Duchowość to nie ezoteryka

Twój pamiętnik online.

Wszystko tu jest w temacie! Nic nie jest off top!

Może to być narracja szukającego obudzenia, obudzonego lub osoby, która zaciekawiła się ruchem obudzonych. Dziś intuicja mi podpowiedziała to i tamto... albo wszystko co jest ważne, co przerobiłeś/zintegrowałeś/odkryłeś, co chcesz zachować, utrwalić. Może być to blog czasu realnego czyli każdego dnia wpis lub wpisy typu "jak mi się zachce/mam coś ważnego, to piszę jak nie to nie". Jeżeli spotkało Cię wydarzenie o którym nie masz z kim porozmawiać, aby to wyrzucić z siebie.

Tematy tutaj to ciekawostka z tego jak Ci zleciał dzień, choć pewnie wydaje Ci się, że nikogo to nie obchodzi, ale co tam, samo napisanie tego działa relaksująco...

Zachęcam wszystkich do pisania swojego bloga z poziomu serca i komentowania blogów innych. Nowy temat w tym dziale to Twój nowy Blog.
Marti22222
Posty: 41
Rejestracja: 06 lis 2019, 15:55

DUCHOWOŚĆ a odczuwanie.

Część I

Piszę ten post w pracy, gdyż mogę sobie na to pozwolić. Jedynym dyskomfortem tej czynności jest zasmarkany i przytkany nos w klimatach około-grypowych, a nie ostatnio medialnie popularyzowanych - covidowych.
W trosce o mój stan zdrowia, zaproponowano mi herbatę z mocnym wkładem (też na to mogę sobie nieoficjalnie pozwolić) i wyraziłem zgodę, choć nie spożywam od dawna alkoholu pod żadną postacią. Ale to stara „praktyka”, zatem po dwóch łykach wzmocnionej herbaty wewnątrz mnie nastał „bulgot” energetyczny, nie współgrający ze mną. Wylałem herbatę. Nad wyraz mocno poczułem energię alkoholu jakże odmienną od tej, w której dobrze się czuję. To też rozwój duchowy. To zwielokrotnione odczuwanie wszelkich energii.

W rozwoju po drodze przestaje nam smakować mięso pod wszelaką postacią. Odpadają po kolei niskie „instynkty”, które w naszym wnętrzu gdzieś tam zawsze drzemią, ale do czasu. Używki wszelkiego typu, ale też przyjaciele, znajomi, krewni, którym dobrze jest w tym, czym są, bez zadawania zbędnych pytań, tym bardziej jakichkolwiek działań. Takie są konsekwencje świadomego wzrastania. Czy na pewno pozytywne?

Z początku wydawać by się mogło, że głupotą jest pozbywanie się niektórych przyjemności i przyzwyczajeń, tak wrosłych w nas przez systemowe wartości.
Wartościowe dla systemu czy dogmatu, w którym jesteśmy zwyczajnym pionkiem, uwiązanym w sieć zależności, upodobań i przyzwyczajeń, z którymi nam tak dobrze i bezpiecznie.
Z jednej strony fajnie móc odczuwać to, co nam znane od zawsze. Z drugiej strony, zaczyna nam czegoś brakować, jakby szerszego kontekstu istnienia. Niby zaczynamy powoli inaczej postrzegać, myśleć i czynić, ale dalej wracamy do znanych nam klimatów z przeszłości. To jakby stan zawieszenia, zapętlenia się w własnej, prywatnej przestrzeni i w myślach. Jednak coś zaczyna być i dziać się inaczej, ale to coś bywa za mało namacalne, by prawdziwie poczuć i najlepiej dotknąć i odczuć dogłębnie. Jeśli bezpośrednio nie odczuwamy, nie czujemy, nie powinno mieć racji bytu. To trudny etap nijakości. Zaczynamy bujać w obłokach, jak fajnie by było robić i doświadczać to co np. jest udziałem niektórych osób udzielających się w sieci internetowej. Mieć wreszcie różnorakie zdolności, możliwość swobodnego fruwania w przestrzeni i tym podobne chciejstwa.

Cierpliwość – to klucz do poszerzonego rozwoju. Przeogromna cierpliwości i wewnętrzny spokój. Nie raz wspominałem, iż jesteśmy indywidualnymi i niepowtarzalnymi istotami o wyjątkowych cechach własnej duszy, umysłu i ciała.
Jeżeli tak, to po co usilnie fiksować i pragnąć za wszelką cenę tego, co innym jest po prostu przypisane.
Chciejstwo, niecierpliwość jest niską wibracją, tak samo jak rozdmuchane „ego” i czysty, wyrafinowany egoizm. Powtórzę – cierpliwość i ufność ku Źródłu!

Sami powinniśmy dać sobie przyzwolenie na ciągły rozwój w każdym kierunku, gdy to czujemy całym sobą. Warto wykazać się ciągłą, niezmienną, pozytywną intencją (ciągłą chęcią wzrastania), która jako trwała myślowa sugestia staje się tą energią, wprawianą w ruch i działanie. Działanie zaś to też wzrastanie. Łatwiej mają osoby, które za dotychczasowego życia na ziemi mieli naturalną możliwość opuszczenia ciała, śnienia, stanów medytacyjnych...bo mieli okazję już coś niezwykłego odczuwać. Przeto mają pojęcie, jakieś skrawki doświadczeń i odczuć z stamtąd wyniosłych. Ale owe uaktywnione zdolności (każdy z nas je w sobie posiada) również mogą być hamulcem w poszerzaniu swojego rozwoju. Cdn...

