Duchowość to nie ezoteryka

Twój pamiętnik online.

Wszystko tu jest w temacie! Nic nie jest off top!

Może to być narracja szukającego obudzenia, obudzonego lub osoby, która zaciekawiła się ruchem obudzonych. Dziś intuicja mi podpowiedziała to i tamto... albo wszystko co jest ważne, co przerobiłeś/zintegrowałeś/odkryłeś, co chcesz zachować, utrwalić. Może być to blog czasu realnego czyli każdego dnia wpis lub wpisy typu "jak mi się zachce/mam coś ważnego, to piszę jak nie to nie". Jeżeli spotkało Cię wydarzenie o którym nie masz z kim porozmawiać, aby to wyrzucić z siebie.

Tematy tutaj to ciekawostka z tego jak Ci zleciał dzień, choć pewnie wydaje Ci się, że nikogo to nie obchodzi, ale co tam, samo napisanie tego działa relaksująco...

Zachęcam wszystkich do pisania swojego bloga z poziomu serca i komentowania blogów innych. Nowy temat w tym dziale to Twój nowy Blog.
Marti22222
Posty: 35
Rejestracja: 06 lis 2019, 15:55

DUCHOWOŚĆ a świat wiary.

Część I

Nie za bardzo da się połączyć wewnętrznej duchowości w nas z światem religii.
Wiem, że te stwierdzenie dla wielu osób, może być co najmniej kontrowersyjne, a nawet szokujące, ale religie ze swoimi dogmatami w znaczących sposób hamują nasz wewnętrzny rozwój.
Wierzący nie powinien myśleć! Wierzący ma bezgranicznie ufać religii i ich przedstawicielom. Nakazom i zakazom z niej wynikających, by przez nie ewentualnie móc dostąpić chwały bożej. Ma postępować według ściśle wyznaczonych reguł, mieć ciągłe poczucie winy, małości swojego istnienia wobec religii karmiącej jedynie słuszną prawdą i jedyną słuszną drogą postępowania.
A podobno mamy wolny wybór, by móc bez ograniczeń rozwijać się lub iść w destrukcję. I tu instytucja kościelna jest przydatna dla destrukcyjnych istot, które nie mają w sobie dość siły i woli, wyobraźni i samostanowienia, by podołać życiu w wzrastaniu ku dobru i miłości. Jednostki idące ścieżką destrukcji poprzez niszczenie siebie i najbliższego otoczenia (alkohol, narkotyki, niskie instynkty, brak szacunku do bliźnich itp.) instytucja zwana kościołem jak najbardziej wskazana, choć sama w sobie ma swoje ograniczenia, bo działa na systemowych rozwiązaniach.

Jednak nie ma całkowicie złych jak i idealnych rozwiązań w naszej fizycznej przestrzeni.
Zatem, każdy człowiek ma wybór, ową wolną wolę. Gdy nie lubimy z niej korzystać, gdy chcemy z wygody być prowadzeni za rękę, świat wiary w religię i ich świątynie oraz kapłanów jest jakimś pośrednim rozwiązaniem. Bywa, iż jedynym sensownym.
Zawsze to lepsze od pójścia samopas w nicość. Nakazy i zakazy w takich przypadkach są zbawienne dla tych, by czuć coś więcej, niż pochwałę drugiego człowieka – kapłana.

Samoświadomość jest zagrożeniem dla instytucji kościelnych. Człowiek, który zaczyna się zastanawiać nad swoim życiem, jego sensem jest potencjalnym zagrożeniem, trutką wśród niesfornej masy wiernych, będącymi często niezbyt przykładnymi wyznawcami praw danej religii. To jednak nie ma znaczenia.
Znaczenie ma wyłącznie możliwość sprawowania kontroli nad życiem wiernego. Rzadko się wspomina, jak trzeba żyć, by dostąpić światłości. Częściej, a właściwie przy każdej sposobności wiernym uzmysławia się, jacy są słabi, niestabilni i niegodni najwyższego majestatu.
Większość znanych modlitw w swoich wersach zawiera sformułowania; jam nie godzien, jam winny, jam grzeszny itd. Bezwiedne wypowiadanie takich sformułowań od dzieciństwa utrwala w podświadomości obraz naszej marności nad marnościami wobec duchownych, instytucji kościelnych, religii ich dogmatów.
Stwórca jest jedynie straszakiem, by wiernych trzymać od niego z dala, gdyż tylko dana (słuszna) wiara, kościół czy dogmat może nam gdzieś w dalekiej, nieokreślonej przyszłości utorować drogę do Stwórcy. Cdn.

