• Partnerzy

Przebudzenie a proza życia....

Twój pamiętnik online.

Wszystko tu jest w temacie! Nic nie jest off top!

Może to być narracja szukającego obudzenia, obudzonego lub osoby, która zaciekawiła się ruchem obudzonych. Dziś intuicja mi podpowiedziała to i tamto... albo wszystko co jest ważne, co przerobiłeś/zintegrowałeś/odkryłeś, co chcesz zachować, utrwalić. Może być to blog czasu realnego czyli każdego dnia wpis lub wpisy typu "jak mi się zachce/mam coś ważnego, to piszę jak nie to nie". Jeżeli spotkało Cię wydarzenie o którym nie masz z kim porozmawiać, aby to wyrzucić z siebie.

Tematy tutaj to ciekawostka z tego jak Ci zleciał dzień, choć pewnie wydaje Ci się, że nikogo to nie obchodzi, ale co tam, samo napisanie tego działa relaksująco...

Zachęcam wszystkich do pisania swojego bloga z poziomu serca i komentowania blogów innych. Nowy temat w tym dziale to Twój nowy Blog.
Online
Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Posty: 604
Rejestracja: 01 cze 2019, 10:46
Lokalizacja: Trójmiasto

Przebudzenie a proza życia....

Post autor: ZbyniuRoksana » 01 cze 2019, 12:24

Właściwie na starym forum swój blog pod powyższym tytułem oddałem swego czasu młodemu pokoleniu...ale szkoda było tych treści, które nie tylko ja zostawiałem na obudzeni.info. Teraz zastanawiam się, czy "tamte" teksty wrzucić tutaj dla nowych "podglądających", bo czułem, że tamte forum wyleci w powietrze, zatem przezornie skopiowałem większość materiałów.
Mogę je zredagować lekko na nowo i po kolei powrzucać, a z czasem przejdę na nowe tematy, również te z FB obudzeni.info.....

Online
Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Posty: 604
Rejestracja: 01 cze 2019, 10:46
Lokalizacja: Trójmiasto

Przebudzenie a proza życia...

Post autor: ZbyniuRoksana » 02 cze 2019, 18:40

Kreowana przestrzeń

...Jestem z synem w przestrzeni podmiejskiej dzielnicy podobnej do tej, w której mieszkamy. Ma tu być kulturalna impreza dla dzieci(?). Jest jednak ponuro mimo wielu rodzin w koło. Czuję niebezpieczeństwo, jakby ktoś lub coś chciało porwać mi syna. Rozglądam się nerwowo, kurczowo go trzymając za rękę. Czuję, że zaraz coś się wydarzy! Nagle pojawia się horda zgłodniałych ni to ludzi ni to istot demonicznych przebranych niedbale w ludzką fizyczność. Zaczynam uciekać kurczowo trzymając syna przy sobie. Chcą mi go odebrać za wszelką cenę. Dopadają mnie. Wyjmuję nóż, podrzynam po kolei wszystkim gardła, ale wciąż pojawiają się nowi, jak na zawołanie. To walka bez końca. Tragiczne położenie bez wyjścia. Wreszcie porywają mi syna, a mnie zabijają. Budzę się spocona, z krzykiem na ustach, wyczerpana fizycznie, emocjonalnie i psychicznie...fragment, który miałem okazję usłyszeć od osoby, którą często dręczono w nocy, próbując w ten sposób rozbić jej wewnętrzną jedność.

Wielu osobom zdarzały się lub nadal zdarzają się nieprzyjemne sny, śnienia czy zdarzenia poza ciałem. Bywa, że ktoś lub coś nas goni, dusi ewentualnie unicestwia! Nie potrafimy z takiej nocnej mary uciec by się przebudzić, wrócić do twardej ziemskiej rzeczywistości, która wydaje nam się w takiej chwili najbezpieczniejszą.
Tylko czym są owe mało przyjemne przeżycia i dlaczego nas dosięgają? Odpowiedzi jest wiele, ale ja skupię się na jednej, która wraz z wzrostem naszej wibracji i coraz mocniejszego połączenia z Górą jest nam zwyczajnie podkładana. Inaczej ujmując – kreowana, by móc czerpać z nas energię.
Żyjemy w takiej a nie innej przestrzeni, w której wszelkie emocje w nas są jakby dominującym elementem ziemskiego życia, doświadczania. Owe emocje czasem bywają tak mocno zakorzenione np. w więziach rodzinnych, powiązaniach uczuciowych itp., że można zwyczajnie je wykorzystać do niecnych celów. Można wygenerować takie sytuacje z naszej ziemskiej przestrzeni realistyczne w alternatywnej, byśmy reagowali tak, jak to robimy na co dzień. A wiadomo, że w wzburzeniu, podkręceniu emocjami nie zawsze zachowujemy się racjonalnie, a bywa, że irracjonalnie.
Nie mogąc naruszyć przestrzeni osoby wzrastającej w swojej wewnętrznej energii, tworzy się alternatywną rzeczywistość, odwzorowaną na tą, którą zna i w której przebywa lub tkwi w wspomnieniach i emocjach, nie zawsze przetrawionych, a oczekiwanych...i ją wciąga się w wir alternatywnych zdarzeń by rozdawać karty jej kosztem.
Jak to wygląda?
Jesteśmy powiązaniu uczuciowo z najbliższą rodziną (dzieci, rodzeństwo, rodzice, partner, partnerka), a to wspaniały „materiał” do generowania wydarzeń, które spowodują, że pójdziemy za nimi w ogień.
Noc jest najlepszą przyjaciółką niskowibracyjnych istot, szukających w przestrzeni naszej energii i czerpania jej po przez ściąganie nas w jak najniższe rejestry jak strach, niepewność, panika, złość, nienawiść itp. Ale można temu zaradzić.
Przydatne jest tu osobiste BHP, które w każdej sytuacji stosujemy. Również w z kreowanej dla nasz rzeczywistości.
Zdarzało się mi być w owych alternatywach, dostosowanych do znanych mi przestrzeni gdzie ściągało się mnie pod przygrywką ludzkiej ciekawości, jak dziecko - dając mu lizaka. Na początku bywa nawet sympatycznie, ale gdziekolwiek się pojawiam, od razu doszukuję się szczegółów. Jak to mówią – diabeł tkwi w szczegółach!
Wygenerowanie odpowiedniej przestrzeni, by mnie w nią wciągnąć nie jest większym problemem. Problemem jest odtworzenie szczegółów jakieś znanej mi przestrzeni (mieszkanie, miejsce wypoczynku, rozrywki). Na odwzorowanie szczegółów potrzeba ogromu energii, więc się pomija niuanse.
Zatem w takiej przestrzeni, jak się pojawię (nie zawsze z własnej woli), z automatu doszukuję się szczegółów. Drobiazgów znanych tylko mi, a będących specyfiką znanej realnej przestrzeni. Już tylko skupiając na nich uwagę jakby reaguję przeciwnie do zamierzeń tych, którzy próbują mnie wciągnąć w energetyczną grę. Skupiając się na owych niuansach mam niezłą zabawę i punktuję wszelkie niedoskonałości otaczające mnie, wytrącając tym samym program załatwienia mnie lub przynajmniej podciągnięcia mojej energii. Zachowuję całkowity dystans i zero emocji, które potrafię całkowicie odciąć, mając świadomość, że są jedynie projekcją (pułapką na mnie zastawianą). Podstawą jest umiejętność odcięcia się od ziemskich zachowań. Pozostać poza jakimikolwiek emocjami (kwestia treningu) i chłodnego spojrzenia na wszelkie aspekty przestrzeni i sytuację, w którą mnie wpuszczono lub wrobiono. W ten sposób odcinam się mentalnie od zastanej sytuacji i to ja zaczynam kreować wydarzenia nie poddając się ułożonemu z góry scenariuszowi. Nawet przytulenie się zmaterializowanej demonicznej istoty do mojego jestestwa nie jest problemem, choć poziom wrażeń w takim momencie i tak mocno pikuje w górę. Ale o tym w kolejnych „Ekstremach” na Obudzonych na FB, które tutaj po kolei powklejam.
Załączniki
Enrgia.jpg
Enrgia.jpg (54.76 KiB) Przejrzano 333 razy
Ostatnio zmieniony 04 cze 2019, 10:18 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 1 raz.