Źródło: ZbyniuZbynio
Marti22222
Posty: 41
Rejestracja: 06 lis 2019, 15:55

DUCHOWOŚĆ a odczuwanie.

Część II

Cóż, wygląda na to, że nie istnieje jedna, słuszna droga. Każdy z nas musi ją sam odnaleźć, poczuć, doświadczyć i nieustannie rozwijać.
W duchowości z biegiem czasu fajnie jest to, że nasz poziom odczuwania nieustannie wzrasta i zaczyna zaskakiwać zarówno pozytywnie jak i negatywnie. Niskie energie (wibracje) najmocniej odczuwamy, ale pewność ochrony i łączności z Źródłem powoduje, że z czasem uczymy się przyjmować takie niskie odczucia z coraz większym spokojem. To, co jest mi dane czasem w teraźniejszości doświadczać, kiedyś mogłoby się skończyć przysłowiowym stanem przedzawałowym. Taki jest poziom odczuć przy wzrastającej w nas energii.

Duchowość to ciągłe wyzwanie w tworzeniu siebie na nowo, poprzez odblokowywane w sobie możliwości, które akurat dla nas są najbardziej przydatne, a raczej przypisane. Ciągłe, mozolne poszerzanie własnej percepcji, a przez to przestrzeni, którą możemy odczuwać. Bywa, że w niej możemy odlecieć, zachłysnąć się, popaść w stan euforii tylko po to, by móc to wszystko ogarnąć, odczuć i iść dalej, bo to wyłącznie kolejne doświadczenie, kolejny etap bez ograniczeń w poznawaniu.
Nie ma ograniczeń, ale są blokady, byśmy nieprzygotowani, za szybko nie popłynęli za daleko, gdyż moglibyśmy sobie samym i innym narobić kłopotów. Zaszkodzić i by nasz umysł i ciało z nadmiaru wrażeń nie oszalały.

Miałem przez ułamek chwili możność odczucia najczystszych wibracji – są nie do zniesienia. To jak włożyć dłoń w płomień ogniska na mrozie i poczuć przyjemne ciepło, które po chwili skończyłoby się nieodwracalnymi poparzeniami. Moje wrażenie było podobne, ale zwielokrotnione w odczuciu. Dano mi do zrozumienia, jak daleko jestem od tak chcianej i oczekiwanej przestrzeni, o której marzyłem!
Przestałem marzyć. Teraz staram się iść indywidualnym rytmem rozwoju coraz wyżej i wyżej, by mieć sposobność dotykania przestrzeni nie mających kresu poznania.

Rozwój z pozycji duchowości jest bezkresny, bez ograniczeń. Jakichkolwiek ograniczeń pod warunkiem, że z pozycji dobra i miłości. Z pozycji wyłącznie pozytywnych intencji, gdyż tylko takie gwarantują wspinanie się po drabinie ku Górze z pełnym pakietem bezpieczeństwa ze strony Źródła. Inaczej się nie da. Nikt samopas do Góry nie pofrunie, choć w dól jak najbardziej – można też bez ograniczeń.
Nasze intencje są nie do ukrycia, to też ubieramy się w jedynie pozytywne emocje i nimi emanujemy albo dajmy sobie spokój. To nie zabawa, w której możemy np. przechytrzyć system, wprowadzić go w błąd, nagiąć go. Da się, bo sam tak czynię, gdyż nie jestem dla owego systemu otwartą księgą, z której można przeczytać nie tylko moje myśli. Jednak dla Źródła jesteśmy przezroczyści. Nic nie możemy ukryć, zakamuflować. Albo szczera otwartość naszych myśli i intencji, albo poprzestaniemy jedynie na jakiś tam umiejętnościach, by móc połechtać swoje ego i wywierać wrażenie na otoczeniu. Każdy z nas sam sobie powinien odpowiedzieć, ku komu lub czemu chce podążać. Mnie się ostatnio udaje, choć droga wyboista, przez to w coraz większym zrozumieniu poznaję odpowiedzi na wyżej postawione zapytania, jednocześnie mając w sobie coraz większy wewnętrzny spokój, którego każdemu z was życzę.