Źródło: ZbyniuZbynio
Marti22222
Posty: 35
Rejestracja: 06 lis 2019, 15:55

EKSTREMY
… w duchowym rozwoju cz. I

Posiadamy w sobie wolną wolę, wolny wybór.. dodając mniej lub bardziej aktywne połączenie z Górą, właściwie możemy wszystko. Jednak nie potrafimy sobie tego wyobrazić, tym bardziej w to uwierzyć.
Mamy możliwość wyboru różnych dróg postępowania w swoim życiu. Każdy wybór determinuje konkretne wydarzenia kreowane z naszej energetycznej przestrzeni.

Osobiście wybrałem bezpośrednią współpracę z Źródłem, dający nieograniczone doświadczanie i rozwój. Dzięki „niej” przy okazji otrzymałem wyjątkową lekcję pokory i przetrwałem tylko dlatego, że priorytetem w mym życiu stało się dobro, miłość i przebaczenie (wybaczanie).
Idąc drogą na skróty poprzez szybkie zdobywanie namacalnych efektów dzięki uskutecznianiu pewnych technik, przy wspomaganiu się gadżetami i ochroną w postaci np. amuletów, ten tekst by już nigdy nie powstał. Moja fizyczność została by zdegradowana.
Na własnym przykładzie doświadczyłem wydarzeń, które mnie dosięgały w energetycznej rzeczywistości z możliwością brutalnego przeniesienia na fizyczność. Jednak nie przypadkowy zbieg okoliczności doprowadził do tego, że stało się zgoła inaczej.
Miałem i mam sposobność poznawać osoby na różnym etapie rozwoju duchowego. Również te, które czynią i przekazują dużo dobra (choć nie jest to regułą) chociażby dzięki internetowi. Owe osoby utwierdzały mnie w przekonaniu – jak fajnie się rozświetlam, jak wzrastam.
Życie jednak bywa przewrotne łamiąc nie tylko moje pozytywne przekonanie o sobie samym, ale też i całą moją istotę energetyczno-fizyczną w drobny pył. I była to najpiękniejsza lekcja pokory w moim dotychczasowym życiu, choć nikomu jej nie życzę.

Można jednak rozwijać się i wzrastać mając obok siebie inną istotę. Była umiejscowiona z mojej prawej strony i korzystała z mojej energii, żywiąc się moimi niskowibracyjnymi emocjami ciągnącymi się za mną z przeszłości. Mimo to, ciągle się rozwijałem dzięki samodyscyplinie i wierze w siebie i Źródło, odcinając po kolei ciążące mi energie z dawnych przyzwyczajeń, przeżyć, niezakończonych spraw itp.
Zwłaszcza w folgowaniu w nich. Stąd ciągle powtarzam, by wyrobić w sobie permanentną, niezmienną dyscyplinę i nie odpuszczać sobie w osiąganiu coraz to bardziej subtelniejszych celów w rozwoju i wzrastaniu.
Ponosząc na początku swojej przemiany notoryczne porażki, zawsze przychodził moment, gdy pokonując dany uciążliwy temat, odnosiłem sukces całym sobą, który jednocześnie był porażką dla istoty niewspółgrającej z Źródłem. Sukcesywnie odcinałem energie, które mi ciążyły, wypełniając każdą taką przestrzeń światłem Stwórcy.

Jednak zaczynając coraz szybciej się rozwijać ku pozytywnym afirmacjom, zawężałem możliwości posiłkowania się negatywnymi wibracjami, pojawiającymi się coraz rzadziej w mojej przestrzeni. Ale zaufanie do Źródła i własnego istnienia nie pojawiło się w jeden dzień, miesiąc czy rok. Pełne przeświadczenie na stałe zagościło u mnie po 3 latach! To jest proces, bywa że żmudny i bardzo wyboisty, bo przecież mamy doświadczać i uczyć się.

Pojawił się czas, gdy nikt już nie miał wpływu na moje postępowanie i czyny, które tu i teraz wynikały z wyłącznie pozytywnych afirmacji (myśli, uczynków, działań), zatem wspomnianej wcześniej istocie pozostała tylko jedna możliwość „dokarmiania się” mną, po przez zdewastowanie mojego zdrowia na poziomie fizycznym.
Jak niedawno wyglądała moja fizyczna twarz „oczami” energii? Można było ją porównać do twarzy ofiary wypadku samochodowego, która nie miała zapiętego pasa bezpieczeństwa...i wypadła przez przednią szybę na asfaltową drogę. Cdn...

