• Partnerzy

Doświadczanie emocji....

Twój pamiętnik online.

Wszystko tu jest w temacie! Nic nie jest off top!

Może to być narracja szukającego obudzenia, obudzonego lub osoby, która zaciekawiła się ruchem obudzonych. Dziś intuicja mi podpowiedziała to i tamto... albo wszystko co jest ważne, co przerobiłeś/zintegrowałeś/odkryłeś, co chcesz zachować, utrwalić. Może być to blog czasu realnego czyli każdego dnia wpis lub wpisy typu "jak mi się zachce/mam coś ważnego, to piszę jak nie to nie". Jeżeli spotkało Cię wydarzenie o którym nie masz z kim porozmawiać, aby to wyrzucić z siebie.

Tematy tutaj to ciekawostka z tego jak Ci zleciał dzień, choć pewnie wydaje Ci się, że nikogo to nie obchodzi, ale co tam, samo napisanie tego działa relaksująco...

Zachęcam wszystkich do pisania swojego bloga z poziomu serca i komentowania blogów innych. Nowy temat w tym dziale to Twój nowy Blog.
Online
Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Posty: 605
Rejestracja: 01 cze 2019, 10:46
Lokalizacja: Trójmiasto

Doświadczanie emocji....

Post autor: ZbyniuRoksana » 12 cze 2019, 10:41

Każdy ma swoją specyfikę w poznawaniu nowych nieznanych terenów i odczuć w bardziej subtelnych energiach i nie tylko. U mnie z reguły odbywa się jakby przedwstępna gra, temat, sytuacja do przerobienia w wirtualnym świecie zarówno świadomego snu, śnienia czy medytacji. Nie rozróżniam już, w jakiej przebywam przestrzeni, gdyż w każdej rzeczywistości biorę czynny udział, dlatego taki sztuczny podział u mnie zwyczajnie się rozmywa choć jestem świadomy dokąd mnie wyrzuca lub gdzie jestem przez Górę wrzucany.

Umieszczę tu zarówno archiwalne jak i nowe bardziej złożone odczucia, przeżycia i doświadczenia.
Ostatnio zmieniony 17 cze 2019, 12:17 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 1 raz.

Online
Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Posty: 605
Rejestracja: 01 cze 2019, 10:46
Lokalizacja: Trójmiasto

Doświadczanie emocji...

Post autor: ZbyniuRoksana » 12 cze 2019, 10:44

Przestrzeń


Wpadam w pewną nieokreśloną przestrzeń, która emanuje, wibruje wyłącznie pozytywnymi fluidami. Zero pośrednich odczuć, emocji. Jedynie te chciane, oczekiwane, nacechowane dobrocią, że aż chce się w tych emocjach, w tej przestrzeni pozostać na zawsze. To jak kop adrenaliny tej ekscytującej, pobudzającej i powodującej, iż uśmiech nie znika z mojej twarzy nawet po powrocie do ziemskiej rzeczywistości.

Bywa tak, że czujemy tak mocno, że chcemy jak najwięcej chłonąć owych emocji z rzadka dostępnych na ziemi, ''tam'' będących niezmiennym ciągiem zdarzeń. Ciągnie nas do nich przy okazji zapominając o realnym życiu tu i teraz, które jest najważniejsze, mimo tych frykasów, doświadczanych w innych przestrzeniach.

Czując całym sobą dobro, szczęście i radość z przebywania w tej przestrzeni ani przez chwilę nie miałem myśli – chcę tu zostać!

Gdy coś wyjątkowego nas spotyka, pragniemy dany moment, daną emocję zatrzymać najdłużej, jak się da. Tylko po co? To tylko emocja, kolejna z wielu, która będzie nam dana do odczucia, do przeżycia.

Pławiąc się w tej wibracji intencją (myślą) pytam, czy istnieje jeszcze większa, odczuwalna wibracja ale bardziej esencjonalna, bardziej dotykająca mnie w całości? Efekt mojej intencji był nad wyraz zaskakujący. Pojawiam się w przestrzeni o jeszcze większym natężeniu wyżej odczuwanych emocji. To już jest haj, prawdziwy nachalny wręcz haj, poza którym nic już nie odczuwam. Tylko haj, jak najczystszej próby narkotyk, dający równą czystość omanów. Ot, takie porównanie, choć nigdy ich nie próbowałem. Bo trudno porównać cokolwiek z stamtąd z czymkolwiek tutaj. To inny stan percepcji i odczuć. Brnę w tej emocji jak w transie, dalej nie mając przy sobie myśli – że tu zostaję!
Zatem w swojej niezmiernej ciekawości i perwersyjnej wręcz chęci doświadczania mocnych wrażeń, gdyż tylko one czegoś nas uczą (jeśli są pozytywne) ponownie zapytałem – czy dalej jeszcze można coś więcej odczuć?

Jak myślicie? Było coś dalej?

Było, oj było krótko i zwinnie...jak uderzenie obuchem w głowę. Szybkie odczucie całkowitego odlotu i równie szybki powrót w nasz trójwymiarowy świat. Moja percepcja nie była wstanie nawet przez chwilę strawić owej trzeciej wersji emocji. Miałem możność jedynie tą przestrzeń liznąć i objadłem się smakiem. Jestem świadomy, że jeszcze chwila w tej przestrzeni i moje jestestwo mogło by nie przetrzymać takich wysublimowanych, energetycznych doznań.