Online
Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Posty: 604
Rejestracja: 01 cze 2019, 10:46
Lokalizacja: Trójmiasto

Przebudzenie a proza życia....

Post autor: ZbyniuRoksana » 04 cze 2019, 10:17

Świadomość

Ten post jest długi i warto doczytać „go” do końca, by uświadomić sobie, jak dokonuje się nasz rozwój duchowy przy wydatnej pomocy niektórych narządów naszego ciała. Bez nich rozwój nie byłby możliwy i pozostalibyśmy w szaro-brudnawym schemacie naszego myślenia.

Zostaliśmy mocno uwikłani w zbiorową świadomość, zwłaszcza gdy mieszkamy w dużych aglomeracjach miejskich. Tam otacza nas wszędobylski wyścig ku przepaści, trawiący naszą drogocenną energię na bycie powierzchownością, blichtrem doskonałości istnienia w schemacie systemu, który nas karmi potrzebami, często nam nie potrzebnymi ale i tak do nich dążymy, bo inni przecież też. Zachowujemy się jak stado zwierząt bez namysłu gnające do samozagłady.
Możemy jednak wybrać wyższą świadomość, która jest nam najbliższa i najbardziej dla nas drogocenna, gdyż Świadomość złożona jest ze wszystkich myśli, emanujących z wszystkich istot i rzeczy. Myśli, które składają się na taką świadomość, posiadają różny zakres częstotliwości elektrycznej. Niektóre przynależą do niskich i są powolne, a te właśnie dominują w świadomości społecznej. Inne, bardziej nieograniczone, zawierają wyższe rejestry częstotliwości i przypisuje się je do tzw. super świadomości. Ujmując inaczej, świadomość jest sumą wszystkich częstotliwości myśli o różnych walorach i te walory przyciągają ze wszystkich stron myśli o takiej samej wartości. Zagadka. Jaka miejscowość w Polsce posiada najwięcej niskich częstotliwości? Pomyślcie logicznie...
Świadomość społeczna jest gęstą częstotliwością elektryczną myśli, jednak i tak jest lżejsza od powietrza. Gęstość tej świadomości składa się z wyrażonych myśli, które zostały doświadczone emocjonalnie przez każdą istotę. To znaczy, że jest złożona ze zrealizowanych już myśli, nad którymi każda istota już się zastanowiła, doświadczyła ich w emocjach, w swojej duszy i odesłała przez swoje pole auryczne z powrotem do strumienia myśli, aby inni mogli się nimi wzbogacić, choć z tym wzbogaceniem bywa różnie. W czym nas wzbogaca zwłaszcza miejska aglomeracja?
W materializmie, wyścigu szczurów po trupach do celu, do zwycięstwa. Tylko jakim kosztem? Ile w tej przestrzeni pozostaje miejsca na szczerość, miłość i dobro? Myśli, na których nasza rzeczywistość bazuje, są niestety, bardzo ograniczone i o niskiej częstotliwości. One są wyjątkowo restrykcyjne, osądzające, surowe, gdyż nasze życie jest urządzone podstawami związanymi z przetrwaniem i strachem przed śmiercią naszego ciała i ego. Dzięki temu nasza świadomość jest nieustannie zajęta myślami o żywności, schronieniu, pracy, pieniądzach i sądach o tym, co jest właściwe a co nie. Co jest złe a co jest dobre w modzie, urodzie, akceptacji, porównaniach, wieku, chorobie i ciągle powracającej śmierci. Owe myśli dominują u większości społeczeństwa, to też nieustannie jesteśmy karmieni ograniczonymi myślami bardzo niskiej, ospałej ogólnej świadomości. A ponieważ sami na to pozwalamy, kiedy „emitujemy” związane z nimi emocje do strumienia ogólnej świadomości, regenerujemy i podtrzymujemy ograniczenia naszego umysłu.
Świadomość w dużych miastach jest najbardziej ograniczona, gdyż większość żyjących w nich ludzi nieustannie rywalizuje ze sobą, wzajemnie krytykuje i jest zdominowana przez czas i podświadomy strach. Dlatego miasta otoczone są grubą, gęstą warstwą nieciekawej świadomości społecznej. Ci, którzy przychodzą tutaj z innych wszechświatów i kiedy patrzą, to widzą zwartą sieć wielokolorowych świateł charakterystycznych dla myśli o niskiej częstotliwości i bardzo ograniczonej świadomości, demonstrujących się w postaci świetlnego pola. Jeżeli można w ogóle nazwać tą poświatę - świetlnym polem. Myśli o wyższych częstotliwościach przynależą do super świadomości i to są myśli życia, harmonii, jedności i kontynuacji. Są to myśli pełne miłości, pełne radości, pełne swobody i tak naprawdę nie możnością jest wyrażenie ich słowem pisanym czy mówionym, bo nie istnieją słowa zdolne opisać namacalność nieograniczonej myśli. Wyższe częstotliwości bywają łatwiej doświadczane na odludziu, z dala od ospałej świadomości człowieka, ponieważ tam życie jest prostsze, bezczasowe, nieprzerwane i w harmonii z samym sobą. Z dala od ludzkich opinii, możemy usłyszeć bicie serca własnego nieograniczonego obeznania. A w jaki sposób wybieramy myśl ze strumienia świadomości? Elektromagnetyczne pole naszej aury przyciąga do nas procesy myślowe i stany emocjonalne, które są w harmonii z naszym jestestwem. Aby myśl została odebrana, odczuta i uświadomiona w naszym jestestwie, jej częstotliwość musi zostać obniżona do świetlnej formy. W momencie, kiedy myśl połączy się z duchem naszego jestestwa, z poświatą, która nas otacza, eksploduje w formie światła. Myśl po prostu zapala się w chwili, kiedy wejdzie światło. Światło obniża substancję myśli i w ten sposób przyciąga taką samą częstotliwość.
Myśl jest niewidzialna i staje się widzialna dzięki wybuchowi światła. Myśl w formie światła penetruje nasz umysł (mózg) i zostaje przekształcona w elektryczny impuls o specyficznej częstotliwości, która zależy od wartości przyjętej przez nas myśli. Dalej jest jeszcze ciekawiej. W momencie, gdy stajemy się czegoś świadomi, to znaczy, że odbieramy myśl, którą to coś jest. Kiedy odbieramy jakąś myśl, światło tej myśli zostaje zarejestrowane przez nasz mózg. Istnieją osoby, które czasami widzą kątem oka wybuchy światła. Mi też się zdarza widzieć te fajerwerki świetlne. To co widzą, w większości przypadków jest ich własnym Duchem, akceptującym daną myśl. Moment, kiedy widzimy przed sobą błyszczące światło, jest właśnie chwilą, w której dana myśl weszła w ich pole auryczne i znalazła się w mózgu. Jeśli zamkniemy oczy i zobaczymy procesję kolorów albo ekspansję wzorów – tak właśnie wygląda myśl, gdy penetruje nasz umysł.
Nasz mózg jest wspaniałym odbiornikiem elektrycznych częstotliwości i posiada miejsca, które są zaprogramowane, aby odbierać, gromadzić i wzmacniać specyficzne częstotliwości myśli. Miejsca te w zależności od zawartości wody w ściankach ich komórek, posiadają różną zdolność gromadzenia i elektryzowania myśli. Niektóre części naszego mózgu mogą zachowywać i wzmacniać wyłącznie myśli o wysokich częstotliwościach, inne są wstanie zachować jedynie o niskich częstotliwościach i to jest te kilka procent naszego mózgu, który jest przez nas w użytkowaniu.
