię" (nie wiem czemu akurat Basia miała by być ruda?) po czym rzucać im orzecha i obserwować jak mały kaskader przenosi prezent na drzewo obserwując wokół czy jakaś konkurencja nie patrzy. Naprawdę warto wybrać się na spacer i zamiast gadać przez telefon posłuchać, popatrzeć i dostrzec piękno w otaczającym nas świecie. Nawet w miejskim parku.
Duchowe życie zwierząt pisze:Badali bogatki pod kątem odpowiednich cech charakteru i stwierdzili, że nieśmiałe osobniki lepiej się dogadują z przedstawicielami swego gatunku. Nie lubią kłótni ani wielkich gromad, wolą żyć w niewielkich grupkach ptaków o podobnym nastawieniu. Nieśmiałe ptaszki są wolniejsze i spokojniejsze, potrzebują wiele czasu, zanim podejmą akcję. Ale przy tym odkrywają rzeczy, których ich odważni i szybcy koledzy często nie zauważają, jak na przykład nasiona z minionego lata.
A już myślałem, że jak facet jest nieśmiały to w każdym możliwym przypadku w świecie zwierząt ma pod górkę. Nawet kiedyś był taki film przyrodniczy o ptakach które musiały szybko zbudować gniazdo by załapać się na okres godowy i zainteresować samiczkę. No i tak wszystkie się uwijały i jeden był bardziej dokładny montując swoje wypasione gniazdko dla samicy i... nie zdążył. Został sam z pustym gniazdem. Hmm... w świecie ludzi też można zaobserwować samiczki które szukają samca który ma już wykonane przytulne gniazdko, czasem wypasiony środek transportu. Taka samiczka może pokazać innym samiczkom, że ma lepiej niż one. No i później Bill Gates rozwodzi się ze swoją żoną. Ech... albo samiczka (przypadek znajomej rodziców) tak zmienia partnerów, że ostatecznie z super gniazdka ląduje samotnie w małym nieprzytulnym gnieździe. No ale gatunek ludzki to inna sprawa. Zbyt skomplikowany jak na taką książkę. Dlatego osobiście lubię czytać o roślinach i zwierzętach bo są dość proste do analizy.
Swoją drogą samotność nie jest zła i można robić takie rzeczy jakich ludzie w związkach nie mogą, no chyba, że się dobiorą i jakoś dogadają. hmmm...
Duchowe życie zwierząt pisze:„A po co właściwie są kleszcze?” [...]
Ale i ów paskudny drobiazg ma uczucia, czego empirycznie można dowieść przynajmniej w wypadku najprostszych odruchów, takich jak głód. Bo tylko wtedy, gdy małym pajęczakom burczy w brzuchu, zaczynają pożądać krwi ssaków. Pusty żołądek musi być zatem nieprzyjemnym doznaniem, przede wszystkim wówczas, gdy nikt go nie napełnił od blisko pół roku – bo tak długo w skrajnej sytuacji wytrzymają kleszcze do następnego posiłku. Gdy obok nich przejdzie ciężkim krokiem duże zwierzę, wyczuwają wstrząsy, czują również pot i inne wyziewy ciała. Prędko wyciągają przed siebie przednie nóżki i przy odrobinie szczęścia udaje się im przyczepić do przemieszczających się nóg albo ciała i ruszyć w podróż. Następnie kleszcze pełzną do jakiegoś przytulnie ciepłego miejsca o cienkiej skórze i tam się wgryzają. Ryjkiem zahaczają się w ranie i chłepcą płynącą krew. Małe wampiry są w stanie wtedy zwielokrotnić swą wagę ciała i puchną na kształt grochu. Muszą przejść trzy stadia linienia i przed każdym z nich znaleźć nową ofiarę, by zatankować krew – z tego powodu ich dorastanie może potrwać do dwóch lat. Gdy jednak wreszcie do tego dojdzie, mniejsze samczyki i większe samiczki są tak opite krwią, że niemal pękają. Nadchodzi czas na wielkifinał. Samczyki muszą kopulować. Muszą? Chcą! Pchają je te same popędy co ludzi, pożądliwie szukają partnerki, by uczepić się jej pazurkami i przejść do działania. Następnie – i tu na szczęście nie ma dalszych analogii – umierają. Samiczka żyje zaś jeszcze na tyle długo, by złożyć do dwóch tysięcy jaj. Po czym i ona rozstaje się z tym światem. Zwierzęta, dla których najwyższym szczęściem lub też – bo nie da się tego jeszcze dowieść – przynajmniej kulminacją życia jest spłodzenie liczonego w tysiącach potomstwa i późniejsza śmierć z wyczerpania, nazwalibyśmy pełnymi poświęcenia, gdyby chodziło o ssaki. Jednak dla kleszczy z ludzkich uczuć przewidziane jest chwilowo, niestety, jedynie obrzydzenie.
Autor bardzo się starał napisać coś miłego o zastosowaniu kleszczy, ale jakoś nie bardzo mu to wyszło. Chyba projektant kleszcza miał czarny humor, bo ja jakoś nie znajduję pozytywnego zastosowania takiego stwora.
No i samiec człowieka nie jest takim kleszczem albo zwierzakiem i właściwie nie musi się rozmnażać albo kopulować (po co to komu).

O inteligencji much też było sporo, ale to akurat można stwierdzić łatwo. Poza tym im bardziej ktoś się od nich odgania tym chętniej siadają np. na czole lub nosie. Za to jak się chce taką wynieść na dwór bez zabijania to można potrenować łapanie muchy w pojemnik albo nawet w rękę. To dopiero jest emocjonująca gra. Wynieść muchę tak by jej nie uszkodzić i co ciekawe jak się człowiek uspokoi i nabierze pozytywnych wibracji mając myśli o tym, że tej musze nie zrobi krzywdy to łatwiej ją złapać.

Swoją drogą ciekawe jak poprawnie mówi się na samca muchy?
Ta mucha, ale czy w takim razie: ten much?
Bo jeśli tak to poprawnym zwrotem był by zaczerpnięty z języka angielskiego zwrot: "very much" co oczywiście w tym kontekście oznacza dużo much ( :happy-jumpyellow: ). Tak to kiedyś tłumaczyłem szwagrowi.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Książki”