Czemu o tym piszę? Mam ku temu jeden powód. W naszym rozwoju doświadczamy coraz więcej, coraz bardziej subtelnych zdarzeń, emocji i wrażeń różnego typu i o różnym natężeniu. Pochłaniają z czasem nas bezgranicznie i bywa, że zaczynamy zaniedbywać nasze konkretne realne otoczenie, w którym żyjemy w ciele nie jako jednostki, ale bywa, że w rodzinie, z najbliższą osobą czy grupą. Niezauważenie zaczynamy jedną nogą lewitować w zaświatach a drugą w realnym życiu. Ta druga noga jest niezmiernie ważna. Ważniejsza od tej chcianej – pierwszej. Bo utrzymuje nas w równowadze tych różnych rzeczywistości, które mamy możność odczuwać. Dane jest nam coś, co dla większości jest nieosiągalne. Ale to coś mamy w umiejętny sposób spożytkować dla dobra ogółu, a nie wyłącznie dla własnej prywatności. Nie napisałem – egoizmu, gdyż jeśli się pojawia, to wyłącznie z chęci czucia emocji, które na ziemi nie mają miejsca lub są ubogimi krewnymi tych, tam w innych wymiarach.
Załączniki
przestrzeń.jpg
przestrzeń.jpg (145.32 KiB) Przejrzano 198 razy
Ostatnio zmieniony 23 lip 2019, 08:25 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 1 raz.

Online
Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Posty: 605
Rejestracja: 01 cze 2019, 10:46
Lokalizacja: Trójmiasto

Doświadczanie emocji...

Post autor: ZbyniuRoksana » 14 cze 2019, 13:44

Praktyka w innym wymiarze

Doświadczając alternatywnej rzeczywistości dobrze odwzorowanej na ziemski klimat, zdaję sobie sprawę, że tam przeżyte i nabyte doświadczenia będę miał okazję wykorzystać w praktyce w naszym trójwymiarowym świecie.
W moim przypadku tak się po prostu wydarza i to jest moja indywidualna specyfika, bo jesteśmy indywidualnymi, niepowtarzalnymi jednostkami idącymi własnymi ścieżkami odczuwania, poznawania i rozwoju.

Idąc skrajem asfaltowej drogi przez sporą wiejską osadę usytuowana wzdłuż drogi, przyglądałem się ostatnimi promieniami dziennego światła przed wieczornym zmierzchem. Jednocześnie zastanawiałem się, co właściwie tu robię. Odpowiedź dotarła do mnie bardzo szubko, gdy przed sobą w jednej z zagród zauważyłem sporą grupę poddenerwowanych osób krzątających się to tu, to tam ze strachem w oczach. Wszedłem do zagrody i skierowałem się na tył posesji, gdzie było najwięcej osób przyglądających się chaszczom przy płocie ogradzającym ten teren.
Na ziemi wśród dzikich zarośli i wyrośniętej trawy leżała kobieta w konwulsjach, wykrzywiająca się na wszystkie strony, nie świadoma tego, co się z nią działo. Z jej ust dochodziły dziwne pomruki, gdy ktoś próbował podejść lub wręcz nieartykułowane wrzaski. Stanąłem w pobliżu zauważony przez miejscowych, bo byłem jedyna obcą osobą w tym dziwnym zgromadzeniu.


Realność opisywanych zdarzeń była wręcz nieprawdopodobna. Odczuwałem strach, zaskoczenie, niedowierzanie u poszczególnych gapiów zebranych przy tym niezrozumiałym zdarzeniu. Pojawiający się chłód wieczornego podmuchu wiatru i ogólny poziom podniecenia i adrenaliny u większości widzianych w tamtym miejscu osób.

Stanąłem około 1,5 metra od leżącej szczupłej kobiety w wieku ok. 40 lat, o ciemnych włosach i zmęczonej życiem twarzy. Nie poruszałem się, nie emanowałem żadnymi emocjami. Byłem wyłącznie jako obserwator, by to coś w tej kobiecie nie poczuło ode mnie zagrożenia. Tak stojąc i przyglądając się, poprosiłem, żeby postronne osoby się odsunęły na pewna odległość. Gdy większość się wycofała, leżąca kobieta na tyle się uspokoiła, że dało mi to możliwość podejścia w jej bezpośrednią przestrzeń.
Ukucnąłem przytrzymując lewą dłoń na ziemi, drugą przy sobie wyczekując chwili, gdy będę mógł ją położyć bezpośrednio na zainfekowanej kobiecie. Zapadła absolutna cisza wśród zgromadzonych w oczekiwaniu na to co się może wydarzyć. Położyłem niespodziewanie ale bardzo spokojnie dłoń na jej skroni. Jej tulów na chwilę się podniósł, zesztywniał, by po chwili bezwiednie opaść. W tej chwili kobiety jakby nie było, tego czegoś również, co mnie zaskoczyło. Prosząc o światło Źródła, które poprzez dłoń napełniałem zainfekowaną kobietę, jednocześnie szukając tej energii, bytu czy demona, który tak mocno się uzewnętrzniał, byłem zaskoczony, że nie mogę nic i nikogo w niej odnaleźć. Całe jej ciało wypełniłem boską energią, które stało się całkowicie bezwładne, a jej oczy jakby nieobecne. Poprosiłem rosłych mężczyzn, by ją przenieśli do domu. Znalazło się trzech ochotników i uczynili to, o co ich poprosiłem, sam idąc na początku tej dziwnej procesji poprzez sień do gościnnego pokoju.


Pamiętam jak dzisiaj, że ta krótka chwila przejścia z posesji do domu trwała całą wieczność w moim umyśle, który szukał rozwiązania jednocześnie próbując zachować stoicki spokój, ufność w swoje działania dzięki pomocy Góry i ciągle powtarzającym się pytaniem – co dalej?

W izbie wskazałem krzesło przy stole, na które posadzono nieszczęsną kobietę, lekko przytrzymując ją za barki, by nie osunęła się na podłogę. Zaczynała dochodzić do siebie na tyle, że właściwie już samodzielnie siedziała, choć jej umysł nadal nie był do końca że tak powiem – obecny w ziemskiej rzeczywistości.
Podziękowałem mężczyznom za pomoc i bycie w pobliżu w razie czego. Trochę się wystraszyli ale nie wymiękli. Stanąłem za jej plecami kładąc dłonie na barkach. Moje dłonie jej ciało rozluźniało, co znaczyło, że obca siła czując bezpośrednio moją energię próbowała się schować w najbardziej niewidoczny zakamarek jej ciała, jakby zmniejszając swoją energię do minimum aby była niezauważalna. Miałem tego faktu świadomość, zatem skupiłem się na oczyszczaniu całego ciała fizycznego i duchowego przykładając prawą dłoń do czoła kobiety, systematycznie wypełniając ją świetlistą energią czując, jak to coś szuka jeszcze wolnej przestrzeni w ciele fizycznym kobiety, by przetrwać, by nie być dosięgniętym wysoką wibracją. Ciekawskie osoby, które wypełniły tyły izby i przedsionku nieco się wycofały oczekując nieoczekiwanych sensacji.
Przy zamkniętych oczach widząc boską energię schodzącą w dół ciała, która w końcu dotarła do podczepu, który szybko został naznaczony i oddany po mojej prośbie (intencji) istotom od światła, by zaopiekowały się i wskazały drogę wyboru dla tej istoty.