W przeciwieństwie do ogólnego pojmowania roli mózgu, nie jest on jednak źródłem myśli. On tylko przyjmuje myśli z strumienia świadomości. Jest organem, który odbiera i gromadzi poszczególne myśli przechodzące przez Ducha naszego jestestwa, które zostają przekształcone w prąd elektryczny, wzmocnione i przesłane za pośrednictwem systemu nerwowego do każdej części naszego ciała, gdzie są uświadomione, w celu osiągnięcia zrozumienia. Nasz mózg jest odbiornikiem z umownymi miernikami do odbierania każdej częstotliwości, ale tylko wtedy, kiedy część mózgu, która może je zarejestrować, jest aktywna. A z tym bywa u nas różnie, czyli standardowo niewiele obszarów naszego mózgu wykorzystujemy.
Tym najważniejszym miernikiem jest gruczoł przysadkowy znajdujący się pomiędzy lewą a prawą półkulą mózgu. Przysadka zarządza naszym mózgiem i jest odpowiedzialna za uaktywnianie różnych miejsc, które przyjmują i gromadzą różne częstotliwości myśli. To są główne drzwi otwierające naszą zdolność do rozumowania i kontemplacji myśli, uświadamiania ich sobie w całym ciele oraz ich materializowania w formie doświadczenia, które umożliwia jeszcze większe zrozumienie. Przysadka to wspaniały gruczoł, który nazywany jest potocznie trzecim okiem. Ale nikt trzeciego oka nie posiada. W naszej głowie nie ma na nie miejsca. Przysadka nawet nie wygląda jak oko. Posiada formę gruszki z małym otworkiem na wąskim zakończeniu i przypomina płatek. Ten płatek kontroluje nasz mózg za pomocą skomplikowanego systemu wydzielania hormonów, o których wspominałem w poście o „śmierci” (który tu umieszczę). Zatem funkcje ciała są utrzymywane w harmonii za pośrednictwem przypływu hormonów od gruczołów dokrewnych do systemu krwionośnego i szyszynka jest odpowiedzialna za utrzymywanie tej harmonii.
Powinniśmy ten nadrzędny narząd wspomagać z własnej świadomej inicjatywy poprzez afirmacje wyłącznie pozytywnych treści przepływających przez nasze życie, by móc rozwijać swój umysł w nieskończoność. Czym bardziej wszechstronny, pozytywny rozwój tym większa aktywność szyszynki i tym bardziej harmonijny przepływ hormonów zwany bilansem hormonalnym. I tu zaskoczenie – poziom tej równowagi jest określony przez częstotliwość kolektywnej myśli, która została odebrana przez system tego tak ważnego narządu. Im wyższa częstotliwość myśli, tym mocniej stymulowana jest szyszynka i tym większe będzie wydzielanie hormonów, co uaktywnia mózg do odbioru coraz to wyższych (subtelnych) częstotliwości. Czy warto więc pozostawać w tak mizernej świadomości społecznej?
Istnieją jeszcze pokrewne funkcje, które składają się na całokształt świadomości ale przede wszystkim jedność własnego jestestwa osiągamy za pośrednictwem esencji światła, ponieważ światło, które uwierzytelnia emocje w naszej duszy, jest tym samym światłem, które daje życie kwiatom, gwiazdom i wszystkiemu, co istnieje. To też wewnątrz nas jesteśmy wstanie wiedzieć wszystko! Wiedzieć, nie oznacza zrozumienia wyrażonego za pomocą intelektualnej retoryki, wypełnionej wyszukanymi, pozbawionymi znaczenia słowami. Poznanie kwiatu następuje w naszym wewnętrznym jestestwie dzięki emocji (zapach, kolor itp.). W każdej chwili, możemy sobie uświadomić, jak „coś lub ktoś” myśli, dzięki konkretnej częstotliwości, którą emitują emocje. Jeżeli chcemy coś wiedzieć, to jedynie, co musimy zrobić, to tą częstotliwość móc świadomie odczuć. Móc tak odczuwać, równoznaczne jest z osiągnięciem absolutnej racji. Z wyjściem własnej świadomości poza tą zbiorową. Kusząca alternatywa?
Wszystko, co od dawna próbowaliśmy zrozumieć, nie może być przekazane w słowach (często to widać u Arona, który czasem nieskładnie próbuje dobrać słowa do przeżytych „tam” emocji). To jest zawarte w emocji i w wizji. A kiedy nieograniczone obeznanie się pojawi, oniemiejecie z wrażenia i wzruszenia. Myśli zostają ograniczane w procesie kojarzenia ich ze słowami. Wiedzący nigdy niczego nie musi wyjaśniać – tylko wie. Aby wytłumaczyć to, co wie, musiałby siebie ograniczyć. Kiedy osiągniecie stan, w którym po prostu będziecie wiedzieć bez potrzeby usprawiedliwiania i tłumaczenia waszej nowej świadomości, wtedy istotnie staniecie się tzw. mistrzem w własnym nieograniczonym królestwie. Staniecie się absolutnym obeznaniem po wieki wieków.
Wyjście poza ramy naszej rzeczywistości dokonujemy przy rozkwicie naszej przysadki w mózgu. Wtedy nasze życie ulegnie diametralnej zmianie w sposób, który wyda wam się niemożliwy. Doświadczymy wszystkich naszych myśli w formie wspaniałej kreacji emocji. W miarę, jak nasze wewnętrzne obeznanie zacznie nabierać kształtu w rzeczywistości, dostrzeżemy, że nasze myśli zaczną się materializować coraz szybciej. Nasza miłość, zrozumienie i współczucie staną się bogatsze. Niektóre osoby zaczną znikać z naszego prywatnego życia, ponieważ osiągniemy wyższym poziom zrozumienia. Na ich miejsce pojawią się inne o podobnym do naszego sposobu myślenia. W miarę, jak genialność, kreatywność i obeznanie zaczną w was postępować, będzie widzieć rzeczy, których nigdy przedtem nie widzieliście i doświadczać emocji, których nigdy przedtem nie mieliście okazji doświadczyć. Będziecie mogli patrząc na kogoś i czuć tą osobę w własnym jestestwie. Będziecie w stanie zobaczyć w waszych myślach dni, które dopiero nadejdą w waszym życiu. Myślimy np. że medium, to dziwna istota. Dzieje się tak dlatego, że jesteśmy przekonani w ramach świadomości społecznej, a ta świadomość uważa, że te wspaniałe zdolności są nienormalne, nieczyste. Każdy z nas może być medium! Jeżeli tego zechcecie, możecie wiedzieć wszystko, ponieważ obeznanie, uwolnione od iluzji świadomości społecznej, zdejmuje zasłonę z naszych oczu, co pozwala nam ujrzeć inne wymiary. Usunie „watę” z waszych uszu, dzięki czemu będziecie mogli usłyszeć muzykę całego życia, wibrującą ze sobą w harmonii. Jak można to osiągnąć? Odpowiedź jest prozaicznie prosta – chcąc tego? Szczerze pragnąc w ufności do siebie samego i do Źródła. Z tej drogi nie ma już powrotu, gdyż nasz umysł nie będzie w stanie wrócić do ograniczonego stanu, bo po co!
Załączniki
świadomość.jpg
świadomość.jpg (21.35 KiB) Przejrzano 318 razy
Ostatnio zmieniony 19 cze 2019, 13:03 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 2 razy.

