O demokracji

Awatar użytkownika
Kosmita
Posty: 19
Rejestracja: 06 paź 2020, 17:46

Fragment księgi 8 o demokracji:
Wladimir Marge - Nowa cywilizacja pisze:DEMON KRATOS

Niewolnicy szli powoli jeden za drugim, a każdy niósł oszlifowany kamień. Czterech szeregów, każ­dy o długości półtora kilometra, z kamieniołomów do miejsca, gdzie zaczęto budowę miasta-twierdzy, pil­nowali strażnicy. Na dziesięciu niewolników przypadał jeden uzbrojony wojownik-strażnik. Obok idących niewolników, na szczycie trzynastometrowej, zbudowanej z oszlifowanych kamieni ludzkimi rękami góry, siedział Kratos - jeden z naczelnych kapłanów; w ciągu czterech miesięcy w milczeniu obserwował to, co się działo. Nikt go nie odciągał, nikt nawet spojrzeniem nie śmiał przerwać jego rozmyślań. Niewolni­cy i straże traktowali sztuczną górę z tronem na szczycie jako nieodłączną część krajobrazu. A na czło­wieka - to siedzącego nieruchomo na tronie, to przechadzającego się po placu na szczycie góry - już nikt nie zwracał uwagi. Kratos postawił przed sobą zadanie: zreorganizować państwo, na tysiąclecie umocnić władzę kapłanów, podporządkować im wszystkich ludzi na Ziemi, czyniąc z nich - łącznie z władcami państw - kapłańskich niewolników.
* * *
Pewnego razu Kratos zszedł na dół, pozostawiwszy na tronie swojego sobowtóra. Kapłan zmienił odzież, zdjął perukę. Nakazał naczelnikowi straży, aby go zakuł w łańcuch jak prostego niewolnika i po­stawił w szeregu za młodym i silnym niewolnikiem imieniem Nard.
Wpatrując się w twarze niewolników, Kratos zauważył, że ten młody człowiek ma spojrzenie docie­kliwe i krytyczne, a nie błędne lub obojętne jak wielu. Twarz Narda była to skupiona i zamyślona, to wzru­szona. ..znaczy to, że nosi on w sobie jakiś swój plan - zrozumiał kapłan, lecz cbciał się przekonać, jak dalece trafna była jego obserwacja.
Przez dwa dni Kratos śledził Narda, w milczeniu taszczył kamienie, siedział przy nim w czasie po­siłku i spał obok na pryczy. Trzeciej nocy, gdy tylko padła komenda "Spać!", Kratos obrócił się do młode­go niewolnika i szeptem pełnym goryczy i rozpaczy wypowiedział nie wiadomo do kogo skierowane py­tanie: "Czyż tak już będzie przez całą resztę życia?".
Kapłan zobaczył: młody niewolnik drgnął i natychmiast odwrócił się twarzą do niego, jego oczy błyszczały. Migotały nawet przy mdłym świetle pochodni dużego baraku.
- To nie będzie trwać długo. Ja obmyślam plan. I ty, staruszku, też możesz w nim uczestniczyć -wyszeptał młody niewolnik.
- Jaki plan? - obojętnie i z westchnieniem zapytał kapłan. Nard gorąco i z przekonaniem zaczął objaśniać:
• I ty, staruszku i ja i my wszyscy wkrótce będziemy wolnymi ludźmi, a nie niewolnikami. Policz, staruszku: na każdych dziesięciu niewolników przypada jeden strażnik. A piętnastu niewolnic, które przy­gotowują pożywienie, szyją odzież, też pilnuje jeden strażnik. Jeżeli o umówionej godzinie wszyscy rzu­cimy się na straże, to pokonamy je. Niech strażnicy będą uzbrojeni, a my zakuci w łańcuchy. Nas dzie­sięciu na każdego, a łańcuchy też można wykorzystywać jak broń, podstawiając je pod uderzenie mie­cza. Rozbroimy wszystkich strażników, zwiążemy ich i przejmiemy broń.
• Ach, młodzieńcze - znów westchnął Kratos i na pozór obojętnie powiedział: - Twój plan jest nie­przemyślany: strażników, którzy nas obserwują, można rozbroić, lecz wkrótce władca przyśle nowych, być może nawet całą armię i zabije zbuntowanych niewolników.