Po całej akcji, opisywana kobieta zaczęła wracać do siebie, patrząc z zdziwieniem, co ja robię w jej domu jak i inni zgromadzeni. Poprosiłem najbliższych sąsiadów o zaopiekowanie się oczyszczoną osobą, by dać jej czas w spokojnej atmosferze znanych osób, by mogła wrócić do pełnej świadomości w wyciszeniu.
Wychodząc z domu, wszyscy się odsuwali, jakby widzieli we mnie trędowatego. Bali się mojej osoby i kontaktu ze mną. Wyszedłem na ulicę, kierując się dalej przed siebie mając świadomość, że lekcja odrobiona. Następna czekała już w realu...
Załączniki
egzorcyzm.jpg
egzorcyzm.jpg (16.54 KiB) Przejrzano 193 razy
Ostatnio zmieniony 23 lip 2019, 08:25 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 2 razy.

Weronika
Posty: 2
Rejestracja: 17 cze 2019, 11:30

Re: Doświadczanie emocji....

Post autor: Weronika » 17 cze 2019, 15:08

Jezus powiedział: "Takie i inne rzeczy czynić będziecie" I nadszedł ten czas. Gratuluję przebytej drogi, bo zanim do niej dotrzemy musimy zmienić swój stosunek do życia. Pozdrawiam. :)

Online
Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Posty: 605
Rejestracja: 01 cze 2019, 10:46
Lokalizacja: Trójmiasto

Re: Doświadczanie emocji....

Post autor: ZbyniuRoksana » 24 cze 2019, 07:58

Weronika pisze:
17 cze 2019, 15:08
Jezus powiedział: "Takie i inne rzeczy czynić będziecie" I nadszedł ten czas. Gratuluję przebytej drogi, bo zanim do niej dotrzemy musimy zmienić swój stosunek do życia. Pozdrawiam. :)
Utrafione w samo sedno! Tak, to już ten czas nie dla wyjątków, ale dla coraz większej populacji ludzkiej, dla której dobro Matki Natury, bliźnich i wszelkiego stworzenia staje się priorytetem w osobistym żywocie tu i teraz...
Pozdrawiam serdecznie

Online
Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Posty: 605
Rejestracja: 01 cze 2019, 10:46
Lokalizacja: Trójmiasto

Doświadczanie emocji...

Post autor: ZbyniuRoksana » 24 cze 2019, 08:15

CZUCIE

Usiadłem w przedziale wagonu dalekobieżnej kolejki elektrycznej, która miała ok. 10 minut zapasu do planowanego odjazdu. W bezprzedziałowym wagonie dosiadały się pojedyncze osoby. Po 2-3 minutach od posadzenia własnego zadka na siedzeniu i przeglądaniu wiadomości w telefonie przed lekturą interesującej książki, po mojej lewej stronie (siedziałem od strony przejścia) zaczęły dochodzić do mnie dźwięki przypominające pomrukiwanie, przejadanie i nieartykułowane odgłosy jakby z jamy ustnej o wyjątkowo niesympatycznym wydźwięku. Nie odrywając wzroku od telefonu (na nie znane nigdy nie należy gwałtownie reagować) zastanawiając się w miarę spokojnie nad lokalizacja tych dźwięków. Wywnioskowałem tylko po słuchu, że za moimi plecami będzie podróżować osoba wydająca z siebie owe dźwięki. Czasem zdarza się, że obok nas może podróżować osoba np. z niesprawnością umysłową, której towarzyszy opiekun czy rodzina i która w ten specyficzny sposób komunikuje się lub to zwyczajne odruchy, nad którymi nie panuje. Ok. Dalej przeglądałem wiadomości i niestety, „te” dźwięki stawały się coraz bardziej wyraziste, nachalne z tyłu mojego lewego ucha. To już stawało się mocno nieprzyjemne. Wręcz natarczywe! Co ciekawe, nikt z współpasażerów nie czuł i nie słyszał (prawie nikt), gdyż osoby postronne dalej zajmowały się sobą. Postanowiłem wstać, odwrócić się i potwierdzić swoje logiczne wytłumaczenie tego, co niby słyszałem. Odwracając się, popadłem w zdziwienie, gdyż siedziała tam tylko jedna młoda kobieta, która w tym samym czasie zrobiła to samo w moim kierunku. Przez moment nasze spojrzenia się wymownie spotkały i dotarło do mnie, że to nie zwidy, że to nie moje zmyślone fanaberie.
Dźwięki jednak coraz bardziej złowrogo się nasilały i zaczynały być jeszcze bardziej natrętne i pewne siebie.


W jednym z filmików Aron wspominał, że istnieją byty, które podczepiają się pod wybrane osoby, by w ten sposób móc egzystować w naszej przestrzeni. Często tak się dzieje w centrach handlowych, w których osobiście czuję się źle bez afirmacji ochrony z Góry. W takich pasażach handlowych najczęściej skupia się takowa energia bytów czy nawet istot demonicznych. W sieci pojawiają się nagrania z monitoringu, jak ciemne smugi (zauważalne przez obiektyw kamerek) przeskakują z jednej osoby na druga. Bywa, że taka osoba jest nieświadoma takiego zdarzenia. Bywa, że byt jest tak silny, że zmienia nawet sposób poruszania się i zachowania tej osoby, przez wejście w jej energię.