Online
Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Posty: 604
Rejestracja: 01 cze 2019, 10:46
Lokalizacja: Trójmiasto

Przebudzenie a proza życia....

Post autor: ZbyniuRoksana » 06 cze 2019, 13:17

„EKSTREMY” w rozwoju duchowym...1

Posiadamy w sobie wolną wolę. Dodając mniej lub bardziej aktywne połączenie z Górą, właściwie możemy wszystko. Jednak nie potrafimy sobie tego wyobrazić, tym bardziej w to uwierzyć.
Mamy możliwość wyboru różnych dróg postępowania w swoim życiu. Każdy wybór determinuje konkretne wydarzenia kreowane z naszej energetycznej przestrzeni.
Osobiście wybrałem bezpośrednią współpracę z Źródłem, dający nieograniczone doświadczanie i rozwój. Dzięki „niej” przy okazji otrzymałem wyjątkową lekcję pokory i przetrwałem tylko dlatego, że priorytetem w mym życiu stało się dobro, miłość i przebaczenie (wybaczanie).
Idąc drogą na skróty poprzez szybkie zdobywanie namacalnych efektów dzięki uskutecznianiu pewnych technik, przy wspomaganiu się gadżetami i ochroną w postaci np. amuletów, ten tekst by już nigdy nie powstał. Moja fizyczność została by zdegradowana.
Na własnym przykładzie doświadczyłem wydarzeń, które mnie dosięgały w energetycznej rzeczywistości z możliwością brutalnego przeniesienia na fizyczność. Jednak nie przypadkowy zbieg okoliczności doprowadził do tego, że stało się zgoła inaczej.

Miałem i mam sposobność poznawać osoby na różnym etapie rozwoju duchowego. Również te, które czynią i przekazują dużo dobra chociażby dzięki internetowi. Owe osoby utwierdzały mnie w przekonaniu – jak fajnie się rozświetlam, jak wzrastam. Życie jednak bywa przewrotne łamiąc nie tylko moje pozytywne przekonanie o sobie samym, ale też i całą moją istotę energetyczno-fizyczną w drobny pył. I była to najpiękniejsza lekcja pokory w moim dotychczasowym życiu, choć nikomu jej nie życzę.
Można jednak rozwijać się i wzrastać mając obok siebie inną istotę. Była umiejscowiona z mojej prawej strony i korzystała z mojej energii, żywiąc się moimi niskowibracyjnymi emocjami ciągnącymi się za mną z przeszłości. Mimo to, ciągle się rozwijałem dzięki samodyscyplinie i wierze w siebie i Źródło, odcinając po kolei ciążące mi energie z dawnych przyzwyczajeń, przeżyć, niezakończonych spraw itp. Zwłaszcza w folgowaniu w nich. Stąd ciągle powtarzam, by wyrobić w sobie permanentną, niezmienną dyscyplinę i nie odpuszczać sobie w osiąganiu coraz to bardziej subtelniejszych celów w rozwoju i wzrastaniu.
Ponosząc na początku swojej przemiany notoryczne porażki, zawsze przychodził moment, gdy pokonując dany uciążliwy temat, odnosiłem sukces całym sobą, który jednocześnie był porażką dla istoty niewspółgrającej z Źródłem. Sukcesywnie odcinałem energie, które mi ciążyły, wypełniając każdą taką przestrzeń światłem Stwórcy.
Jednak zaczynając coraz szybciej się rozwijać ku pozytywnym afirmacjom, zawężałem możliwości posiłkowania się negatywnymi wibracjami, pojawiającymi się coraz rzadziej w mojej przestrzeni. Ale zaufanie do Źródła i własnego istnienia nie pojawiło się w jeden dzień, miesiąc czy rok. Pełne przeświadczenie na stałe zagościło u mnie po 3 latach! To jest proces, bywa że żmudny i bardzo wyboisty, bo przecież mamy doświadczać i uczyć się.

Pojawił się czas, gdy nikt już nie miał wpływu na moje postępowanie i czyny, które tu i teraz wynikały z wyłącznie pozytywnych afirmacji (myśli, uczynków, działań), zatem pozostała tylko jedna możliwość „dokarmiania się” przez zdewastowanie mojego zdrowia na poziomie fizycznym.
Jak niedawno wyglądała moja fizyczna twarz „oczami” energii? Można było ją porównać do twarzy ofiary wypadku samochodowego, która nie miała zapiętego pasa bezpieczeństwa...i wypadła przez przednią szybę na asfaltową drogę. Cdn...
Załączniki
ekstremy1.jpg
ekstremy1.jpg (26.02 KiB) Przejrzano 291 razy

Online
Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Posty: 604
Rejestracja: 01 cze 2019, 10:46
Lokalizacja: Trójmiasto

Przebudzenie a proza życia...

Post autor: ZbyniuRoksana » 07 cze 2019, 23:06

Podświadomość - przyjaciel czy wróg?