Źródło: ZbyniuZbynio
Twigen
Posty: 35
Rejestracja: 15 paź 2019, 00:10
Lokalizacja: Siewierz
Kontakt:

Witam, zgadzam się z cytowanym tekstem i przedstawię moje obserwacje na temat duchowości, w szczególności chodzi mi o kanały You Tube różnych autorów, głównie polskojęzycznych. Dodam jeszcze że od około pięciu lat oglądałem sporo tego typu treści na YT. Treści tych kanałów pod przykrywką ładnych słówek i sloganów o dobroci zawierają bardzo negatywne i szkodliwe informacje, które rozbudowują ego, budują nowe mury pomiędzy ludźmi i nie mają nic wspólnego z duchowością. Terie typu 5D - popularne ostatnimi czasy na takich kanałach, mówiące o nowej segregacji na tych którzy umrą z powodu swojego postępowania i tych którzy doświadczą krainy mlekiem i miodem płynącej wprowadza dodatkową segregacje (przypomina to motywy ze znanych religii - niewierni zginą za grzechy a reszta zostanie zbawiona). Dodatkowym aspektem jest to że takie materiały są często kopalnią teorii spiskowych - im mniej logicznych i falsyfikowalnych tym lepiej. Kolejną sprawą jest nowa gałąź biznesu która nie ogranicza się tylko do sklepów internetowych ale i wszelakiej maści kursów i warsztatów. Odwiedzając takie kanały oczekiwałbym chociażby drobnych rad i technik które pozwoliły by mi się doskonalić. Mam tu na myśli techniki medytacji i uważności, porady jak być lepszym dla siebie i innych. Takie podstawy bycia lepszym człowiekiem. Niestety takie kanały i strony nastawione są na zysk i wykorzystują informacje wykopane z głębin internetu (im bardziej magiczne i cudowne, a zarazem jak najtrudniejsze do zweryfikowania) które są kategoryzowane jako duchowe, a jest to ezoteryka wymieszana z papką religijną i nie potwierdzonymi teoriami naukowymi, często wyssanymi z palca kłamstwami których nie sposób zweryfikować, wykorzystywanymi do czerpania korzyści finansowych i manipulacji. Polecam spacer do lasu i przemyślenie treści konsumowanych przez nas jako rozwój duchowy i duchowość. Rozumienie duchowości jako fajnego dodatku do życia (jeżeli się je jeszcze ma, a nie skacze na YT od filmu do filmu w tej tematyce) żeby zabłysnąć w towarzystwie i pobawić się tym przez rok lub dwa to mylenie pojęć i oszukiwanie samego siebie. Duchowość to nauka miłości do siebie i innych ludzi, a pierwszym autorytetem na tej drodze powinniśmy być my sami. Pozdrawiam :)
T. fortis Fortuna adiuvat :angelic-cyan:
Awatar użytkownika
happyBrick
Posty: 3
Rejestracja: 15 paź 2021, 15:06

Twigen pisze:5D - popularne ostatnimi czasy na takich kanałach, mówiące o nowej segregacji na tych którzy umrą z powodu swojego postępowania i tych którzy doświadczą krainy mlekiem i miodem płynącej wprowadza dodatkową segregacje
Eeee… teorie mówią, że wszyscy dostaną skoku kwantowego i pójdą na 5D, a jednocześnie zauważają, że każdy zrobi to w swoim czasie. Czyli można by założyć, że nic się nie zmieni. Natomiast śmierć to nic złego, tylko moment przejścia. Doświadczenie wejścia na 5D może wystąpić drogą wcieleń. Skoro czas jest względny, a śmierci jako takiej nie ma. Swoją drogą kto powiedział, że cudowny Złoty wiek przyjdzie sam za pstryknięciem palców. Sądzę, że tu bardziej chodzi o to, że każdy z nas ma go budować, każdego dnia.
Twigen pisze:drobnych rad i technik które pozwoliły by mi się doskonalić
np. „otwórz serce i patrz nim na świat”
Wszystko zależy od tego gdzie się szuka i kogo słucha, oraz ile z tego da się zastosować w życiu. Wiedzieć to jedna sprawa, a zastosować to w praktyce to zupełnie inna para kaloszy.
Twigen pisze:Polecam spacer do lasu i przemyślenie treści konsumowanych przez nas jako rozwój duchowy i duchowość.
hmm... zgadzam się z tym co piszesz. Żadna teoria nie zastąpi samodzielnego doświadczenia.
Twigen pisze:Duchowość to nauka miłości do siebie i innych ludzi, a pierwszym autorytetem na tej drodze powinniśmy być my sami
I inni którym można pomóc. By rozwiązać własny problem czasem łatwiej jest pomóc komuś innemu. W ten sposób robi się przerwę od myślenia i dochodzi do ciekawych wniosków.
Marti22222
Posty: 35
Rejestracja: 06 lis 2019, 15:55

Treści, które tutaj wrzucam, nie są jedynie słuszną prawdą, mądrością, myślą przewodnią, a jedynie impulsem do własnych przemyśleń, spostrzeżeń czy doświadczeń osób, które poświeciły swój cenny czas na treści tu pozostawione.
Spostrzeżenia zarówno twigen-a jak i happyBrock-a są wyjątkowo interesujące i na tym polega osobisty swobodny rozwój. Pozdrawiam :)
Marti22222
Posty: 35
Rejestracja: 06 lis 2019, 15:55

DUCHOWOŚĆ a świat wiary.