Po drodze uaktywnia się odczuwanie energii innych osób, zwłaszcza w środkach komunikacji (samolot, pociąg, autobus). Osoba o niskich wibracjach choć zewnętrznie wyglądającą milo i kulturalnie... możemy przy niej odczuć dyskomfort podczas podróży. Wystarczy skupiona, szczera intencja o słup, promień światła z Góry pełny pozytywnych wibracji (spokoju, wyciszenia, radości, miłości, dobroci, pokoju) by móc poczuć wewnętrzny spokój i nietykalność na niesympatyczną obok nas energię nie współgrające z Źródłem. Rozświetlamy naszą intencją, afirmacją przestrzeń w koło nas z pożytkiem również dla innych.
Czucie przestrzeni (pomieszczenia w budynkach, wolnej przestrzeni na świeżym powietrzu), w której w przeszłości zdarzyły się tragiczne wydarzenia (krzywdy nie tylko za czasów wojny) lub infekcji danej przestrzeni przez energie demoniczne.
Nie uciekamy, zachowując spokój i tradycyjnie w wewnętrznym skupieniu myśli afirmujemy do Źródła o ów piękny, czysty promień światła. Gdy czujemy się na silach, możemy intencją za pośrednictwem wszystkich cudownych, wysoko wibracyjnych istot (aniołowie, Źródło) oczyścić teren z emanującej tragedii zła wobec bliźnich poza daną przestrzeń np. do Matki Ziemi w celu jej utylizacji, lub przy pomocy istot „świetlistych” przeprowadzić dalej. Świat subtelnych, pełnych światła istot duchowych zawsze nam pomoże, ale to my musimy wykazać intencję, by owe wysoko wibracyjne energie mogły nas wspomóc. Zawsze potrzebna jest przyczyna czyli intencja, by powstał skutek w postaci oczyszczenia przestrzeni przy aktywnej pomocy sił wyższych.
Oglądamy różne osoby udzielające się w necie i zarzucające nas cennymi info, byśmy byli pod wrażeniem lub uskuteczniali te działania, które informujący tak bardzo chcieliby nas zarazić, byśmy je „tylko” wypróbowali. W dobrej wierze przystajemy na pewne działania z ich strony, ale do czasu. Uaktywnienie w sobie czucia energii natychmiast nas informuje, z kim tak naprawdę mamy do czynienia. Mówiący do nas emanuje konkretną energią i nie trzeba danej osoby wy-wachadełkować, by mieć pojęcie, z kim tak naprawdę mamy do czynienia.
W duchowości natychmiast wyłapuje się różnicę między tym, co nam się przedstawia, sprzedaje a tym, co tkwi w wnętrzu danej osoby. Zaskoczę was, większość rozmija się z tym co przedstawia a tym, jak myślą i jak chcą być postrzegani. Wielu chce błyszczeć i nie jest to jeszcze oznaką niskich wibracji, ale też nie wysokich. Powiedzmy – neutralnych. To już nie kwestia doszukiwania się konkretnych treści w zalewie informacyjnego szumu z ich strony. To kwestia odczuwania danej osoby energetycznie, podskórnie. Odczucie albo nas przybliża do danej osoby, przez to do jej treści, albo nie tracimy czasu na doszukiwanie się esencji w szumie medialnym niewspółgrającym z osobą, która daną treścią próbuje nas zainteresować, zauroczyć.
Odczuwanie budzi się w naszym wnętrzu. Po prostu czujemy.


Źródło; ZbyniuZbynio
Marti22222
Posty: 41
Rejestracja: 06 lis 2019, 15:55

EKSTREMY
… w duchowym rozwoju cz. IV


Wiek nie jest przeszkodą by się rozwijać i wzrastać. Przeszkodą bywają doświadczenia i programy wyniesione, podłapane w naszym dotychczasowym życiu.
Trzeba tylko impulsu...
Można załapać się na warsztaty duchowego rozwoju poprzez skupienie się na medytacji. Można też przy okazji po takich warsztatach odlecieć daleko od realnej rzeczywistości.
Pojawiamy się wśród osób chcących coś więcej od życia. Wczuwamy się w siebie, w własne istnienie, a tu nagle na samym początku przerabiamy cały harmonogram wielogodzinnego spotkania. Zaliczamy wszystko jednym tchem. I cóż wtedy się dzieje? Odczuwamy euforię, nieziemskie emocje, błogość i wręcz totalny pozaziemski odlot.
Wracamy do normalnego życia po takim doświadczaniu, które zaczyna się nam jawić jako coś gorszego, niewartego naszej szczególnej uwagi – bo tam jest lepiej, ciekawiej, bardziej namacalnie w odczuwaniu.

Konkretna osoba po tak spektakularnym „odlocie” zaczyna szukać każdej nadarzającej się okazji, by móc być i odczuwać „tam”. Jedzie autobusem czy pociągiem, by z automatu znikać w innych przestrzeniach, robiąc jedynie przerwę na pokazanie biletu do kontroli. Czekając w kolejce do lekarza – to samo. Idąc pieszo do domu – to samo. Oglądając TV, słuchając radia lub zwyczajnie odpoczywając – to samo.
Wykorzystywanie każdej wolnej chwili dnia i nocy w poszukiwaniu, smakowaniu nieziemskiego haju odczuwania. Ale na dłuższą metę tak się nie da żyć!
Do dzisiaj pamiętam oczy tej osoby, kobiety i matki 4 dorosłych dzieci, której to oczy miały zatrważający wyraz „nie bycia”. Coraz słabiej czuła tą realną fizyczną przestrzeń, w której żyjemy i się realizujemy. Była przede wszystkim „tam” odczuwając coraz słabiej więzi nawet z najbliższą rodziną.

Tak bywa, gdy nagle uruchamiają się pewne predyspozycje, a na takich warsztatach nie zawsze zwraca się uwagę na fakt, że każde doświadczanie z poza naszej trójwymiarowej przestrzeni ma wspomagać nasz rozwój tu i teraz, a nie go zastępować. Powinien być pięknym uzupełnieniem naszego wzrastania, a nie tylko oczekiwanym chceniem czucia tylko „tam”.

Wyborem naszej duszy jest bycie tu, zaś dodatkowe atrakcje w czuciu zwłaszcza subtelnych przestrzeni mają wzbogacać nasze istnienie w ziemskiej rzeczywistości.
Czując fizyczną przestrzeń, jesteśmy naturalnie uziemieni, co wpływa na bezpieczeństwo naszego jestestwa w innych wymiarach. Brak takowego uziemienia może przysporzyć komplikacji i kłopotów nie tylko w ziemskim wymiarze.