Mamy ją w sobie i działa przeważnie całkowicie niezależnie od nas. Zawsze podsuwa nam takie rozwiązania, które nabyła w okresie naszego życia i doświadczania tego życia już od naszych narodzin w tym ziemskim bycie. Wszelkie nawyki i przywary są dla niej czymś oczywistym, jedynie prawdziwym. Tym, co najbardziej potrzebujemy i pragniemy, choć nie zawsze tak jest.
Od narodzin już właściwie jesteśmy indoktrynowani przez własnych rodziców, którzy wierzą w jedyne słuszne (według ich) wychowywanie i postępowanie. Wspomaga ich w tym wszechobecny system w postaci żłobka, przedszkola, szkoły i religii z wiarą w jedynie słuszną „sprawę”.
Rozwijamy się w tym mętliku różnych bodźców, a nasza kochana podświadomość owe sukcesywnie wpajane w nas wzorce w naturalny sposób przyjmuje jako własne. Żyjemy więc siłą rozpędu otoczeni szczelnie mackami wcześniej wymienionego systemu i obowiązującego dogmatu religijnego. Wszyscy dookoła mówią nam, jak mamy się zachowywać, jak żyć, pracować, kochać i wierzyć. Nikt nie chce i nie pragnie, byśmy byli samodzielni, zwłaszcza w myślach i czynach. Abyśmy przypadkiem nie próbowali skręcić w jakąś boczną uliczkę, by spotkać coś nowego, coś nieznanego, co wprowadziłoby nas w nowy świat odczuwania, doświadczania i konsumowania. Podświadomość najmocniej nas będzie pilnować, gdyż zakodowane w niej nasze wzorce zachowań, myśli i czynów są dla niej jedynie słuszne i tym samym dla nas najlepsze.
W takim układzie, podświadomość jest naszym dozgonnym przyjacielem, gdyż ciągle jest z nami i nieustannie wspiera nas w naszych nawykach i wyuczonych schematach życiowych. Dba o nasz rozwój w ramach obowiązujących standardów. Jeśli nam to odpowiada – nie ma problemu. Jeśli przestaje nas taki stan bawić – zaczną pojawiać się problemy, i to w sposób lawinowy. Podświadomość zacznie być naszym osobistym wrogiem, najtrudniejszym przeciwnikiem, z którym będziemy musieli się zmierzyć. Niestety, często nie zdajemy sobie sprawy, z jak trudnym przeciwnikiem mamy do czynienia. Podświadomość zrobi wszystko, by nas odwieść od nowych zapatrywań czy odczuć na prozę życia. Zrobi wszystko, by nas od nich odsunąć. Nie zawsze zdajemy sobie sprawę, iż za naszą zmianą, która jest wyboista, pełna podkopów i pułapek, stoi po części właśnie nasza ukochana podświadomość. Mętlik w głowie, zmienne emocje, irytacja i tym podobne rozpraszające naszą spójność jest działaniem podświadomości, wykorzystującą bezwzględnie zewnętrzne uwarunkowania wokół nas w postaci rodziny, pracy, nauki, sfery prywatnej by mnożyć nam kłopoty, które zawrócą nas na jedynie słuszne tory życia i postępowania, które są w niej zakodowane, a które nam ułatwią spokojny, pozorowany żywot.
Można by rzec, iż chce dla nas dobrze. Ale jest to jedynie jej przekonanie. Uświadomienie sobie tego faktu jest początkiem kłopotów, lecz również i zmiany w naszym wnętrzu, które będzie skutkować również i na zewnątrz. Do tego jednak daleka droga.
Mając świadomość, iż w sobie możemy mieć osobistego przeciwnika, nie napawa zbytnim optymizmem. Tym bardziej, że dokonując w sobie jakąkolwiek zmianę, zwłaszcza mentalną, połączoną z sferą emocjonalną i umysłową (myśli) prowadzi zawsze do wewnętrznego konfliktu, mogącego przybrać postać wzajemnego zwalczania się. Odbywa się „ono” przede wszystkich w sferze myśli i emocji.
Zmieniając własny tok myślowy, własne spostrzeganie siebie, otoczenia i tej całej ułożonej rzeczywistości, de facto ruszamy na pole minowe bez zabezpieczenia. Nie raz wysadzi nas w powietrze, nie raz powrócimy do starych schematów, przyjemności itp. klimatów, by za którymś razem w końcu przemóc ten opór w nas, który nieustannie tworzy nasza własna podświadomość. To jednak dopiero początek wyboistej drogi.
Podświadomość ma wgrane w sobie programy, które będzie za wszelką cenę uskuteczniać, by nas utrzymać w jedynie słusznej drodze postępowania, czyli w rydzach. Jak mocnym potrafi być przeciwnikiem?
Czytałem kiedyś o pewnym wybitnym pianiście, który występował w ubiegłym wieku wyłącznie w swoim kraju. Jego ojciec, który przeżył holocaust za czasów hitlerowskich, wpoił swojemu synowi, że bezpiecznie może się czuć tylko w swoim kraju, w Izraelu. Podświadomość uznała to za pewnik. Gdy otrzymał niezwykle intratną propozycję występu w Europie, którą załatwił mu bliski przyjaciel, miał problem. Nie chciał zawieźć swojego przyjaciela jak i fanów zafascynowanych jego wirtuozerią gry na pianinie. Problemem był sam wyjazd, gdyż ciągle z umysłu sączyła się myśl – tylko w domu będziesz bezpieczny! Jednak przełamał ten wewnętrzny impas i wyjechał do Wielkiej Brytanii. Sam pobyt był męczarnią, walką z wpojonym w podświadomość bezpieczeństwie bycia wyłącznie w swoim kraju. Apogeum tej walki był sam występ. Podczas koncertu cały czas walczył z myślą – uciekaj do domu, teraz, już! Tam będziesz bezpieczny. Można powiedzieć, śmieszna sprawa. Jednak, gdy na siłę spróbujemy zmieniać tok postępowania naszej podświadomości, może to się skończyć naprawdę źle. Finał opisywanego koncertu był tragiczny. Po wykonaniu finałowego utworu i owacji na stojąco, pianista zemdlał na scenie i nie udało się go już odratować. Wysiłek emocjonalny włożony w walkę z własnym wewnętrznym głosem spowodował skrajne wyczerpanie organizmu. To jest siła i moc naszej podświadomości. Bywa, że niszczycielska.
Przy osiąganiu własnej, wewnętrznej spójności, też miałem i miewam coraz rzadziej okazję iść w konfrontację z samym sobą, z własnymi myślami i pozorowanymi czynami prowokowanymi przez mą podświadomość. Powstała jednak już pewna subtelna różnica. Staram się mą podświadomość nakłonić do nowego, ciekawszego spojrzenia na życie i otaczającą rzeczywistość. Nie jest to proste, ale wykonalne. Na początku bywa tak, że wchodząc jakby w wyższe odczuwanie energii nasze myśli i czyny zaczynają wibrować coraz wyżej i subtelniej. Wraz z taką odmianą próbuje nadążyć stary tok myślowy i robi się ciekawie, ale niezbyt komfortowo. Skłaniamy się do coraz lżejszych, subtelniejszych myśli i emocji, z drugiej strony ciągle idą stare myślowe nawyki jako jedynie pewne i słuszne. W realu wygląda to tak, że coś mówię, coś czynię, a obok płynie odwrotność myśli i próba narzucenia mi zgoła odmiennych poczynań. To taka dwutorowość myśli, która bywa nie tylko męcząca, irytująca i rozpraszająca ale też wzmagająca we mnie wewnętrzną czujność.
Wyobraźcie sobie np., że jesteście z „przebudzoną” partnerką (to taki skromny ideał), wasze myśli i odczucia są wobec niej coraz bardziej subtelne, nacechowane coraz większym czuciem i miłością od serca, a obok płynie potok myśli i namowa do starych systemowych schematów. Powstaje ogromny dyskomfort, gdyż ma się odczucie, jakby we nas funkcjonowały dwa niezależne umysły, które próbują ze sobą konkurować. Z jednej strony bywa to niezwykle trudne, z drugiej strony jest też zabawnie. Jak zauważam swoje stare przywary i zachowania, dostrzegając w nich śmieszność i ułożoną pretensjonalność, sam z siebie się śmieję, ale odczuwam, iż mej podświadomości nie do śmiechu. Wtedy w myślach, w pozytywnym nastawieniu coraz częściej jej podpowiadam – przyzwyczaisz się...i puszczam do niej oko, bo przecież jest nierozerwalną częścią mnie. I nie ma wyjścia, wyboru jak tylko zmieniać się wraz ze mną.
Załączniki
podświadomość.jpeg
podświadomość.jpeg (7.87 KiB) Przejrzano 270 razy
Ostatnio zmieniony 19 cze 2019, 13:04 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 2 razy.

Online
Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Posty: 604
Rejestracja: 01 cze 2019, 10:46
Lokalizacja: Trójmiasto

Przebudzenie a proza życia...

Post autor: ZbyniuRoksana » 10 cze 2019, 08:03

„EKSTREMY” w rozwoju duchowym...2

Fizycznym wzrokiem w lustrze widziałem po prostu swoją twarz, która z wiekiem zwyczajnie się zmienia i pozostaje jedną całością. Wgląd w tą samą twarz z poziomu energii diametralnie zmieniło jej wyraz.
Prawa strona miała już „energetycznie” poobcinane połączenia nerwowe. Lewa strona była zmasakrowana. Cały policzek miał poszarpany naskórek, oko było roztrzaskane, choć jeszcze sprawne. Po tej samej stronie połówki ust od nosa do podbródka praktycznie w strzępach.
Codzienne oczyszczanie i ściąganie światła przez głowę spowalniało znacznie proces degradacji i uniemożliwiało przejście tej niszczycielskiej energii przez nozdrza wyżej.
Przy odcięciu powyższej możliwości, skupiła się na mojej jamie ustnej, w której w przyspieszonym tempie zaczęły psuć się moje zęby, a jak wiadomo, w nich rozwija się mnóstwo bakterii dostających się do krwiobiegu. Miały spowodować jednostronny paraliż ciała w celu wywołania we mnie bólu i destrukcyjnych myśli z gorzką pretensją – czemu mnie to spotkało!
Jednak „Bogu” potrafi tak kreować naszą rzeczywistość, aby wszystkie strony danego zdarzenia mogły na tym skorzystać. Wiem, brzmi to dziwnie, ale w tym cały geniusz Stwórcy.
Po wszystkim dowiedziałem się, iż zostało mi maksymalnie dwa tygodnie normalnego funkcjonowania w fizycznym ciele.
Wszechświat jednak nie znosi próżni oraz marnotrawienia każdej energii i „umownego” czasu, to też w odpowiednim czasie i miejscu zostałem zapoznany w przedziwnych okolicznościach z istotą oddaloną o ponad 1000 kilometrów ode mnie.
Istota od światła, czyszcząca najciemniejsze przestrzenie i inne istoty, mająca za plecami wsparcie w samej energii Stwórcy, w co nawet mi było trudno uwierzyć. Ale o tym napiszę później. Bez jej pomocy byłoby ze mną krucho.