W sytuacji, która jest dla mnie czymś nowym, choć nie zawsze komfortowym warto zachować spokój i pewność siebie i własnych zmysłów. Irytacja czy poddenerwowanie jedynie zasila to coś, co jest obok lub już w nas, w naszej energii. Trzeba było działać, zanim pojawiłaby się na mnie „gęsia skórka”. Spokojnie odłożyłem komórkę, wyciszyłem umysł i poprosiłem Źródło o pomoc (słup światła) pełen miłości i dobroci, by przeze mnie rozlał się na cały przedział z intencją wypchania poza wagon wszelkich energii niewspółgrających z emanacją Źródła i jej utylizację do Matki Ziemi. Szczerze, nie wiem, czy ma afirmacja trwała 1 minutę czy 5-8 minut. Przy takim działaniu czasu się nie odczuwa i nie jest on istotny. Podczas takiej afirmacji (skupieniu uwagi) na jej początku, dalej słyszałem nienaturalne nieartykułowane dźwięki (kto miał okazje usłyszeć taką złośliwą energię wie, jak trudno się wtedy skoncentrować) próbujące zagłuszyć mój wewnętrzny spokój i sprowokować mój umysł do niepokoju lub szaleństwa...podstawą jest spokój, ów brak jakichkolwiek myśli poza tą jedyną wiodącą, która ma mieć określony kierunek do realizacji pozytywnego finału.
To było w pewnym sensie nowe wyzwanie, które przyjąłem na klatę z zaliczeniem. Każde takie wyzwanie to przede wszystkim wzrastanie i zacieśnianie jedności z Źródłem. Najpiękniejszą chwilą była cisza, która się pojawiła po wypchaniu z wagonu opisywanej energii. Tak naprawdę, przez dłuższą chwilę nic nie słyszałem, zwłaszcza z realnej przestrzeni. To jakby moment zawieszenia, oczyszczenia oraz wyciszenia siebie samego z powstałego napięcia. Powrót do realu nastąpił łagodnie i naturalnie.


Dla mnie owe doświadczenie było ciekawe, tym bardziej, że zdarzyło się pierwszy raz. Lubię doświadczać i nie mam obaw, bo Góra czuwa i wiem, iż u niej zawsze znajdę pomoc, gdy będę miał do czynienia z czymkolwiek, co nosi znamiona negatywu, niskich wibracji. Źródło jest naszym uziemieniem od niewspółgrających z nami energiami, dlatego do znudzenia powtarzam o mentalnej więzi z Górą. To przekonanie, pewność i nienaruszalność tej łączności mająca swoje odzwierciedlenie w własnym sercu, umyśle, postępowaniu i wierze.
Dalsza podróż przebiegła bez jakichkolwiek niespodzianek. Nie dociekam, skąd to licho się wzięło. Cieszę się, że zostało zutylizowane. Mógłby to być jakiś złośliwy podczep pod osobę z przedziału i cieszę się, że nie tylko ja go wyczułem.
Takowe komplikacje i przygody są częścią rozwoju. Wzrastanie powoduje większą wrażliwość na zewnętrzne bodźce nie tylko z naszej fizycznej przestrzeni, ale również branie odpowiedzialności za ową przestrzeń, którą bardziej czujemy od przysłowiowego zjadacza chleba. Gdzie drwa rąbią, tam lecą i wióry. Po prostu poezja życia.

PS: z perspektywy czasu postąpiłbym jeszcze inaczej. Oczyszczając daną przestrzeń powinno się "infekującą" energię nie tylko z tej przestrzeni wyrzucić (nie utylizować), ale też świadomie odprowadzić samemu do miejsca, gdzie dokona wyboru (gdzie chce pójść) lub w intencji wspomóc się istotami od światła, które zaopiekują się ową energią.
Załączniki
czucie.jpg
czucie.jpg (23.55 KiB) Przejrzano 150 razy
Ostatnio zmieniony 23 lip 2019, 08:26 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 1 raz.

Online
Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Posty: 605
Rejestracja: 01 cze 2019, 10:46
Lokalizacja: Trójmiasto

Doświadczanie emocji...

Post autor: ZbyniuRoksana » 26 cze 2019, 19:00

PRZESTRZEŃ CIEMNOŚCI

Znalazłem się w przestrzeni, która była przeciwieństwem tej, wcześniej opisywanej na początku pierwszej strony. Stałem, a raczej byłem zawieszony w ponurym korytarzu w kształcie kwadratu, opadającym lekko w dół, a jego kontury były z grubsza tylko wyczuwalne ze względu na panującą ciemność. Jedynie w odległym jego końcu był rozświetlony nieprzeniknioną szarością nie mającą nic wspólnego z światłem. To tak, jakby znaleźć się w podziemnym korytarzu prowadzącym do schronu, bez oświetlenia.

Najmocniejsze wrażenia, odczucia Góra serwuje mi poprzez odczuwane emocje. Strona wizualna jest jakby drugorzędnym aspektem, gdyż nie odpowiada nam znanej rzeczywistości, gdzie ktoś może mnie gonić, bo chce mnie zjeść na śniadanie czy zabić, bo ma taką potrzebę, lub odwrotność w postaci przytulenia, życzliwości itp. odczuć. Pojawiam się w danej przestrzeni, gdzie esencją doznań są odczuwane emocje całym sobą, a nie same wizualne zdarzenia. Wizualnie istnieje konkretna przestrzeń w nieokreślonej formie z pozycji naszego świata, a reszta jest odczuwaną, słyszaną i fizycznie otaczającą energią. W ten sposób dane jest mi odczuwać najbardziej energetyczne stany (wibracje).

Całym sobą wyczuwałem, iż znalazłem się w jednoznacznie negatywnej energii, wibracji, która dawała do zrozumienia, że nic tu po mnie. Jednakże z przekory często rzucam się na głęboką wodę, to czemu by i tym razem nie uczynić tak samo. Zastanowiłem się, jak zlustrować ten korytarz, zachowując minimum „zdrowego rozsądku”. Tak naprawdę, czując tą przestrzeń, powinienem natychmiast ją opuścić. Ale, ja to ja. Zatem obrazowo ujmując, zacząłem przesuwać się po tej mrocznej przestrzeni wzrokiem, gdy reszta świadomości dalej tkwiła w tym samym miejscu, gdzie się pojawiłem. Przesuwanie się wzrokiem można porównać do filmowania kamerą video, gdy odległy punkt przybliżamy zoomem, samemu będąc nieruchomym w oddali od przybliżanej przestrzeni.