• Ja i o tym pomyślałem, staruszku. Trzeba wybrać taki czas, kiedy nie będzie armii. I ten czas nad­chodzi. My widzimy, jak przygotowują armię do wymarszu. Szykują prowiant na trzy miesiące drogi, a to znaczy, że za trzy miesiące armia dotrze w wyznaczone miejsce i podejmie walkę. W bitwie osłabnie, lecz zwycięży, pojmie wielu nowych niewolników. Dla nich już buduje się nowe baraki. Powinniśmy za­cząć rozbrajać straż, gdy tylko armia naszego władcy rozpocznie bitwę z inną armią. Gońcy będą potrze­bować miesiąca, aby dostarczyć wiadomość o konieczności natychmiastowego powrotu. Osłabiona ar­mia będzie wracać przez co najmniej trzy miesiące. W ciągu czterech miesięcy będziemy w stanie przy­gotować się do spotkania. Nas będzie nie mniej niż żołnierzy w armii. Pochwyceni niewolnicy zechcą być z nami, kiedy zobaczą, co się wydarzyło. Ja wszystko zaplanowałem jak należy, staruszku.
• Tak, młodzieńcze, ty ze swym planem i ze swoimi myślami możesz strażników rozbroić i odnieść zwycięstwo nad armią - odpowiedział kapłan już nieco bardziej ożywiony i dodał: - Lecz co potem za­czną robić niewolnicy i co będzie z władcami, strażnikami i żołnierzami?
• O tym niewiele myślałem. I na razie przychodzi mi do głowy jedno: wszyscy, którzy byli niewolni­kami, staną się ludźmi wolnymi. W szyscy zaś, którzy dzisiaj nie są niewolnikami, będą nimi - jakby gło­śno myśląc, nie do końca pewien odpowiedział Nard.
• A kapłanów? Powiedz mi młodzieńcze, kapłanów zaliczysz do niewolników czy do ludzi wolnych, kiedy zwyciężysz?
• Kapłanów? O tym też nie myślałem. Lecz teraz proponuję: niech kapłani zostaną, jak są. Słucha­ją ich niewolnicy, władcy. Choć trudno ich niekiedy zrozumieć, to jednak myślę, że są nieszkodliwi. Niech opowiadają o bogach, a my sami i tak wiemy, jak lepiej przeżyć swoje życie.
• Jak lepiej - to dobrze - odpowiedział kapłan i udał, że strasznie chce mu się spać.
Ale Kratos tej nocy nie spał. Rozmyślał. "Oczywiście - myślał, najprościej o spisku powiadomić władcę i schwycą młodzieńca-niewolnika, on ewidentnie był głównym inspiratorem. Lecz to nie rozwiąże problemu. Chęć oswobodzenia się zawsze w niewolnikach będzie tkwić. Pojawią się nowi przywódcy, bę­dą opracowywać nowe plany, a skoro tak - główna groźba dla państwa zawsze będzie istnieć w jego wnętrzu".
Przed Kratosem stało zadanie: opracować plan zniewolenia całego świata. On rozumiał: nie uda się osiągnąć celu tylko za pomocą fizycznej przemocy. Niezbędne jest psychologiczne oddziaływanie na każdego człowieka, na całe narody. Trzeba transformować ludzką myśl, wmówić każdemu, że niewolnic­two jest najwyższym dobrem. Trzeba uruchomić samorzutnie rozwijający się program, który będzie dez­orientować całe narody w przestrzeni, czasie i pojęciach. A co najważniejsze - w adekwatnej percepcji rzeczywistości. Myśl Kratosa pracowała coraz szybciej, przestał odczuwać ciało, ciężkie kajdany na rę­kach i nogach. I nagle, jak przebłysk błyskawicy, powstał program. Jeszcze nie uszczegółowiony i nie do wytłumaczenia, lecz już odczuwalny i palący ogromną skalą swego zasięgu! Kratos poczuł się samowład-czym panem świata.
Kapłan leżał na pryczy zakuty w kajdany i sam się sobą zachwycał: "Jutro rano, kiedy poprowadzą wszystkich do pracy, dam umowny znak i naczelnik ochrony nakaże wyprowadzić mnie z szeregu nie­wolników, zdjąć kajdany. Uszczegółowię swój program, powiem kilka słów i świat zacznie się zamieniać. Niewiarygodne! Raptem kilka słów - i cały świat podporządkuje się mnie, mojej myśli. Bóg rzeczywiście dał człowiekowi siłę, która nie ma sobie równej we Wszechświecie, ta siła - to ludzka myśl. Ona tworzy słowa i zmienia bieg historii.
Sytuacja ułożyła się nadzwyczaj pomyślnie. Niewolnicy przygotowali plan powstania. Plan ten jest racjonalny i najwyraźniej może doprowadzić do pozytywnego dla nich rezultatu przejściowego. Lecz ja za pomocą zaledwie kilku zdań zmuszę nie tylko ich, lecz również potomków dzisiejszych niewolników, a i władców ziemskich do bycia niewolnikami przez nadchodzące tysiąc lat".