Część II

Sami w sobie posiadamy cząstkę Stwórcy, dzięki której jesteśmy nie tylko fizyczną masą złożoną z różnorakich narządów, ale mamy w sobie ową iskierkę Źródła, która od naszych narodzin tli się i cierpliwie czeka, by rozbłysnąć pełnia barw dla naszej radości i radości bliźnich, by dawać im przykład. Aby inni mogli korzystać z naszej szczęśliwości, bo ona jest również dla bliźnich, by sami mogli wzrastać i odkrywać w sobie swoją prywatna boskość i doskonałość w swojej niedoskonałości. Wiarą w siebie, do bliźnich, dzięki której sami stajemy się podobni do emanacji Źródła (Boga).

Stwórca podobno wszystko widzi i słyszy. Tak też zapisano w księgach wielu religii. Jeżeli tak jest w istocie, to właściwie On sam jest naszym sumieniem, a jednocześnie nagrodą. Nie potrzebni nam pośrednicy w łączności z Górą, gdyż sami pośrednicy są tylko ludźmi złożonymi z zalet i wad, jak my sami i nic więcej. Nie szata zdobi człowieka, a to, co w sobie skrywa
.
Osobiście niczego się nie obawiam, gdyż udało mi się wyjść z tego mentalnego kręgu ciągłej zależności od innych. Mam wolną wolę i korzystam z niej w sposób konstruktywny, pozytywny. Częściej wychodzi mi to na dobre, z rzadka gorzej, ale to tylko doświadczanie, które ma nas wzbogacać, byśmy mogli wzrastać ku najwyższym afirmacjom.
Doświadczenia kształtują sens naszej bytności tu na ziemi. Nie nakazy i zakazy czy ślepa wiara.

Naszą wiarą jest zaufanie sobie, własnej istocie, duszy, która również chce pewne cele tu w ziemskiej rzeczywistości osiągnąć, a przede wszystkim Źródłu!
Mając ufność w siłę, która jest wyrozumiałością, cierpliwością, ochroną w nas, bo na stałe jesteśmy połączeni z Górą...to czego się bać?! Chyba wyłącznie braku własnej wiary w siebie, w własną indywidualną doskonałość bez względu na to, co inni twierdzą i osobiste, stałe, nierozerwalne połączenie z Źródłem.

Religia nakazuje nam wierzyć, iż kiedyś zasłużymy na przychylność Boga. Karmi nas niepewną przyszłością, a życie toczy się teraz! W tej chwili! Co teraz tworzymy i o czym myśli my – tworzy naszą przestrzeń i przyszłość.
Instytucje karzące nam wierzyć w świetlaną lecz niepewną przyszłość (ze względu na nasze niegodne postępowanie), tak naprawdę utrzymują nas w ciągłej niepewności, w stanie zawieszenia. Bujamy w obłokach, bo mamy czas, bo na łożu śmierci dostąpimy za pośrednictwem kościoła, do którego przynależymy w ramach tradycji (bo tak wypada) zjednoczenia z Bogiem. To są mrzonki. Systemowe mrzonki, by utrzymać nas w ciągłej niepewności, by podcinać naszą osobistą wiarę, którą mamy w sobie poprzez owe bezpośrednie choć często zawieszone połączenie z Stwórcą.

Samoświadomość jest zagrożeniem dla religii, która traci kontrolę nad tak przebudzoną jednostką ludzką. Nie da się kierować, nie da się omamić, gdy zaczynamy samodzielnie myśleć, postrzegać i odczuwać to, co jest w naszej naturze naturalne. Czuć boską cząstkę w sobie, która nam gwarantuje bezpośrednie połączenie, porozumienie i czucie emanacji Boga, Stwórcy, Źródła (jak kto woli).
Nazwa nie ma znaczenia, liczy się sama świadomość....życie toczy się tu i teraz – nie w przeszłości i w przyszłości. Każda myśl, gest, dokonany czyn tu i teraz jest energią, która tworzy nas nieskończenie wiele razy na nowo - tu i teraz.