Rozsądek podpowiadał – spadaj stąd! Ciało to samo – znikaj stąd! A że moja natura jest mocno przekorna, postąpiłem według własnych standardów – odwrotnie.

Przesuwając się „wzrokiem” powoli do przodu ku opisywanej szarości, kątem moich wirtualnych oczu zaczęły mi przemykać obok energie w kształcie półprzezroczystych, ciemnych smug, które wydawały z siebie nieartykułowane szmery, dźwięki. Czym dalej się zapuszczałem, tym większą wiało grozą. Niestety, ma jednak kontrolowana ciekawość wygrywała popychając mnie dalej w nieznaną przestrzeń bez intencji ochrony, afirmacji o nią. Cóż, tym większa była też i jazda.

Mam świadomość, że mam bardzo mocną ochronę, ale nigdy nie wolno zapominać o tzw. profilaktyce, o afirmacje ochrony prosto od Źródła. Dupochron dla własnego bezpieczeństwa zawsze jest najważniejszy. Tym razem z lekka poszedłem na żywioł, co było lekkim absurdem, a tak naprawdę nauczką na przyszłość, gdyż z energiami nie ma żartów.

Dziwne, ale czym dalej, tym samym mocniej odczuwanym energetycznym emocjom, tym mocniej chciałem poczuć, jak dalece jestem wstanie wytrzymać prawdziwe zło. Dobrze, że nie wpadłem na pomysł, by móc odczuć pierwotne zło, bo mogłoby się to skończyć naprawdę źle. To taki już standard mojego poznawania, ale nikomu jednak „go” nie polecam, gdy nie czujemy dostatecznej ochrony własnego jestestwa zarówno duchowego jak i fizycznego. Tak naprawdę, nie powinno się bawić w odczuwanie bardzo niskich wibracji. One są po to, by dane istnienia miały możliwość poprawy, gdy poznają owy negatyw podskórnie.
Owa szara przestrzeń coraz bardziej mnie intrygowała, wciągała, a ja czemu nie – dalej i dalej. Posuwając się powoli jak saper na polu minowym, powoli tolerowałem, przyzwyczajałem się do czucia tych nieprzychylnych energii na podobnej zasadzie, jak to było w odczuwaniu dobra. Tylko gdzie wiruje dobro, a gdzie negatyw?
Czym bliżej szarości, tym większy mętlik nisko wibracyjnych energii odczuwanych jako emocje i dźwięki. Jednak coraz bardziej te wibracje były nieprzyjazne trzęsące się, jak jazda samochodem po wertepach. Wszystko coraz mocniej drgało, jakby miało się rozpaść. I tym mocniej zaczęło mnie odpychać wbrew mej woli od czoła szarości.


Być może Góra stwierdziła, że przeginam albo ma energia była coraz bardziej niestrawna w tej sferze, w której się znalazłem?

Będąc już naprawdę blisko tej nieprzejednanej szarości, jakby niezauważalnie zaczęto mnie jednak odpychać do tyłu. Jestem jednak konsekwentny w poznawaniu, to też stało się, jak się stało, jak miało się wydarzyć. Pojawiła się, wręcz wyrosła przede mną (przed oczami) ciemna nieokreślona masa, powłoka zagradzająca mi bezpośrednio, namacalnie dostęp do umownej szarości, wydając z siebie niezwykle silny, nieziemski i bardzo mocny energetycznie dźwięk przypominający ostre krzyknięcie, ale zwielokrotnione niską wibracją. Odczułem to jako energię czystego negatywu, wręcz kującego jak tysiące ostrzy. Gwałtownie mnie wysadziło do realu, słysząc jedynie końcówkę mojego głośnego jęku, który wydobył się z mojego gardła. Obudziłem się z wygiętym ciałem, jakby z bólu wewnętrznego, ale nie fizycznego.

Można sparzyć się zarówno najwyższą, krystalicznie czystą emanacją dobra i bezkresnej miłości jak i totalną przeciwnością. Tym razem dotarło do mnie, że pojechałem za mocno po bandzie.
Pierwszą rzeczą po przebudzeniu i uspokojeniu emocji w ciele fizycznym, na które również przenosi się część danych odczutych wibracji, była już zrównoważona i wyciszona afirmacja, prośba o światło Źródła, by mnie wypełniło i oczyściło z każdej ewentualnej drobiny energii, którą miałem możność odczuć.
Tym razem było to bardzo mocna lekcja pokory, by mieć większy dystans i rozwagę (której mi na co dzień swego czasu brakowało) przy odczuwaniu różnych energii. Takie emocje już jednak nie na moje emocjonalne nerwy. Podstawa, to wyważona równowaga ze zdecydowanym wskazaniem na energie płynące od Źródła i wszystkich innych pozytywnych istot.

PS: Nic nie dzieje się przypadkiem. Zawsze otrzymujemy możliwość doświadczania na tyle, na ile jesteśmy wstanie sami znieść. Ten pułap odczuwania w obecnej chwili został przekroczony kilkukrotnie w wyniku rozwojowi ku dobru. Pozytywne wibracje zawsze będą wyżej niż negatywne, dlatego są tak wspaniałą ochroną.
Załączniki
tunel.jpg
tunel.jpg (101.54 KiB) Przejrzano 140 razy
Ostatnio zmieniony 23 lip 2019, 08:27 przez ZbyniuRoksana, łącznie zmieniany 1 raz.