Kobieca energia z natury jest nietykalna, gdyż jest nośnikiem życia i jest chroniona we wszechświecie. Chyba, że dana kobieta w intencji dopuści do siebie inną osobę w sposób świadomy lub też w wyniku podstępu.
Istnieją osoby w ziemskiej przestrzeni, które za przyzwoleniem udostępniają swoją przestrzeń jak i ciało fizyczne innym istotom, na wyższym poziomie, choć niekoniecznie musi to być pozytywna wibracja (energia).
Wyżej opisywana osoba w wyniku umiejętnego podejścia, dopuściła do siebie niskowibracyjną energię. Był to bardzo zamożny mężczyzna, którego bogactwo materialne zależało od pozyskiwania energii od innych osób, zwłaszcza znajdujących się w wyższych wibracjach (świetle).
Udostępniając swoje ciało dla niskowibracyjnej istoty (w tym wypadku reptilianina), czym więcej potrafił ściągnąć energii od innych, zwłaszcza od kobiet, tym większe sukcesy osiągał w sferze systemowego materializmu.
Nie pomogło zerwanie kontaktu z tą negatywną osobą i natychmiastowy powrót z zagranicy do Polski. Ten ktoś po energii przyjechał do miejsca pobytu tak mocno energetycznej osoby, która się w końcu zorientowała, co się dzieje.
Mężczyzna tylko poprosił o rozmowę w miejscu zamieszkania i został wpuszczony do środka. Rozmowa była bezbarwna, nastąpiło pożegnanie i opuścił Polskę. Jednak zostawił swój energetyczny podpis dla istoty, którą dopuścił do siebie.
Jakie było zaskoczenie, gdy o północy wspólnie rozmawiając o zaistniałych wydarzeniach, szukaliśmy na spokojnie rozwiązania, a w jej mieszkaniu na łóżku zmaterializowała się owa istota. Była tak samo zaskoczona jak i ja.

Prowadząc telefoniczną konwersację ze mną wyciszyła się wewnętrznie i rozluźniając swoją percepcję dostroiła do przestrzeni, w której to coś siedziało dokładnie tam, gdzie wcześniej owy mężczyzna.
W słuchawce telefonu usłyszałem – Zbyniu, to nie zwidy, ja to widzę naprawdę. Trzeba coś z tym zrobić. Wyłączam się. Zrozumiałem, że będzie oczyszczać przestrzeń, co i ja zrobiłem. Cdn...

Źródło: ZbyniuZbynio
Marti22222
Posty: 41
Rejestracja: 06 lis 2019, 15:55

TATUAŻE, PORTALE, TRUPIE CZASZKI
… naznaczenie na całe życie.


Wraz z poszerzającym się czuciem i widzeniem przestrzeni, w tym energii, coraz częściej zauważam „niestety” bezmyślny i zgubny wpływ powyższych tematów zawartych w tytule na systemowo uzależnione istoty ludzkie, które nie do końca już bywają ludzkimi z nazwy.
Wszędobylskie tatuaże widoczne z daleka z treścią, znaczeniem i samym wizerunkiem odczuwam na odległość, z tym, że często osoba posiadająca dany tatuaż na swoim ciele nie zawsze jest świadoma, czym tak naprawdę się obnosi i co do siebie przyciąga.

Najbardziej spektakularne są tatuaże odzwierciedlające tzw. portale (przejścia) na bazie symboli, często w formie kolistej, w której są zawarte różne symbole na bazie specyficznych rysunków w całości tworzących właśnie portal dla energii i istot z innych mniej ciekawych przestrzeni nisko wibracyjnych. To jakby otwarcie na oścież własnej przestrzeni i nieświadomym wpuszczaniu wszelkiej maści istot chcących mieć użytkowanie zwłaszcza z młodego, zdrowego ciała (dlatego tak duży odsetek młodych osób nosząca tatuaże) jeszcze wypełnionego niezwykle energetyczną energią, która jest bardzo pożywna.

Ostatnio czekając w kolejce do kasy z drobnymi zakupami, stał przede mną mężczyzna w wieku ok. 30 lat w czarnej koszulce, spod której wystawał fragment tatuażu w formie koła na plecach, owy fragment zaczynał się na złączeniu szyi z plecami. Koło o co najmniej 20 cm średnicy było zaledwie widoczne w górnym fragmencie i wystarczyło tylko jedno spojrzenie, by mnie odrzuciło od tej osoby. Odsunąłem się w bok na około 1,5 metra od niej, a inni kupujący stojący za mną nieco się zdziwili moim „dziwnym” zachowaniem.
Wystarczyło przelotne spojrzenie, które uruchomiło u mnie natychmiastowe odczucie z myślą (wręcz pewnością) o otwartym portalu na plecach tej istoty. Ściągającego portalu, będącego bramą na ten wymiar dla innych. Osoba legitymująca się tak specyficznym rysunkiem nie miała bladego pojęcia, z czym chodzi i co przez niego przyciąga.
Błoga nieświadomość systemowego postępowania i życia bywa zaletą, choć nie wiem czy szczęściem, ale też w pewnym sensie napiętnowaniem, wyrokiem, pieczęcią dla energii i istot chcących korzystać z naszej życiodajnej energii mających do dyspozycji powyższe drogowskazy.

Niektóre typy tatuaży, a tym bardziej ich odpowiednia symbolika znajdująca się na dowolnym fragmencie ludzkiego ciała po prostu (energetycznie) świeci. Nisko wibracyjne energie czy też istoty, bywa, że mocno demoniczne mają w takich rysunkach otwartą drogę do naszej przestrzeni, do osoby legitymującej się takim znakiem, rysunkiem, który po tamtej stronie jest jaśniejącym drogowskazem, zachętą z otwierającej się możliwości prześliźnięcia się do naszego świata w poszukiwaniu życiodajnej energii. Takie osoby potrafią za sobą ciągnąć całą chmarę podczepów nie zdając sobie sprawy z faktu, że same stają się zagrożeniem dla innych osób, zwłaszcza bliskich (np. partnera, partnerki, rodziny, przyjaciół). Cdn.

Źródło: ZbyniuZbynio
Marti22222
Posty: 41
Rejestracja: 06 lis 2019, 15:55

TATUAŻE, PORTALE, TRUPIE CZASZKI
… naznaczenie na całe życie.