W skrócie...w osobistej intencji udostępniłem swoją przestrzeń (gdyż zarówno ja jak i ta osoba od razu byśmy wyczuli jakikolwiek fałsz i nieprawdę wobec siebie, więc zaistniała od razu wyłącznie szczerość) owej istocie od światła zaznaczając, że jej przestrzeni nie będę naruszać. Dzięki temu zabiegowi „obcy” będący przy mnie nie miał możliwości prześliźnięcia się do osoby oczyszczającej mnie, gdyż nie był wstanie się do niej dostać. A był niezwykle mocną i inteligentną energią, która potrafiła się skryć za moim rozświetleniem i pozostać niewidocznym.
Poznana osoba od światła posiada niezwykle szeroki wachlarz możliwości w działaniu. W tym konkretnym przypadku, nieco narzuconym przez samą Górę, nie tylko miała możliwość wizualnego zobaczenia, z czym się mierzy, ale i wgląd w myśli i sposób działania tej ciężkiej energii. Sęk jednak w tym, że na poziomie energetycznym nic nie jest takie same.
Wyciągnięta z mej przestrzeni energia miała pierwotnie być odprowadzona do miejsca, gdzie miała dokonać wyboru, gdzie chce przejść dalej. Jednak niespodziewanie weszła w ciało osoby oczyszczającej. Mieliśmy ciągły kontakt po łączu internetowym. Wiedziałem, że jestem już czysty ale trzeba było rozwiązać niespodziewany problem, tym bardziej, że ta nisko wibracyjna energia droczyła się i fizycznie wykręcała mięśnie w udzie osoby czyszczącej przestrzeń. Nie pozostało nic innego jak skupić własną uwagę i energię na zaistniałej sytuacji.
W skupieniu za pośrednictwem Boga przesłałem własną energię oraz intencję wspomożenia osoby pomagającej mi o dodatkową energię samego Stwórcy. Jednocześnie z mojego serducha popłynęła intencja bezgranicznej miłości, dobra, przebaczenia i podziękowania za naukę, której doświadczyłem przy udziale owej mrocznej energii. Rezultat okazał całkowicie zaskakujący. Cdn...
Załączniki
extremy2.jpg
extremy2.jpg (11.91 KiB) Przejrzano 254 razy
Ostatnio zmieniony 19 cze 2019, 13:04 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 2 razy.

Online
Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Posty: 604
Rejestracja: 01 cze 2019, 10:46
Lokalizacja: Trójmiasto

Przebudzenie a proza życia....

Post autor: ZbyniuRoksana » 11 cze 2019, 10:43

MATKA NATURA

Dla dziecka najważniejszą osobą jest matka. To ona daje mu pożywienie, schronienie i poczucie bezpieczeństwa. Ojciec jest równie ważny - uczy potomstwo odpowiedzialności, sumienności i wytrwałości, lecz stracenie matki to najgorszy scenariusz, jaki życie mogłoby napisać maluszkowi. To ona uczy nas dobroci, szacunku i bezwarunkowej miłości. Lecz los obdarowuje nas dwiema matkami. Tak, nie pomyliłam się, dwiema. Jedna wspiera nas fizycznie, drugiej zaś prawie nigdy nie zauważamy. Daje nam wielobarwne kwiaty, owoce z własnej gleby oraz wiatr, który rozwiewa wszelkie smutki i niepewności. Chodzi oczywiście o matkę naturę. A co możemy jej dać w zamian? Pieniądze? Biżuterię? A może wino, parę słodyczy i po sprawie? Nie pojmujemy, że wystarczy jej tylko jedno: szacunek. Szacunek dla jej piękna i bezcenności. Szacunek dla jej dzieci - każdego ssaka, ptaka, gada czy owada. KAŻDEGO żyjącego stworzenia. A co robimy? Hodujemy zwierzęta tylko po to, aby je zabić i skonsumować. Gdzie tu współgranie z naturą? Ludzie po wojnach pytają się, czemu tak dużo niewinnych zginęło. Czy zadajemy sobie to samo pytanie w odwrotną stronę? Czemu tyle niewinnych i bezbronnych zwierząt ginie spod rąk tyranów, którzy czerpią przyjemność z konsumowania ich mięsa? Człowiek zapomina o tym, że jest tylko częścią ekosystemu, a nie jego całością. Istoty żywe nie wkraczają na nasz teren i nie robią sobie na nas polowań, a na pewno nie wieszają naszych głów przed wejściem do domu jako oznakę triumfu. Respektują nas i oczekują także respektu po drugiej stronie. System narzucił nam mięsożerność, podczas gdy jesteśmy wszystkożerni, a wybór należy do nas. Nie zdajemy sobie sprawy, że pewnego dnia przedstawienie się skończy. Nie będzie już aktorów, nie będzie z kim grać. A wtedy nadejdzie czas przebudzenia i otarcia pary ze szkiełek. Ale będzie już stanowczo za późno. Stańmy na chwilę, złapmy kilka głębokich oddechów i pomyślmy na "trzeźwo" co robimy środowisku. Każdego roku produkujemy miliony ton śmieci i gdzie je utylizujemy? Zostawiamy na ulicy, rozrzucamy w lasach - co jest już totalnym absurdem, bo lasy to zielone płuca ziemi i jej wizytówka. My marnujemy je, aby mieć czym podetrzeć się w toalecie.. A co nam pozostało z natury? Tylko lasy. Ale skutkiem tego co czynimy już niedługo. Odpadki palimy również w kominkach niszcząc przy tym ozon, który jest dla nas niczym kask na budowie, czyli chroni przed "zagotowaniem" się ziemi oraz szkodliwym promieniowaniem słońca, które ma ogromną moc. I ostatnią, najgorszą rzeczą jaką robimy to wyrzucanie odpadków do morza. Przykładowo: idę brzegiem plaży, kupiłam sobie loda, picie i paczkę chipsów. Gdy wszystko skonsumowałam stwierdzam, iż śmietnik jest za daleko, więc siatkę szybciutko wrzucam do morza. A siatka dryfuje kilkaset lat po tafli mórz, oceanów i zatok. Wpadają w nią tysiące ryb, które po krótkiej walce o wydostanie się z niej zdychają. Gdy dotrze na brzeg, chwytają się w nią ptaki, które odcięte od powietrza również ponoszą śmierć. Rafy koralowe niszczeją w zastraszającym tempie tak samo, jak ryby, które w niej kiedyś chowały się przed drapieżnikami.
I nikt mi nie powie, że człowiek to fascynująca i piękna istota. To maszyna, która obudzi się dopiero, gdy ujrzy, ile nieodwracalnie zniszczyła. Gdy utracimy swoją matkę, wtedy będzie płacz i zgrzytanie zębami.