Rankiem na znak Kratosa naczelnik ochrony zdjął zeń kajdany. I już następnego dnia na jego plac obserwacyjny zostało zaproszonych pozostałych pięciu kapłanów i faraon. Kratos zaczął swoją mowę do zebranych:
- To, co teraz usłyszycie, nie powinno być przez nikogo zapisane ani przekazane dalej. Wokoło nas nie ma ścian i moich słów nie usłyszy nikt poza wami. Wymyśliłem sposób zamienienia wszystkich ludzi żyjących na Ziemi w niewolników naszego faraona. Nie można tego uczynić nawet przy pomocy niezli­czonych wojsk i wyczerpujących wojen. Lecz ja to uczynię kilkoma zdaniami. Miną w sumie dwa dni od ich wypowiedzenia, a przekonacie się, jak świat zacznie się zmieniać. Patrzcie: na dole długie szeregi zakutych w łańcuchy niewolników niosą po jednym kamieniu. Pilnuje ich mnóstwo żołnierzy. Im więcej niewolników, tym lepiej dla państwa - tak zawsze uważaliśmy. Ale im więcej niewolników, tym bardziej trzeba obawiać się ich buntu. Wzmacniamy straże. Musimy dobrze karmić swoich niewolników, bo ina­czej nie będą mogli wykonywać ciężkiej fizycznej pracy. Lecz oni tak czy inaczej są leniwi i skłonni do buntu. Patrzcie, jak wolno się poruszają się, a rozleniwiona straż nie popędza ich kańczugami i nie bije nawet zdrowych i silnych niewolników. Ale oni zaczną się poruszać o wiele szybciej. I nie będzie im po­trzebna straż. Strażnicy też staną się niewolnikami. Dokonać czegoś podobnego można w następujący sposób. Niech dzisiaj przed zachodem heroldowie rozniosą dekret faraona, w którym będzie powiedzia­ne:
"Z nastaniem świtu nowego dnia wszystkich niewolnikom darowana zostaje całkowita wolność. Za każdy kamień dostarczony do miasta wolny człowiek będzie otrzymywać jedną monetę. Monety można zamienić na jedzenie, odzież, mieszkanie, pałac w mieście czy samo miasto. Odtąd jesteście wolnymi ludźmi".
Kiedy kapłani uświadomili sobie, co mówi Kratos, jeden z nich, najstarszy wiekiem, powiedział:
• Jesteś demonem, Kratosie. To, co jest twoim zamysłem, spowije demonizmem mnóstwo ziem­skich narodów.
• Niech będę demonem, a to, co jest moim zamysłem, niech ludzie w przyszłości demokracją na­zywają.
* * *
Dekret został niewolnikom ogłoszony o zachodzie, wprawiło ich to w zdumienie, a wielu nie spało w nocy, obmyślając nowe, szczęśliwe życie.
Rankiem następnego dnia kapłani i faraon ponownie weszli na plac na szczycie sztucznej góry. Ob­raz, który pojawił się przed ich oczyma, poruszał wyobraźnię. Tysiące ludzi, byłych niewolników, na wy­ścigi ciągnęły te same kamienie, co wcześniej. Zalewając się potem, wielu niosło po dwa kamiene. In­ni, którzy mieli po jednym, biegli, zostawiając za sobą unoszący się kurz. Niektórzy strażnicy też ciągnę­li kamienie. Ludzie, którzy uważali siebie za wolnych - wszak zdjęto z nich kajdany - dążyli do zdobycia jak największej ilości upragnionych monet, aby zbudować swoje szczęśliwe życie.
Kratos jeszcze kilka miesięcy spędził na swoim placu, z satysfakcją obserwując to, co się dzieje na dole. A zmiany były kolosalne. Część niewolników połączyła się w niewielkie grupy, zbudowała wóz­ki i naładowawszy kamieniami do samej góry, pchała je, oblewając się potem.
"Oni wymyślą jeszcze wiele urządzeń - z satysfakcją myślał po cichu Kratos - ot i już usługi we­wnętrzne się pojawiły: roznosiciele wody i pożywienia. Niektórzy niewolnicy jedli wprost w biegu, nie chcąc tracić czasu na drogę do baraku, aby spożyć posiłek i płacili przynoszącym otrzymywanymi mone­tami. Wiadomo, że i lekarze pojawili się wśród nich: w biegu wręcz udzielając pomocy poszkodowanym i też za monety. Wybrano też kierujących ruchem. Wkrótce wybiorą sobie naczelników, sędziów. Niech wybierają: oni przecież będą się uważać za wolnych, a istota rzeczy nie uległa zmianie, oni jak dawniej targają kamienie... .
I pędzą tak przez tysiąclecia - w tumanach kurzu, oblewając się potem, taszcząc ciężkie kamienie. Także i dzisiaj potomkowie tych niewolników wciąż tak gnają bez sensu. . .
Niby taka sobie opowieść osoby z głębi tajgi, a jednak sporo w niej prawdy.
  • Jeśli chcesz nauczyć się kochać, otwórz swe serce.
  • Serce nie kłamie i prawdę Ci powie.
  • Bądź dobrej myśli i nie trać nadzieji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Władimir Megre "Anastazja"”