Online
Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Posty: 605
Rejestracja: 01 cze 2019, 10:46
Lokalizacja: Trójmiasto

Scalanie w jedność

Post autor: ZbyniuRoksana » 23 lip 2019, 08:24

SCALANIE SIĘ W JEDNOŚĆ

Dążymy ciągle do równowagi, do panowania nad każdym aspektem własnego istnienia począwszy od naszej fizyczności, naszych emocji po świat stricto materialny. Jednocześnie wiemy, jak nas rozbija brak równowagi w nas samych i naszej fizycznej przestrzeni. Co więc się dzieje, gdy doświadczymy owej poszukiwanej równowagi nie tylko wewnętrznej.
Byłem mocno zaskoczony, gdy mi to ostatnio się przytrafiło. Jeszcze bardziej jestem zaskoczony, jak szybko ma przestrzeń się zmienia i jak całość jest sprytnie aranżowana przez siły wyższe. Zauważa się ten fakt dopiero, gdy mamy świadomość, iż uczestniczymy w takiej diametralnej przemianie o 180 stopni.

Biorąc udział w medytacjach u Arona zdarzyło mi się to, co wyżej ogólnie naświetliłem. W pewnym sensie to było również zaskoczeniem dla Arona, gdyż nikt wcześniej nie miał podobnych odczuć.
Mieliśmy sobie wyobrazić, porozmawiać w własnym rozumem, podświadomością, świadomością. W każdym bądź razie z tym, co w nas tkwi i co wpływa na nasze życie. Jakie było moje zdziwienie, gdy uczestnicy spotkania opowiadali o swoich odczuciach, wizjach, symbolach im towarzyszących itp. gdy moje doświadczenie było kompletnie odmienne. Tak się zastanawiałem, co właściwie powiedzieć, gdyż moje wrażenia były diametralnie inne.


Jesteśmy w gronie osób. Po kolei każda z tych osób opowiada o swoich przeżyciach i symbolach zawartych w medytacji, w której je zobaczyła i doświadczyła. Aron tłumaczył, z czym tak naprawdę poszczególne osoby się mierzyły i co im ciąży, co mają do przerobienia w sobie i co własnej przestrzeni. Tak sobie słuchałem i zastanawiałem się, a ja co tu robię?! Tak bywa, gdy mamy możliwość doświadczyć coś nietypowego. W moim wypadku było to coś bardzo indywidualnego, osobistego ale i przecudnie pięknego.

Kolej na mnie, zatem od razu na początku zauważyłem, iż me odczucia są kompletnie odmienne. Znalazłem się jak w realnym świecie na plaży z realnego ukochanego Sopotu, z czuciem wiatru, ciepła plażowego piasku, chłodu morskiej wody i ciszy, czyli braku stonki turystyczno-wczasowej. Byłem na tej plaży sam, siedząc przy samym brzegu z nogami wysuniętymi na skraj rozbijającej się wody o piaszczysty brzeg i obmywającej me stopy. Było to cudne odczucie, gdyż późne popołudnie, szum wody i brak innych dźwięków i ludzi. Byłem sam z naturą. Po skupieniu się na tej cudownej naturalnej przestrzeni natury, po moim prawym boku pojawiła się podświadomość w mojej fizycznej postaci, tak samo ubranej i siedzącej, jakby kopia mnie samego. Po drugiej stronie świadomość w identycznej postaci. Siedzieliśmy sobie tak w trójkę, zadowoleni ze wspólnego towarzystwa. Uśmiechaliśmy się do siebie zadowoleni i przybiliśmy sobie „piątkę”. Po tym geście obydwie me postacie zaczęły się do mnie przybliżać i stapiać ze mną. Było to cudne odczucie powstawania takiej subtelnej jedności. Gdy scalenie jakby się sfinalizowało, zauważyłem na dłoniach i stopach potrójnego siebie. Własną fizyczność i w odstępie 1-2 milimetrów następne powłoki na mej skórze. Jakby odbicie nas trzech z lekkich przesunięciem. Przyglądałem się temu zjawisku i byłem szczęśliwy.

Można gdybać, czym jest świadomość, nadświadomość, czym podświadomość a czym nasz umysł. Które z nich są ze sobą połączone i na jakiej zasadzie. To tylko gra słów i argumentów. Dla mnie faktem, odczuciem było to, iż byłem przekonany, że obok siebie miałem zarówno podświadomość jak i samą świadomość. Brakowało jednak ciągle rozumu, który gdzieś się zapodział. Ale dalej sobie spokojnie siedziałem delektując się swoją potrójna istotą.

Byłem wyciszony, szczęśliwy wewnętrznie i zewnętrznie ze względu na otaczającą naturę. W pewnym momencie z prawej strony z odległości ok. jednego metra zauważyłem siedzącego siebie samego spod znaku rozumu. Było zabawnie, gdyż mój czwarty „ja” strzelał autentyczne fochy w mym kierunku, jakby na mnie „na poważnie” obrażony. Trzymał dystans, niewzruszony moim widokiem i niezbyt chętny do współpracy. Byłem tą sytuacja rozbawiony wewnętrznie, zewnętrznie uśmiechałem się do niego zapraszając go w swoje najbliższe otoczenie. Powoli się przybliżał dając do zrozumienia, że został jakby gorzej potraktowany i tym samym jest rozżalony. Otwarłem dłonie i w myślach zaprosiłem go do siebie, by się przytulił. Trochę to trwało, by nabrał zaufania i w końcu wtulił się we mnie, tym samym jednocząc się ze mną na stałe w zgodzie. W tym samym momencie pojawiła się czwarta powłoka i byłem jakby 4 w jednym. Czyli w pełnej synergii ciała i ducha.

Właściwie tkwiąc w tym wydarzeniu, nie miałem zamiaru cokolwiek zmieniać, choć ogół zebranych jakby jeszcze próbował przeżyć wybrany wolny temat w czasoprzestrzeni. Ja przez tą przestrzeń tylko przeleciałem jak strzała, by znów znaleźć się na plaży w radości bycia w jedności i chodząc sobie boso po piasku i przyglądając się ciągle w zdziwieniu, zaciekawieniu i satysfakcji spoglądając na swoje wszystkie powłoki, tworzące jedność.