ROKSANA :)
Załączniki
natura.jpg
natura.jpg (77.82 KiB) Przejrzano 246 razy
Ostatnio zmieniony 22 lip 2019, 18:46 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 1 raz.

Online
Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Posty: 604
Rejestracja: 01 cze 2019, 10:46
Lokalizacja: Trójmiasto

Przebudzenie a proza życia....

Post autor: ZbyniuRoksana » 14 cze 2019, 08:33

Świat wiary

Temat - rzeka. Większość z nas, wychowana jakby nie było, w tradycji religii katolickiej. Chcąc, nie chcąc, przejmowaliśmy bezwiednie wzorce narzucone nam w przeszłości. Ułożono nas bezboleśnie pod dogmat instytucji zwanej kościołem. Napisałem instytucji, gdyż każdy "twór" zarządzany przez istoty ludzkie nosi znamiona niedoskonałości. W nieświadomości kazano nam wierzyć w Boga, bać się Go, być skruszonym, nie godnym jego wielkości. Wpajano nam, że umartwianie się, żal za grzechy, za niecne uczynki innych nie dają nam prawa do radości z faktu, iż każdy z nas ma w sobie ową cząstkę jego doskonałości. Uświadamiano nam, jacy to my jesteśmy marni wobec przedstawicieli kościoła. Przedstawiciele kościoła to takie same istoty jak my (czasem ułomne, z rzadka naprawdę oddane wierze), podobnie jak przełożeni w firmie. Niestosowne porównanie? Uważam, że jak najbardziej na miejscu. I nie chodzi tu o obrażanie kogokolwiek. Różnica polega na tym, że religia nie jest ani dobra ani zła. Jedynie taka, jak jej kapłani. Nie potępiam, nie chwalę. Łatwo można wpaść się w skrajne komentarze, a nie tędy droga.
Ja nie muszę wierzyć! Ja mam pewność, że boska doskonałość istnieje. Czuję ją w sobie. Rozmawiam z nią, jak z przyjacielem. Przecież to dobro nieskończone, nie do opisania, pełne bezwzględnej miłości do tak niedoskonałego bytu, jakim sam jestem. Ze swej strony, mogę jedynie dawać przykład innym, swoim postępowaniem, zaangażowaniem w uskuteczniania miłości i dobroci w tym naszym niedoskonałym świecie. No tak. Ktoś powie, że jam oświecony, to mi łatwiej pisać. Właśnie, że trudniej. Obudzenie, przejrzenie na oczy, na system, w którym tkwimy, bywa zaskakujące, czasem szokujące, niestety - negatywnie. Nie łatwo wydostać się z zaprogramowanych schematów. Lecz te schematy są po to, by je pokonywać, by wznosić się ponad to, co nie warte jest naszej uwagi. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że duchowe wzrastanie, to ciągła praca, w której życie nam utrudnia, a nie ułatwia rozwój. Mnoży przeszkody, sprawdziany, byśmy mogli wzrastać i cieszyć się radośnie z pokonywania niezdobytych do tej pory "górskich szczytów"
W jednym z moich opisów napisałem, że katolik ma łatwiej. I to prawda. Po części zazdroszczę jemu, gdyż gdy błądzi (grzeszy) wystarczy spowiedź, pokuta i po sprawie. Nie boli, nie grzeje. Po niedzielnej komunii, wychodzi rozpromieniony w swej domniemanej czystości, by dalej powtarzać te same błędy. Kółko się zamyka, a on tkwimy w dogmacie, w którym obiecuje się mu zbawienie...tylko za co? Za obłudę, niekonsekwencję w postępowaniu, brak prawdziwej (od serca) poprawy. Samo chodzenie do kościoła i do komunii nie jest przepustką do lepszego żywota po śmierci. Jedynie poprawa od serca i świadomość, że sami tak naprawdę chcemy być i żyć na podobieństwo stwórcy, pokazuje nam drogę ku Niemu.
Pamiętam swój pierwszy (niezłośliwy) afront do rodzimych katolików. Mówiłem, że jestem chrześcijaninem a nie katolikiem. Obecnie nie potrafię się już określić, bo nie wierzę a wiem, że Źródło (Bóg) istnieje i mnie bezgranicznie kocha. W tym momencie, wielu zarzuciłoby mi bluźnierstwo....tylko na jakiej podstawie?

Dodatek...wiara w instytucję religijną bywa niebezpieczna, gdyż oznacza, że pokładamy całą swoją nadzieję, życie, postawy, zaufanie w coś, co nie posiada oparcia w naszej własnej prawdziwej wewnętrznej prawdzie uwidaczniającej się w naszym jestestwie. Może to sprowadzić nas do tego, że będziemy bardzo podatni na wpływy. W tym stanie można nami manipulować, można nas przekląć, skazać na potępienie...i to wszystko z powodu wiary. Jesteśmy boską doskonałością i prawdziwa wiara powinna wypływać z nas samych. Z naszego wnętrza do bliźnich, do otoczenia, do Źródła, bo tylko taka wiara jest nacechowana szczerością i miłością wypływającą z nas, bez zbędnych pośredników...ku Górze.
Załączniki
wiara.jpg
wiara.jpg (162.07 KiB) Przejrzano 229 razy
Ostatnio zmieniony 19 cze 2019, 13:04 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 2 razy.

Online
Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Posty: 604
Rejestracja: 01 cze 2019, 10:46
Lokalizacja: Trójmiasto

Przebudzenie a proza życia....

Post autor: ZbyniuRoksana » 15 cze 2019, 23:19

„EKSTREMY” w rozwoju duchowym...3

W systemowej rzeczywistości albo coś jest umownie uznawane za dobre, albo za złe. To sztuczny podział cały czas podkręcany przez różnego rodzaju religie jak i sam system.
W realnej przestrzeni każdy ma prawo dostępu do światła bez względu na swoje postępowanie czy czyny. Bywa, że wystarczy szczera intencja poprawy płynąca z serca. Tak też się stało z ową zdeklarowanie negatywną istotą, o której pisałem w poprzedniej części. Stało się tak, a nie inaczej, gdyż dla niej wyznaczono konkretne zadanie w przyszłości.
Otulona energią osoby odprowadzającej jak również wspomożona moją intencją jak i wyborem własnej woli, zwyczajnie wybrała światło! I tam odpłynęła mimo całej swojej niskiej wibracji, przez którą dużo „tam” będzie miała do odpracowania, bo jej powinnością będzie pomaganie istotom podobnym do niej samej. To też nie warto oceniać, gdybać czy prorokować, gdyż genialność Stwórcy jest często ponad nasze zrozumienie. Co wcale nie znaczy, że cała sprawa zakończyła się idealnie.
Opisana istota postanowiła po sobie zostawić fizyczny ślad na moim policzku jako znamię wielkości połowy małej śliwki widocznej z bliska, ale nie wszyscy dostrzegają tą pamiątkę. Żeby było ciekawiej, osoba oczyszczająca moją przestrzeń w tym samym miejscu otrzymała w podarunku takie same znamię.
Gdy po wszystkim wymieniliśmy się spostrzeżeniami, na koniec usłyszałem - u mnie jest to samo. Po zakończeniu rozmowy, w całkowitej lekkości własnego ducha stanąłem przed sytuacją, że będąc na takim „haju” nie miałem pojęcia i czucia w tym, na co mnie w tej chwili stać i do czego jestem zdolny. Dlatego zachowałem daleko idącą ostrożność. Jednak następnego dnia po południu wyraziłem w krótkim skupieniu intencję usunięcia owego znamienia na policzku osoby mnie wcześniej oczyszczającej. Po dwóch godzinach otrzymałem sms-a, w którym padło zapytanie – jak to zrobiłem? Bo znamię zniknęło, a wraz z nim napięcie i nijakie samopoczucie.
- Czysta intencja - odpisałem.
- Dobra robota - odczytałem w zwrotnej informacji.