W duchowości nie bujamy w obłokach, nie szukamy frykasów, zdolności i pochwały. W duchowości kreujemy siebie w każdej sekundzie na nowo, na lepsze, na coraz mocniejsze połączenie ze Źródłem i jego mocą w nas, która rośnie, jeśli sami jesteśmy tego faktu świadomi.
Nikt za nas nie kupi nam biletu do raju. Sami tworzymy ten raj już teraz, tu! By w radości dotknąć, poczuć coś jeszcze piękniejszego i wspanialszego dzięki temu, co teraz tworzymy.

Źródło:ZbyniuZbynio
Marti22222
Posty: 35
Rejestracja: 06 lis 2019, 15:55

EKSTREMY
… w duchowym rozwoju cz. II


Fizycznym wzrokiem w lustrze widziałem po prostu swoją twarz, która z wiekiem zwyczajnie się zmienia i pozostaje jedną całością. Wgląd w tą samą twarz z poziomu energii diametralnie zmieniło jej wyraz.
Prawa strona miała już „energetycznie” poobcinane połączenia nerwowe. Lewa strona była zmasakrowana. Cały policzek miał poszarpany naskórek, oko było roztrzaskane, choć jeszcze sprawne. Po tej samej stronie połówki ust od nosa do podbródka praktycznie w strzępach.
Codzienne oczyszczanie i ściąganie światła przez głowę spowalniało znacznie proces degradacji i uniemożliwiało przejście tej niszczycielskiej energii przez nozdrza wyżej.
Przy odcięciu powyższej możliwości, skupiła się na mojej jamie ustnej, w której w przyspieszonym tempie zaczęły psuć się moje zęby, a jak wiadomo, w nich rozwija się mnóstwo bakterii dostających się do krwiobiegu. Miały spowodować jednostronny paraliż ciała w celu wywołania we mnie bólu i destrukcyjnych myśli z gorzką pretensją – czemu mnie to spotkało!

Jednak „Bogu” potrafi tak kreować naszą rzeczywistość, aby wszystkie strony danego zdarzenia mogły na tym skorzystać. Wiem, brzmi to dziwnie, ale w tym cały geniusz Stwórcy.
Po wszystkim dowiedziałem się, iż zostało mi maksymalnie dwa tygodnie normalnego funkcjonowania w fizycznym ciele.

Wszechświat jednak nie znosi próżni oraz marnotrawienia każdej energii i „umownego” czasu, to też w odpowiednim czasie i miejscu zostałem zapoznany w przedziwnych okolicznościach z istotą oddaloną o ponad 1000 kilometrów ode mnie.
Istota od światła, czyszcząca najciemniejsze przestrzenie i inne istoty, mająca za plecami wsparcie w samej energii Stwórcy, w co nawet mi było trudno uwierzyć.
Ale o tym napiszę później. Bez jej pomocy byłoby ze mną krucho.

W skrócie...w osobistej intencji udostępniłem swoją przestrzeń (gdyż zarówno ja jak i ta osoba od razu byśmy wyczuli jakikolwiek fałsz i nieprawdę wobec siebie, więc zaistniała od razu wyłącznie szczerość) owej istocie od światła zaznaczając, że jej przestrzeni nie będę naruszać. Dzięki temu zabiegowi „obcy” będący przy mnie nie miał możliwości prześliźnięcia się do osoby oczyszczającej mnie, gdyż nie był wstanie się do niej dostać. A był niezwykle mocną i inteligentną energią, która potrafiła się skryć za moim rozświetleniem i pozostać niewidocznym.

Poznana osoba od światła posiada niezwykle szeroki wachlarz możliwości w działaniu.
W tym konkretnym przypadku, nieco narzuconym przez samą Górę, nie tylko miała możliwość wizualnego zobaczenia, z czym się mierzy, ale i wgląd w myśli i sposób działania tej ciężkiej energii. Sęk jednak w tym, że na poziomie energetycznym nic nie jest takie same.
Wyciągnięta z mej przestrzeni energia miała pierwotnie być odprowadzona do miejsca, gdzie miała dokonać wyboru, gdzie chce przejść dalej. Jednak niespodziewanie weszła w ciało osoby oczyszczającej.
Mieliśmy ciągły kontakt po łączu internetowym. Wiedziałem, że jestem już czysty, ale trzeba było rozwiązać niespodziewany problem, tym bardziej, że ta nisko wibracyjna energia droczyła się i fizycznie wykręcała mięśnie w udzie osoby czyszczącej przestrzeń. Nie pozostało nic innego jak skupić własną uwagę i energię na zaistniałej sytuacji.