Część II

Żeby było ciekawiej, tzw. artystyczne dzieła na skórze przyciągające uwagę, potrafią posiadać jakby „wtopione” w daną artystyczną wizję tak subtelną symbolikę, że całość zmienia w niezauważalny sposób charakter jak i znaczenie takowego wątpliwego dzieła. Wizja artystyczna staje się drogowskazem, zaproszeniem dla „śmietnika” z przestrzeni o niskich zapatrywaniach i atrybutach nakierowanych wyłącznie na zysk – energetyczny zysk, kosztem właściciela takich tatuaży.

Wiadomo, że ciemne kolory, zwłaszcza czerń przyciąga równie ciemne klimaty. Przemieszczając się ostatnio na rowerze, widziałem z dala przed sobą idąca w moim kierunku młodą dziewczynę, ubraną na czarno z dodatkami w tym samym kolorze, nie wspominając o tatuażach.
Farbowane czarne włosy, czarne buty, spodnie i koszulka z jasnym wizerunkiem trupiej czaszki. Poprzebijanie uszy, nos i usta metalicznymi (może srebrnymi) ozdobami.
Już z daleka widziałem ciemną energię wokół opisywanej młodej osoby, ale skupiając swoją uwagę na wizerunku na koszulce (czaszka), zaczął sam z siebie pływać niezależnie od ruchów dziewczyny w bezwietrznej aurze tego dnia.
Rozmywał się, to wyostrzał jak w niedoskonalej niewyrazistej kopii filmu. Szybko zmieniłem punkt patrzenia, by w to coś nie wchodzić, nie dać się wciągnąć, ale poziom zainfekowania tej osoby w tym wieku był wręcz zaskakujący. Czyli wiek nie ma znaczenia. Znaczenie ma to, w co się bawimy i w czym żyjemy świadomie lub też nie.
To samo napędzający się mechanizm. Energia ściąga podobne energie. Te same energie czy byty świadomie namawiają na jeszcze jeden i jeszcze następny tatuaż, często podpowiadając danej osobie subtelnie, co ma wybrać i tym samym coraz bardziej uzależnia się nie tyle od tatuowania coraz większej części swojego ciała, a od energii, które ją do tego namawiają.

Jadąc pociągiem z przedziału zauważyłem młodego chłopaka stojącego w przejściu przy drzwiach wyjściowych z wagonu kolejki elektrycznej, trzymającego się prawą ręką o uchwyt do trzymania się, znajdujący się nad jego głową. Drugą trzymał w kieszeni spodni z podwiniętym rękawem powyżej łokcia.
Jego prawa ręka od wewnętrznej strony pokryta była czaszkami z nieciekawym grymasem „na twarzy”, lewa z wizerunkiem ciemnej istoty o czerwonych oczach!
Ogólnie zewnętrznie wyglądał lajtowo, lecz energią jaką emanował nie była już jego energią, a tą, którą ściągnął do siebie przez opisane wizerunki, a tylko opisane były widoczne. Emanował zdeklarowanym negatywem, gdyż to czułem wręcz podskórnie, choć fizycznymi oczyma po prostu miał specyficzny gust i taki też wygląd. Jednak z jego spojrzenia wiało już grozą, zdefiniowaną przeciwnością dobra.

Będąc w górach i czasem schodząc z wyższych partii przez centrum Zakopane, do którego ściąga mnóstwo przeróżnych wczasowiczów, turystów itp. dudków, miałem okazję dojrzeć pierwszy raz z bliska demona w ludzkiej skórze, faceta w wieku ok. 25-28 lat, idącego i trzymającego za rękę młodą, atrakcyjną kobietę o bardzo miłym usposobieniu, sympatycznej energii, zapatrzonej w swojego mena. Owszem, gościu z zewnętrznego systemowego wizerunku przystojny, ale z oczu i całej jego postury biła niesłychanie ciemna energia. Wręcz nie dało się na niego długo patrzeć, by nie ściągać przez przypadek jego uwagi.

Opisane przypadki powinny dać nam do myślenia i impuls do przewartościowania swojego życia, postępowania i osobistego rozwoju oraz wzrastania, które powinno stać się jakby naszym priorytetem, by móc unikać wdepnięcia w niesympatyczne klimaty, jak również uświadamiania i pomagania tym bliźnim, którzy są nie tylko nieświadomi pewnych zagrożeń zmyślne nam podkładanym przez system, ale również sami w te pułapki wpadając zwyczajnie ciągnąc za sobą innych.

Źródło: ZbyniuZbynio
Marti22222
Posty: 41
Rejestracja: 06 lis 2019, 15:55

WCIELENIA
...czy aby na pewno chcemy je poznać?


Ludzka natura jest bardzo ciekawska. Chciałaby by wszystko od zaraz wiedzieć, poznać i namacalnie doświadczyć. Dzięki temu się rozwijamy i cały czas brniemy do przodu często po omacku, rzadziej świadomie. Ale to i tak postęp.
Jednak zbyt wiele wiedzy czy różnorakich doświadczeń bez wcześniejszego przygotowania naszego umysłu, świadomości, emocji i ciała, może napytać nam tylko biedy oraz rozsadzić dotychczas poukładane bytowanie w tej ziemskiej przestrzeni.

Żyjąc w zrębach systemu czujemy się umownie – bezpiecznie. Gdy dosięgają nas zdarzenia z pogranicza, powiedzmy niewytłumaczalne, to nasz poukładany świat nagle zaczyna drgać w posadach.
Dlatego nie zawsze wskazane jest, abyśmy mogli na już, na teraz wiedzieć to, do czego bliźni nie mają dostępu lub zwyczajnie jakiegokolwiek pojęcia.
Życie w nieświadomości ma swoje plusy. I tak się dzieje w przypadku poprzednich wcieleń, które nie zawsze bywają sympatyczne.