Nie trzeba mocy, wymuszonej różnymi praktykami. Wystarczy czystość intencji płynąca z serca, myśli i przestrzeni, dająca samo w sobie nieograniczone możliwości.
Jednak świadomość siły „tylko” intencji bywa po części również paraliżująca. Zdałem sobie sprawę, że każda myśl może być (i jest przy wysokich wibracjach) potencjalnym skutkiem.
Idąc spać, nie myślałem o niczym utrzymując stan zawieszenia (zatrzymania wszelkich myśli) przez pierwszy tydzień po oczyszczeniu, badając grunt pod nogami. Dowcip w tym, że tego gruntu nie czułem ani na stojąco jak i na siedząco. To nie brak uziemienia, które jest podstawą bycia tu i teraz, a lekkości nie obciążonej żadnymi skrajnymi emocjami, chyba, że zdecydowanie pozytywnymi. Jest to stan zawieszenia świadomości w poszukiwaniu punktu odniesienia dla własnego istnienia, czucia i postrzegania nie tylko w trójwymiarowej przestrzeni.
Uwolnienie rozświetlonej energii jest niezwykłym ale i wymagającym doświadczeniem, przy którym wypada się pozbyć rozdmuchanego ego, pychy i poczucia własnej wartości, bo inaczej można się pogubić, jak niektóre jednostki pławiące się w ezoterycznym klimacie.
Postawiono mnie w sytuacji odwrotnej do tych osób, które tak pragną posiadać w sobie jak najwięcej potencjałów. W mej obecnej przestrzeni sam badam, jaki mam wpływ na przestrzeń wokół, a potrafi być piorunujący.
Tymczasem pozwoliłem sobie na pozostawienie znamienia na policzku, by spoglądając w lustro ciągle uświadamiać sobie fakt, jak mało miałem w sobie „pozytywnej” pokory do siebie, do życia i Stwórcy wszystkiego. Cdn...
Załączniki
ekstremy 3.jpg
ekstremy 3.jpg (109.15 KiB) Przejrzano 212 razy

Online
Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Posty: 604
Rejestracja: 01 cze 2019, 10:46
Lokalizacja: Trójmiasto

Przebudzenie a proza życia....

Post autor: ZbyniuRoksana » 17 cze 2019, 08:11

50% na 50%

Zawieramy w sobie zarówno zło jak i dobro. Rodzimy się z tym balastem w idealnej równowadze. By móc korzystać z tak wszechstronnego spektrum emocji, należy posiadać wolną wolę, w którą jesteśmy wyposażeni.
Mamy wolną przestrzeń w wyborze własnej indywidualnej drogi w emocje, które nam będą odpowiadać. Co wybierzemy? To zależy od stopnia naszego indywidualnego rozwoju, doświadczenia czy zewnętrznych okoliczności, uwarunkowań.
Może was to zdziwi, ale idealną sytuacją jest móc chociażby otrzeć się o sferę negatywną, bo pozytywna jest oczywistością. Poznanie nawet w formie szczątkowej negatywnych odczuć czy doświadczeń pozwala nam uzmysłowić sobie, jaką wartość posiadają pozytywne emocje (wibracje). Posmakowanie „zła” umożliwia nam szerszy wachlarz poczynań (ciemne wcielenia), by docierające do nas zło umieć wyczuć i zneutralizować. Zneutralizować a nie zwalczać. Walka nie jest pozytywną wibracją, gdy nieświadomie jej używając (agresja, złośliwość itp.) w zwalczaniu negatywnych stanów, dokładnie odwzorujemy te stany poprzez własną agresję w postaci konfrontacji. Dla nas atrakcyjną stroną jest wyłącznie pozytywne emanowanie własną energią. Dla wielu jednak ta pierwsza ścieżka bywa niezwykle atrakcyjna. Złe emocje łatwo przychodzą, nie trzeba ich kontrolować, gdyż same z siebie wpędzają w negatywne odczucia, którymi karmi się ciemna strona. W negatywnych emocjach łatwiej osiąga się sukces, szybciej dostajemy to, czego tak bardzo pragniemy nie zważając na koszty, dzięki wzmożonej pomocy negatywnych energii (mocy).
W negatywnym rozwoju naprawdę możemy dużo osiągnąć zarówno w sferze materialnej, jak osobistej czy w wykorzystywaniu niektórych elementów nawet czarnej magii, by dla nas była użyteczna. Jednakże pójście w tą stronę kosztuje. Rachunek wcześniej czy później zawsze będzie wystawiony za nasze dotychczasowe „dobre” samopoczucie, sukces, sławę. Jego cena bywa niestety, wysoka, bardzo wysoka, nawet pod zastaw naszego drogocennego życia. Możemy być jego pozbawieni naszymi własnymi rękoma, własnymi myślami i czynem. Niestety, wielu jednak to nie zniechęca. Jakiego zatem można użyć argumentu by przekonać nieprzekonanych, brnących w stronę ciemności? Istnieje tylko jeden, niepodważalny argument. Mianowicie, rozwój w stronę ciemnych wibracji daje nam władzę, moc itp. frykasy, ale do pewnej określonej granicy, poza którą już nic nie ma, nie ma rozwoju. Po prostu już nic nie istnieje! Zło nie jest wstanie zaoferować nieograniczonych możliwości rozwoju. Możemy ewoluować w swoich klimatach do pewnego granicznego poziomu, za którym nie istnieje już nic poza wystawionych rachunkiem za nasze doczesne przyjemności dostarczone z inspiracji negatywnej strony.
Pozytywne wibracje możemy rozwijać w nieskończoność, bo nie ma górnej granicy, do której byśmy dotarli. Nawet osiągnięcie najwyższego poziomu nieba nie jest granicą naszego rozwoju. I tu jest ta istotna różnica! Przy okazji rozwoju, w nagrodę otrzymujemy wgląd w naszą wewnętrzna wiedzę, możliwości samorealizacji w dowolnym kierunku, gdy afirmujemy wystarczająco mocną intencją np. do poznawania różnych płaszczyzn istnienia, możliwości i potencjałów w wykorzystaniu ich dla dobra innych. Zapłatą za nasz cierpliwy i systematyczny rozwój jest ciągłe wzrastanie naszego jestestwa w doskonaleniu siebie na podobieństwo Źródła, z pożytkiem dla rodziny, otoczenia, świata i wszechświata.
Istniejąc w negatywnych wibracjach, potrzebujemy mnóstwo energii na utrzymanie toksycznych wibracji i naszych zdobyczy, które są pod kontrolą obowiązującego systemu. Wygenerowany wysiłek w pozyskiwaniu tego, czego „system” nam każe pragnąć z tym co osiągamy, jest niewspółmiernie wysoki, choć osoby tkwiące w tych emanacjach, z reguły tego nie zauważają. Stykając się jednak z tak niskimi, negatywnymi wartościami mamy możność ich poczucia i dokonania wyboru w tym, co nam bardziej odpowiada. Czy szybka ścieżka kariery i zewnętrzny blichtr tak pożądany w współczesnym świecie, czy może powolny, często niezauważalny wzrost własnych wibracji ku dobru i miłości, które ni jak nie bywają atrakcją dla ciemnej strony, która potrafi jedynie zniewolić jednostkę do poziomu nic nieznaczącego pionka w systemie. Czy warto być pionkiem?
Załączniki
50 na 50.jpg
50 na 50.jpg (285.18 KiB) Przejrzano 207 razy
Ostatnio zmieniony 20 cze 2019, 13:14 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 2 razy.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Blog”