W skupieniu za pośrednictwem Boga przesłałem własną energię oraz intencję wspomożenia osoby pomagającej mi za pośrednictwem dodatkowej energii samego Stwórcy. Jednocześnie z mojego serducha popłynęła intencja bezgranicznej miłości, dobra, przebaczenia i podziękowania za naukę, której doświadczyłem przy udziale owej mrocznej energii. Rezultat okazał całkowicie zaskakujący. Cdn...

Źródło: ZbyniuZbynio
Marti22222
Posty: 35
Rejestracja: 06 lis 2019, 15:55

DUCHOWOŚĆ a świat używek.

Część I

Wszelkiego typu używki zdecydowanie zaniżają naszą energetykę. Uzależniają i trzymają nas z dala od subtelnego piękna. Jednak ułatwiają czasem kontakt i umożliwiają w nas poprzez niewspółgrające ze Źródłem „siły” doświadczanie pewnych bodźców, przestrzeni.
Mieszanka używek i niskiej energii czającej się dookoła nas i próbujące się często podczepić w formie bytów czy demonicznych istot, również do pewnego momentu mogą nas wspomagać, choć o tym możemy nie mieć bladego pojęcia. Niestety, taka pomoc kończy się nieciekawymi konsekwencjami wyłącznie dla osoby, która w takie połączenia wchodzi i nie ma tu znaczenia, czy świadomie czy nie. Rezultat zawsze jest taki sam – opłakany.
Dla osoby ciągłe idąca ścieżką wzrastania, każda używka, nawet w małej ilości jest zatrzymaniem, postojem, pauzą w rozwoju. Czy nas na to stać?

Jako dzieci, lubiliśmy układać domki z dużej ilości kart. Wiemy, ile trzeba było wykazać cierpliwości i dokładności, by taki domek solidnie wyglądał. Jeden nieopaczny ruch, nieuwaga i cała misterna choć krucha budowla rozsypywała się do samej podstawy. Spożywając trunki z zawartością alkoholu, zwłaszcza jednorazowo i w dużej ilości dokonujemy na własne życzenie takiego samego rozpadu spójności naszej fizyczności i energetyki. Rozsypujemy się, a proces odbudowania nie trwa kilka godzin czy dni. Może trwać i dłużej, znacznie dłużej.
Wierzący w Boga poprzez religię idzie do komunii jako oczyszczony. Wychodzi z świątyni zadowolony z siebie. Po drodze w ciągu tygodnia pracy może picie w robocie, na imprezie do oporu, i cóż z tego. Wystarczy spowiedź, udawana skrucha i problem rozwiązany. Znów czysty, rozgrzeszony może udawać przykładnego wierzącego.
W duchowości takie postępowanie nie ma racji bytu. Wiedzą o tym zwłaszcza te osoby, które są uzależnione nie tylko od używek.

Duchowość to brak uzależnienia od czegokolwiek, a zarazem cieszenie się każdym przejawem miłych doświadczeń zarówno w sferze fizycznej jak i mentalno-duchowej. To ciągły nieprzerwany wzrost w każdym aspekcie życia (nie mylić z umiejętnościami, możliwościami, o których przede wszystkim marzymy). Taki wzrost nawet u osoby o bardzo pięknej, ciepłej energetyce może ulec znacznemu spowolnieniu, nawet zatrzymaniu przez używki, ale też przez zbytnie chcenie, pragnienie czegoś wyjątkowego.

W ezoteryce to standard, że rozwijamy przede wszystkim różne zdolności. Pomagają nam w tym praktyki, magia, rytuały i bywa, że alkohol pod różną postacią. Całość przez krótki czas może nawet współgrać dla naszej radości do momentu, gdy zaczynamy tracić nad całością kontrolę. Zawsze ją utracimy, gdyż w używkach jak i w niektórych ezoterycznych praktykach prym wiodą niskie jak i bardzo niskie energie dające nam na początku przysłowiowy „papierek lakmusowy” na zachętę, by z czasem odebrać nam o wiele więcej. Bywa, że odbywa się to niepostrzeżenie, gdy dana osoba zaczyna władać coraz większa paletą zdolności nie będąc świadomą, iż realizowane pragnienia są pod kontrolą tych sił, które jej to umożliwiają.

Niektóre osoby znane z internetu są przeświadczone o swoich ponad naturalnych zdolnościach i panowaniu nad nimi. Czy aby tak jest na pewno? Niekiedy zapłata musi być natychmiastowa za bawienie się czymś wyjątkowym w obrębie niskich wibracji. Ale to i tak były wersje mimo wszystko optymistyczne. Cdn...
Marti22222
Posty: 35
Rejestracja: 06 lis 2019, 15:55

DUCHOWOŚĆ a świat używek.