Tak trwałem w mym samozadowoleniu pełnym wyciszenia i równowagi. Tymczasem grono podążało do następnego etapu (tematu) medytacji, który samo wybrało przy udziale prowadzącego. Na chwile właściwie podłączyłem się pod ten temat, lecz moje doznanie wspólnoty z samym sobą spowodowało, że w mgnieniu oka powróciłem na plażę, by jej brzegiem spacerować sobie swobodnie ciągle spoglądając na trzy dodatkowe warstwy, które stały w jedności z moją fizycznością. Do końca trwania medytacji właściwie poza byciem z samym sobą już nic mnie nie interesowało. Po prostu tak miało się zdarzyć. To jakby finał mej drogi do wewnętrznej równowagi, dzięki której dalej się rozświetlam i nabieram rozpędu w nie znane.

W tym czasie i w tym gronie po prostu miałem się znaleźć i dokonać tego, co ciągle było w mym zamyśle. Odnalezienie totalnej równowagi w sobie, która pozwala na coraz większe czucie w kreowaniu własnej przestrzeni. A w tej przestrzeni zaczyna się dziać niezmiernie dużo, zwłaszcza na polu prywatności. Zatem serdeczne podziękowania dla wszystkich uczestników warsztatów jak i osoby samego Arona, za możliwość przebywania i odczuwania wspólnie energii płynącej z samego Źródła i łączności z samym Źródłem.

PS: zdarzenie z 2017 roku.
Załączniki
Scalanie.jpg
Scalanie.jpg (60.67 KiB) Przejrzano 120 razy

Online
Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Posty: 605
Rejestracja: 01 cze 2019, 10:46
Lokalizacja: Trójmiasto

Wpływ poszerzonego widzenia i czucia

Post autor: ZbyniuRoksana » 27 lip 2019, 10:52

Wpływ poszerzonego widzenia i czucia

Żyjąc w okopach systemu doświadczamy wyłącznie naszymi fizycznymi zmysłami i to nas z reguły zadowala. Zdarza się jednak, że coś innego nam się włącza, jakby przeczucie czy intuicja lub czysta ciekawość, ale od razu takowe fanaberie gonimy, bo mają się nijak do realnej, namacalnej rzeczywistości. Tylko co tak naprawdę jest realne a co nie?

Spędzając urlop w paśmie górskim, a raczej pagórkowatym zwanym Gorce (ok. 25-30 km od skomercjalizowanego do granic absurdu Zakopanego), które były bazą wypadową zarówno w Gorce jak i Tatry Polskie oraz Słowackie, z okna pokoju miałem wspaniały widok przez duże okno na same Gorce jak i niebo. Codziennie przyglądałem się wieczorem po górskich trasach w niebo w miłym towarzystwie osoby „Y”, by zauważyć pewną anomalię, występującą w każdy następny dzień pobytu w tym miejscu (Klikuszowa).
Nie mamy czasu na patrzenie na niebo, a szkoda, gdyż taka praktyka nie tylko wycisza nas i nasz umysł, ale bywa, że serwuje nam dodatkowe atrakcje jak te, których nie tylko ja byłem świadkiem, a chodziło o NOL (niezindyfikowane obiekty latające) z angielska – UFO.


Na wieczornym i nocnym niebie przy dużej przejrzystości widać nie tylko gwiazdy, ale również przemieszczające się niektóre satelity. Ziemia się obraca, zatem poszczególne jasne punkty na niebie również się przemieszczają. Jednak jeden codziennie tkwił w połowie godziny 12-13 na widnokręgu przez kilka nocnych godzin. Wiem, że takie obiekty w różnych częściach ziemskiego nieba się znajdują, gdyż odpowiadają za bezpieczeństwo naszej planety przed negatywnymi intruzami z innych galaktyk. Taki obiekt ciągle widnieje w Borach Tucholskich, lecz zachowuje się nieco inaczej.

Gdy zwróciliśmy szczególną uwagę w trzeci dzień pobytu na to coś, okazało się, że jest kompletnie nieruchomy, ale wokół jego bezpośredniej przestrzeni krążyły mniejsze punkty (jakby sondy) w ilości od 3 do 5 sztuk. Zmieniały swoje położenie łagodnie, lub nagle przeskakiwały w inne miejsce. Taki podniebny balet. Jednak, gdy osoba „Y” włączyła swoje poszerzone widzenie, a ja wraz z nią intencję o danie jakiegoś znaku czy ruchu, zrobiło się jeszcze ciekawiej.
Główny nieruchomy obiekt przesunął się łagodnie w pionie na kilka centymetrów w dół (w jego bezpośredniej przestrzeni to musiał być ruch liczony w kilometrach, byśmy mogli dojrzeć różnicę), co można było zauważyć na odległości obiektu od górnej krawędzi okna, po czym powrócił równie łagodnie na swoje docelowe miejsce. Cóż, już wiedzieliśmy że to nie tylko sztuczny obiekt, bo mieścił w sobie jakieś istoty. Idąc tym tropem, puściliśmy intencję, aby zmienił np. kolor. Błyszczał zimnym, bladym diodowym światłem, które po kilkudziesięciu sekundach od naszej intencji zmieniło się na żółty, później w lekko pomarańczowy by na krótko rozbłysnąć czerwonym. Po czym znów pojawiła się blada diodowa poświata zimnego światła. Postanowiłem dla ciekawości złapać to coś w kamerze i owszem, udało mi się na największym optycznym zbliżeniu odnaleźć ten punkt, który słabo wypadał gdyż miejscowość w nocy była oświetlona i psuła nocną przejrzystość przy tym, co widziały moje oczy.


Wiem, że można na poziomie mentalnym wejść w interakcje z niektórymi technicznie rozwiniętymi (pozytywnymi) nacjami. Znam to z opowieści zarówno bezpośrednich jak i zasłyszanych czy obejrzanych w różnych programach. Tym razem miałem możliwość bezpośredniego doświadczenia owej interakcji, co w późniejszym czasie zmieniło się w dość nieprzyjemne odczucie.
Jako, że wraz z rozwojem duchowym pewne potencjały się samoczynnie uruchamiają, właściwie zostajemy do nich dopuszczeni, zatem osoba „Y” posiadająca umiejętność poszerzonego widzenia nie tylko naszej przestrzeni, ale również tych zakrytych czy też kamuflowanych, by nasze fizyczne zmysły nie umiały ich dostrzec, zaczęła mi głośno komentować co się dzieje.