Rozwijając się duchowo, coraz częściej mamy do czynienia z różnymi zjawiskami, przestrzeniami i istotami zarówno pozytywnymi jak i stricto negatywnymi. Nasz umysł, ciało jak i emocje nabierają doświadczenia w tych sferach i zaczyna nas coraz mniej dziwić, a coraz więcej zaciekawiać.
To takie utwardzanie swojego jestestwa (własnego Ja) w byciu niepodatnym na zewnętrzne wpływy i emocje z nimi związane. Taki trening jest zbawienny, gdy coraz częściej obcujemy z innymi przestrzeniami i bytami z pozycji niezachwianej równowagi emocjonalnej, która jest najważniejsza.
Takowe obycie w naturalny sposób otwiera nas powoli na naszą nawet zamierzchłą przeszłość. Na niektóre poprzednie wcielenia i ich bogatą zawartość. Stajemy się bezwiednymi obserwatorami, którzy oglądając swoją historię z przeszłości nie oceniają jej, nie komentują, nie usprawiedliwiają, tylko przyjmują do wiadomości jako fakt, który miał zaistnieć w naszej przestrzeni dla naszego głębszego rozwoju.
Spoglądają w taki sposób, możemy czasami doszukać się analogii w dzisiejszym życiu i wpływu danego wcielenia, wcieleń na to, kim teraz jesteśmy i dokąd teraz zmierzamy w osobistym rozwoju.
Opisywałem wcześniej jedno z moich spotkań z demonicznymi istotami. Brak strachu i bojaźni wobec takowych istot z mej strony nie wynika z skrajnej głupoty czy buńczuczności, a z wcielenia, w którym miałem otwarty dostęp do ciemnych mocy, czarnej magii i wszelkich klimatów związanych z tą przestrzenią. Sam nie czyniłem ani dobra ani zła w tamtym wcieleniu, ale były mi „użyczone” tajniki tej sfery, w której czułem się swobodnie. Dzięki posiadanej wiedzy, mogłem egzystować w tamtym czasie chroniąc przestrzeń, w której istniałem i żyłem od najciemniejszych energii i istot. Byłem w tym dobry, tym bardziej, że „zaliczyłem” bycie upadłym aniołem. Osoby widzące więcej potrafią dojrzeć moje podcięte skrzydła na plecach.

Dzięki takim wcieleniom mam jakby naturalne (swobodne) podejście do ciemnych, niskowibracyjnych istot, które zapewne wyczuwają pewne zalążki energii u mnie z tamtych wcieleń, co ułatwia mi zdecydowanie zachowanie całkowitego spokoju przy spotkaniach z tą nieraz bardzo niską energetycznie (wibracyjnie) sferą.

Innym przełożeniem na dzisiejszą rzeczywistość, na moje życie miało wcielenie w bardzo zaawansowanej technologicznie kosmicznej rasie, która porozumiewała się telepatycznie. Byłem jakby kapitanem zaawansowanego technicznie ogromnego pojazdu. Byłem skrupulatny, niezwykle dokładny i tego wymagałem od innych, by nasz lot mógł się odbywać bez niespodzianek. Owa skrupulatność i dokładność jest jakby ze mną i bywa, że mnie irytuje.
Pisząc jakikolwiek tekst, ciągle go obrabiam, szlifuję i wygładzam, by był jedną spójną całością. To teraz sobie wyobraźcie, że zaczynam remont mieszkania, który przy takiej dokładności może się nigdy nie skończyć.

Innym aspektem są wcielenia, które rzutują bardzo mocno na teraźniejszość.
Bywa, że zostawiliśmy kiedyś nie załatwione sprawy, żale, złorzeczenia lub jeszcze bardziej ciężkie klimaty. Mamy możliwość przerobienia je w procesie zakończenia takiej „karmy” tu i teraz, ale musimy o tym wiedzieć, by nie błądzić.
Dlatego wchodzenie w tzw. duchowość obrazowo nam to może ułatwić chociażby przez poznanie tych wcieleń, które w jakiś sposób teraz próbujemy nieświadomie odrobić.

Miałem trzy wcielenia z konkretną osobą (duszą). Ta osoba dopiero teraz w tym wcieleniu razem ze mną miała możliwość przerobić zamierzchły klimat.
Będąc kiedyś parą rywalizowaliśmy wspólnie o nobilitujące w systemie wysokie stanowisko. Finałem tej rywalizacji było uzyskanie przez ówczesnego „mnie” tak eksponowanego stanowiska kosztem partnerki. Cała batalia o ten systemowy zbytek zakończyła się naszym rozstaniem i ogromnym żalem ówczesnej partnerki.
Dopiero w tym wcieleniu, na pewnym etapie naszego rozwoju duchowego mieliśmy okazję się znów poznać, by móc wymieniając się własnymi spostrzeżeniami na życie jak i samym życiem. W momencie przerwania opisywanego żalu, co stało się zresztą spontanicznie, energia zamknięcia (żalu) namacalnie odpłynęła z jej ciała w postaci mrowienia całych rąk i nóg. Wolność i poczucie niczym nie zmąconej przestrzeni do dziś towarzyszy opisywanej osobie, która samodzielnie kreuje nieprawdopodobną wręcz duchową przestrzeń dla siebie, bliskich i osób znajdujących się na ten czas w jej przestrzeni.
Nie zdajemy sobie sprawy, że osoby spotykane w naszym życiu nie są losowym przypadkiem, a daną możliwością w sfinalizowaniu niezakończonych kiedyś spraw, uczynków, jak i dopełnienia w doświadczaniu, by móc przy okazji wzrastać.
Wewnętrzny spokój, nienaruszalność emocjonalna jest podwaliną do zetknięcia się, do odczucia tych sytuacji, które kiedyś wykreowaliśmy lub tylko uczestniczyliśmy.
Wtedy spokojnie możemy spoglądać (jeśli nam to zostanie udostępnione) np. na bycie kiedyś katem, oprawcą, zbrodniarzem, gwałcicielem, zdeklarowanym negatywem w postaci zarówno kobiecej powłoki jak i męskiej.