Część II

W duchowości próbowanie czegokolwiek niespójnego z wzrastającą w nas energią (np. mój Ormus) od razu wychodzi na jaw – bokiem.
Oddziaływanie niewspółgrających wibracji zawsze wywołuje natychmiastowy alarm w nas samych. W niższych rejestrach nic takiego się nie dzieje i w tym jest podstępny haczyk, w który wpada bezwiednie spora ilość osób. Dlatego tak zdystansowane me nastawienie do tych, którzy zachęcają do praktyk będących w pewnym sensie pułapką dla nich samych. Wszelkiego typu używki wspomagają ten proces wpadania w przestrzeń, w której zawsze znajdziemy ograniczenia i odczuwanie połowicznych emocji.

Zapewne was mocno zdziwię, wspominając tu o mięsie będącym w pewnym sensie również używką. Cały przemysł i otoczka tego biznesu przy cichej aprobacie środowisk medycznych i nie tylko, zachęca do jego spożywania, a powodujące automatyczne spadanie w niskie wibracje nie mającą nic wspólnego z subtelnymi energiami. W końcu spożywamy trupy bezbronnych braci mniejszych w postaci zwierząt, zwłaszcza tych masowo hodowanych w ekstremalnych przemysłowych warunkach dla nich samych, by mogły zaspakajać potrzeby przemysłu spożywczego, który nam oferuje mięsne smakołyki.

Z pozycji powiedzmy istot na wyższym etapie rozwoju duchowego, tak naprawdę jesteśmy barbarzyńcami. Gwałcimy w ten sposób podstawowe prawa Matki Natury i własne zdrowie.
Jeszcze z lepszych czasów jednej z osób udzielających się w necie usłyszałem znamienne zdanie – jeśli chcesz dostać się do tzw. wymiaru 5D, należy zrezygnować ze spożywania mięsa, które hamuje twój rozwój. Ma to sens i przybijam tu przysłowiową piątkę. To niezaprzeczalny fakt. Mięso jest bez smaku, ale system poprzez przemysł żywnościowy z tej trupiej masy wytwarza frykasy, w których ludzka społeczność się smakuje. Dlatego to prawdziwie zaprogramowana subtelna aczkolwiek pospolita używka, trzymająca większość społeczeństwa z dala od bardziej wzniosłych uczuć. Wszystko co degraduje nasze ciała, wpływa na nie negatywnie jest potencjalną używką. Używką, która jest podstawowym czynnikiem rozsypywania naszej naturalnej spójności ciała i ducha, byśmy mogli być łatwą bezwładną masą, którą można w łatwy sposób kontrolować.

Papierosy, alkohol, pornografia, mięsożerstwo i wszelkiego typu zachowania jak wulgarność, chamskość itp. trzymają nas z dala od zdrowia fizycznego jak i psychicznego. Brak spójności wewnątrz nas nie sprzyja naszemu zdrowiu i rozwojowi. Raczej rozstrojowi naszego ciała i braku spokoju i wyciszenia, by móc sensownie i twórczo myśleć i działać.
Spójność naszego jestestwa jest nośnikiem zdrowia, dobrego samopoczucia, humoru, które to nakręcają nas do wszechstronnego rozwoju bo mamy ku temu energię z możnością jej przekształcania w coraz bardziej subtelne rejony poznawania i odczuwania.

Do tej pory nie wspominałem o narkotykach, bo to śmierć z opóźnionym zapłonem. Narkotyki i dopalacze niszczą nasz mózg przez odcinanie dopływu życiodajnego tlenu do komórek mózgowych, które obumierają, gdy w tym czasie osoba po zażyciu takowego specyfiku odczuwa narkotyczny trans. Przedawkowanie powodujące śmierć jest następstwem szybko powiększających się martwych obszarów mózgu, który z czasem nie ma już czym odczuwać cokolwiek. To również zaprogramowana destrukcja. Czy tu można wspominać o jakiejkolwiek pozytywnej energii?
Nawet wtedy, gdy uzależniona osoba wyjdzie ze szponów narkotycznego nałogu, nie będzie już miała możliwości odczuwania pełnego wachlarzu emocji z powodu obumarłych dużych obszarów mózgu w wyniku zażywania narkotyków, dopalaczy.
Owe martwe obszary mózgu na zawsze pozostaną martwe, gdyż komórki mózgowe się nie regenerują. Ale przecież mamy wolna wolę i możemy z niej korzystać jak nam się podoba.