Nie wspominam o pozytywnych aspektach niektórych wcieleń, gdyż każdy z nas chciałby się widzieć w świetlanych sytuacjach. Ale by móc mieć rozeznanie co do tej światłości, po drodze zaliczamy mniej sympatyczne obrazy z własnej przeszłości, by móc mieć porównanie i świadomy wybór, dokąd chcemy zmierzać.

Źródło: ZbyniuZbynio
Marti22222
Posty: 41
Rejestracja: 06 lis 2019, 15:55

EKSTREMY
… w duchowym rozwoju cz. V


Każda ludzka istota jest inna. W czyszczeniu przestrzeni jest podobnie. Opisywana znajoma posiada wręcz ekstremalny sposób na oczyszczanie przestrzeni – wizualizacją ognia, wypalania ogniem. Sam postępuję nieco inaczej. Ściągam intencją czyste światło Źródła obierając zawsze za punkt centralne miejsce danej przestrzeni. Wizualnie przybiera kolor jasnej metalizującej zieleni schodzącej na podłogę i równomiernie rozpływającej się po wszystkich pomieszczeniach.
Z podłogi wchodzi na ściany we wszystkie kąty aż po sufit i wraca do punktu centralnego, gdzie rozpoczął się cały proces. Z reguły kolor wraca przybrudzony. Czym ciemniejszy, tym większe sprzątanie. Wyrzucam w kontrolowany sposób całość przez najbliższe okno z równoczesną intencją, zdeklarowaną prośbą do istot od światła, by wyciągnięte energie itp. odprowadziły tam, gdzie ich miejsce. Istoty anielskie zawsze służą pomocą, jednak działają wyłącznie wtedy, gdy od nas popłynie konkretna intencja od serca.

Bycie w duchowości jest pewnego rodzaju sportem ekstremalnym. Wzrost wibracji powoduje rozświetlanie się własnego jestestwa (wewnętrznej energii) i tym samym wystawia owe świecące osoby na wzmożone zainteresowanie innych istot i energii, zwłaszcza niewspółgrających ze Źródłem. Najczęściej w wielkomiejskiej dżungli, gdzie smolista powłoka społecznej świadomości ściąga większość do systemowego standardu, poza coraz liczniejszymi świecącymi jednostkami.
Znajdowanie się poza zrębami systemu jest zagrożeniem dla tego systemu. Pomaganie bliźnim w otaczającej nas wydumanej rzeczywistości jest już karygodnym i niewybaczalnym postępowaniem wbrew istniejącym zasadom prawa buszu.
Zdarza się, że takie działania są kontrowane (rozbijane) przez inne istniejące istoty żywiące się niskimi przyziemnymi wibracjami wypływających z ludzi, świadomie manipulowanymi i pobudzanymi do emanowania jak najniższymi emocjami (złość, nienawiść, zazdrość, niepewność, strach, ocenianie itp.) aby czerpać jak najwięcej negatywnego energetycznego pożywienia.
Energia pozytywna, wypływająca z serca jest nietykalna i niestrawna, więc warto o nią zwyczajnie dbać.
Pozytywne wibracje rodzą irytację tych, którzy chcą mieć wpływ na każdy aspekt naszego życia. Samo wzrastanie, rozświetlanie się jest bezpieczne, jednakże zaprzęgając osobistą wysoko wibracyjną energię do czynienia wokół dobra, może sprowadzić kłopoty zarówno w fizycznej przestrzeni jak i tej subtelniejszej, by nas utwierdzić i wzmocnić w tym, dokąd dążymy.

Często zaczyna się banalnie na poziomie realnym. Bywa, że posiadając w domu sprzęt RTV, który zaczął nagle szwankować lub zupełnie zamarł. Po zawiezieniu do serwisu i podłączeniu działa bez zarzutu. Powrót do domu i znów powtórka z rozrywki. Można tak wiele razy, a wynik będzie taki sam – negatywny.
Wsiadając do swojego auta, właściciel orientuje się, że tylne drzwi przyblokowało. Na drugi dzień parę tylnych drzwi nie można odblokować. Po dniu wolnym od użytkowania samochodu okazało się, że nie ma dostępu do jego wnętrza. Wezwany „specjalista” nie potrafił określić przyczyny, choć udało mu się odblokować auto.
To tylko takie ciekawostki, zajadki mające na celu wzburzyć pozasystemową osobę do irytacji i złości. Gdy to nie pomaga, może być jeszcze ciekawiej.Cdn...

Źródło: ZbyniuZbynio
Marti22222
Posty: 41
Rejestracja: 06 lis 2019, 15:55

ŹRÓDŁO
… czym i kim jest?


Tradycyjne wyobrażenie Stwórcy (Boga, Źródła) wpajane nam od dzieciństwa było i jest naiwne, wręcz anachroniczne w swoim wyrazie.
Oto w niebiosach zasiada uroczy starszy Pan, dumny i wyniosły, spoglądający gniewnym wzrokiem z niebiańskiego tronu na to, co my tu na Ziemi wyprawiamy.
A my faktycznie rozrabiamy w najlepsze, gdyż posiadamy od Źródła wolną wolę, więc jesteśmy wszyscy jakby w ogromnej szkolnej klasie ziemskiej, w której uczymy się, doświadczamy, przeżywamy.
Jak to na wyborze wolnej woli bywa, możemy wzrastać ku bardziej subtelnym sferom poprzez czynienie pozytywnych zdarzeń wokół siebie i w sobie, lub popaść w szpony destrukcji, która na krótka metę, też może dla wielu być atrakcyjną.

Tradycyjnemu wyobrażeniu idą w sukurs religie usilnie próbując nam wmówić, jacy to jesteśmy mali, marni, niestabilni, niegodni ojcowskiego majestatu w niebie. Osoby wychowane w takiej tradycji permanentnego posłuszeństwa, Stwórcę wyobrażają sobie jako niedostępną, gniewną istotę, każącą nasze „podłe uczynki” ciągle nam wypominane jako grzechy, które nas oddalają od piękna boskiego nieba.
Można by rzec, że żyjemy tylko po to, by nas ciągle ganić i pouczać, a zarazem tłamsić nasze zapędy do niezależności, dając do zrozumienia (programować bez ustanku nasz umysł), że sami samodzielnie nie mamy szans na doświadczenie piękna Źródła, jeśli nie będziemy przestrzegać praw zawartych w dogmatach kościelnych i wynikających z nich nakazów i zakazów. Fakt, wyjątkowo marna perspektywa naszego dostąpienia do chwały pańskiej! Ale przecież dalej posiadamy wolną wolę, wolny wybór, które dogmaty wielkich religii próbują nam odebrać. Dlaczego?
Bo wolna wola jest niezależnością od schematów, nauk i nakazów. Bo wolna wola, to ciągły, niepohamowany rozwój, gdyż w nim wzrastamy. Każdy dokonany przez nas wybór na ziemskim padole jest zawsze akceptowany, bo nasze wybory są ciągłą nauką w samodzielnym dążeniu do bezpośredniej łączności z Źródłem, bez pośredników. A że droga do Źródła bywa wyboista i kręta, czasem z negatywem w tle, to jednak ciągle nauka dla naszego ciała, umysłu, wyobraźni i przede wszystkim naszego serca. Jeśli je uruchomimy na emanowanie z pozycji dobra i miłości, bez balastu wymuszonych nakazów i zakazów wpajanych nam od maleńkiego, to odczuwanie i wyobrażenie Stwórcy, owego cudownego Źródła diametralnie się zmienia. Zaczynamy emanować jego światłem, które mamy w sobie od naszych narodzin, choć przeważnie przytłumione przez system i religie (sakramenty).

Gdy nasze życie powoli, a z czasem w większym pędzie zaczyna się przemieniać ku coraz wyższym bardziej subtelnym energiom, nasze wyobrażenie Stwórcy również ulega przemianie. Owa przemiana polega na nie ganieniu, uciążliwym wmawianiu w nas, iż jesteśmy nie godni, marni, słabi...a na coraz większym odczuwaniu dobra i bezwzględnej miłości płynącej z Góry, bo każdy nasz wybór jest akceptowany, byśmy poprzez własne wybory mieli możliwość odczuwania, co jest czym.
Po wielu dotychczasowych wyborach w tym mętliku kombinacji systemu i dogmatu, osiągamy stan niezależności od tej „cudownej” naleciałości, która od naszych narodzin próbuje nami kierować przez ustalone za nas jedynie słuszne prawo i wiarę.

To czas zatrzymania myśli – zaraz, jestem samodzielną istotą wybierającą to, co w danym momencie mojego życia jest dla mnie najlepsze!
Gdy odczujemy w sobie bezinteresowne dobro, to „tradycja” w mgnieniu oka zanika. Gdy odczujemy dogłębną miłość do siebie i bliźnich, znika wszystko poza nami i naszą boską iskierką (połączeniem z Źródłem) w nas, która pięknie się rozświetla. Świeci coraz mocniej i mocniej i z tym większą mocą zmieniając nasze spostrzeganie na świat, wszechświat i ukochane Źródełko. Stajemy się bezpośrednim przedłużeniem „jego” bezinteresownej miłości, dzięki której, inni mają sposobność „je” odczuć za naszym pośrednictwem.
Dalej się uczymy, dalej wzrastamy, ale naszemu dalszemu rozwojowi zaczynają towarzyszyć coraz wyższe afirmacje płynące z Góry, odczuwane nie tylko jako piękno czystej, bezgranicznej miłości, ale również z możliwości odczuwania, w tym rozmawiania z istotami z wyższych sfer, skąpanych w najczystszych intencjach płynących prosto z serca.

Nasze postrzeganie i odczuwanie diametralnie się zmienia i bywa wręcz niemożliwe do przyjęcia dla osób bardzo mocno utkwionych w tzw. tradycji. Można by powiedzieć, że paradoksalnie osoby o pięknym duchowym rozwoju w pełnym połączeniu ze Źródłem, bywają dla tradycjonalistów szarlatanami, korzystającymi z ciemnej strony mocy. Bo jak wytłumaczyć wierzącemu bezgranicznie w kościół i religię, że można sobie rozmawiać z Stwórcą, wygodnie relaksując się w wannie wypełnionej ciepłą wodą po trudach przeżycia całego dnia w systemie? A to dopiero początek...cdn.

Źródło: ZbyniuZbynio
ODPOWIEDZ

Wróć do „Blog”