Kiedy osiągniemy całkowitą niezależność od systemu i jego pułapek?
Wtedy, gdy uświadomimy sobie, że pomaganie sobie, własnemu zdrowiu, bliźnim i emanowanie wyłącznie pozytywnymi afirmacjami powoduje, iż stajemy się nie czuli na zachęty – pułapki współczesnego systemu, dogmatu i pośrednich emocji zawartych w wyżej opisanych czynnikach.
Marti22222
Posty: 35
Rejestracja: 06 lis 2019, 15:55

EKSTREMY
… w duchowym rozwoju cz. III


W systemowej rzeczywistości albo coś jest umownie uznawane za dobre, albo za złe. To sztuczny podział cały czas podkręcany przez różnego rodzaju religie jak i sam system.
W realnej przestrzeni każdy ma prawo dostępu do światła bez względu na swoje postępowanie czy czyny. Bywa, że wystarczy szczera intencja poprawy płynąca z serca. Tak też się stało z ową zdeklarowanie negatywną istotą, o której pisałem w poprzedniej części. Stało się tak, a nie inaczej, gdyż dla niej wyznaczono konkretne zadanie w przyszłości.

Otulona energią osoby odprowadzającej jak również wspomożona moją intencją jak i wyborem własnej woli, zwyczajnie wybrała światło! I tam odpłynęła mimo całej swojej niskiej wibracji, przez którą dużo „tam” będzie miała do odpracowania, bo jej powinnością będzie pomaganie istotom podobnym do niej samej. To też nie warto oceniać, gdybać czy prorokować, gdyż genialność Stwórcy jest często ponad nasze zrozumienie. Co wcale nie znaczy, że cała sprawa zakończyła się idealnie.

Opisana istota postanowiła po sobie zostawić fizyczny ślad na moim policzku jako znamię wielkości połowy małej śliwki widocznej z bliska, ale nie wszyscy dostrzegają tą pamiątkę. Żeby było ciekawiej, osoba oczyszczająca moją przestrzeń w tym samym miejscu otrzymała w podarunku takie same znamię.
Gdy po wszystkim wymieniliśmy się spostrzeżeniami, na koniec usłyszałem - u mnie jest to samo. Po zakończeniu rozmowy, w całkowitej lekkości własnego ducha stanąłem przed sytuacją, że będąc na takim „haju” nie miałem pojęcia i czucia w tym, na co mnie w tej chwili stać i do czego jestem zdolny. Dlatego zachowałem daleko idącą ostrożność. Jednak następnego dnia po południu wyraziłem w krótkim skupieniu intencję usunięcia owego znamienia na policzku osoby mnie wcześniej oczyszczającej. Po dwóch godzinach otrzymałem sms-a, w którym padło zapytanie – jak to zrobiłem? Bo znamię zniknęło, a wraz z nim napięcie i nijakie samopoczucie.
- Czysta intencja – odpisałem.
- Dobra robota - odczytałem w zwrotnej informacji.

Nie trzeba mocy, wymuszonej różnymi praktykami. Wystarczy czystość intencji płynąca z serca, myśli i przestrzeni, dająca samo w sobie nieograniczone możliwości. Jednak świadomość siły „tylko” intencji bywa po części również paraliżująca. Zdałem sobie sprawę, że każda myśl może być i jest przy wysokich wibracjach potencjalnym skutkiem.
Idąc spać, nie myślałem o niczym utrzymując stan zawieszenia (zatrzymania wszelkich myśli) przez pierwszy tydzień po oczyszczeniu, badając grunt pod nogami.
Dowcip w tym, że tego gruntu nie czułem ani na stojąco jak i na siedząco. To nie brak uziemienia, które jest podstawą bycia tu i teraz, a lekkości nie obciążonej żadnymi skrajnymi emocjami, chyba, że zdecydowanie pozytywnymi. Jest to stan zawieszenia świadomości w poszukiwaniu punktu odniesienia dla własnego istnienia, czucia i postrzegania nie tylko w naszej fizycznej trójwymiarowej przestrzeni.

Uwolnienie subtelnej rozświetlonej energii jest niezwykłym ale i wymagającym doświadczeniem, przy którym wypada się pozbyć rozdmuchanego ego, pychy i poczucia własnej wartości, bo inaczej można się pogubić, jak niektóre jednostki pławiące się w ezoterycznym klimacie.
Postawiono mnie w sytuacji odwrotnej do tych osób, które tak pragną posiadać w sobie jak najwięcej potencjałów. W mej obecnej przestrzeni sam badam, jaki mam wpływ na przestrzeń wokół, a potrafi być piorunujący.
Tymczasem pozwoliłem sobie na pozostawienie znamienia na policzku, by spoglądając w lustro ciągle uświadamiać sobie fakt, jak mało miałem w sobie „pozytywnej” pokory do siebie, do życia i Stwórcy wszystkiego. Cdn...

Źródło: ZbyniuZbynio
ODPOWIEDZ

Wróć do „Blog”