Dotychczasowy opis osobiście był dla mnie widoczny, dalej to już realna relacja usłyszana w bezpośrednim komentarzu na bieżąco:
główny nieruchomy obiekt był osią dla poświaty w formie rurowatym, którą można przyrównać do szklanej laboratoryjnej rurki w nocy podświetlonej np. pojedynczym promieniem diody, uzyskując delikatną poświatę na ściankach całej długości rurki. Ta poświata ciągnęła się od samego kosmosu do samej ziemi. Po środku tej poświaty pomiędzy końcem ziemskiego nieba a ziemią był zawieszony wcześniej obserwowany obiekt. W środku tej poświaty (jakby drogi, portalu) odbywał się ledwie widoczny ruch czegoś nieokreślonego w jedną i drugą stronę
na moje zapytanie o jeszcze dokładniejsze dostrojenie się do widzianej poświaty nadeszła natychmiastowa odpowiedź mentalna z góry, że nie powinniśmy się tym interesować. To była bardzo dobitna prośba.
Cóż, nie można naginać rzeczywistości, gdy otrzymuje się bezpośrednio intencje zwrotną o zaprzestanie wzmożonej obserwacji.


Nasze zaciekawienie i ingerencja w zachodzące wypadki na niebie spowodowały, że następnej nocy obiekt zmienił swoje położenie na tyle, że był ledwie widoczny z okna, uniemożliwiając nam dalszą spokojną obserwację. Skupiliśmy się więc na wrażeniach z codziennych wypraw w góry, które dawały nam w kość. Po dwóch dniach obiekt wrócił na swoje miejsce pomiędzy godzinę 12-13. Chciałem jeszcze raz sfilmować kamerą ten obiekt przy jednoczesnym robieniu zdjęć, gdyż obie funkcje są dostępne w czasie rzeczywistym. Tym bardziej, że poprzedni film skasowałem, bo był mało wyrazisty przy tym, co widziały nasze oczy. I tu niespodzianka, obiekt widziany oczyma był niedostępny, dosłownie niedostępny w kamerze. Nie byłem wstanie go namierzyć, choć kierowałem zbliżenie na gwiazdę, znajdującą się w pobliżu. Gwiazda była widoczna, obiekt będący obok – nie. Ciąg dalszy zdarzeń nie był już tak sympatyczny, gdy sam wybrałem się w Gorce, by „zaliczyć” najwyższy szczyt Gorców – Turbacz, do kolekcji Korony Polskich Gór.

Otóż, nie zdawałem sobie sprawy, że obierając trasę na Turbacz, wchodziłem w teren, gdzie opisywana poświata się kończyła. Niektóre podejścia na trasie były specyficzne, gdyż na dnie rynny piaskowej mnóstwo luźnych kamieni, które obciążają mocno nogi, a podczas ulewy tymi rynnami spływa woda. To też poziom trawy, krzaków jagód ma się na wysokości pasa, a bywało , że wzroku, a wyżej jeszcze roślinność. Wrażenie, jakby się szło w wyżłobionym tunelu. Po około 1,5 godzinnym marszowym tempie (chodzę szybko mając wtedy niezbędny zapas czasowy na powrót) przez kolejną rynnę, wyjąłem kamerę by tak specyficzne podejście filmować przy podchodzeniu w górę. Jednak dość szybko poczułem bardzo nieprzyjemne, zmrożone spojrzenie na sobie. Wiem, gdy z dala przygląda się mi zwierze, a kiedy człowiek lub kiedy obok znajduje się coś nisko wibracyjnego jak błąkający się byt, czy dusza, która utknęła w jakimś miejscu w wyniku szoku wywołanego np. niespodziewaną śmiercią w wyniku wypadku lub zabójstwa. To było całkowicie nowe odczucie, ciężkie i nieprzyjemne odczucie, które pierwszy raz w życiu właśnie doświadczałem. Na wszelki wypadek, idąc i filmując głośno powiedziałem o swoim odczuciu, by się zachowało...
Zatrzymałem się jednak, dokładnie rozglądając się dookoła, ale wszędzie był gesty busz i nic nie mogłem dostrzec, choć wiedziałem, że jak ja się zatrzymałem, to to coś również stało. Ruszyłem dalej i dopiero po ok. 5 minutach moje zmysły i ciało się wyciszyło.
Na Turbaczu był fajny widok, zatem postanowiłem zrobić wielka pętlę (nigdy nie wracam tą samą trasą) gdyż przy moim tempie chodzenia miałem 2 godzinny zapasu (cała pętla w 8 godzin). Schodziłem spokojnie, spotykając na trasie zaledwie 3 osoby. Jaka to fajna odmiana od zatłoczonych Polskich Tatr.
Schodząc zupełnie nową trasą jednak przecinałem w innym miejscu ten sam obszar, gdzie czułem brak sympatii do mojej osoby. Znowu to odczucie się pojawiło, choć o wiele bliżej. Gdyż zauważyłem tym razem ruszającą się w odległości ok. 3 metrów gałąź na wysokości powyżej 1,70 cm. Trochę mnie zmroziło, choć poza zielenią nic nie byłem wstanie dostrzec, ale powróciło to nowe nieprzyjemne odczucie. To nie było zwierze, ani człowiek, a jednak coś fizycznego, choć zupełnie odmiennego, co wcześniej nigdy nie miałem okazji odczuć, tym bardziej zobaczyć.

Dopiero po powrocie do miejsca pobytu po godzinie 18-tej, prysznicu i pokazaniu nagranego filmu dotarło do mnie, że przechodziłem przez teren, gdzie mniej więcej kończyła się opisywana wcześniej poświata łącząca ziemię z kosmosem i obiektem po środku nieba...

PS: Jak byście się zachowali, przyglądając się poniższej sytuacji na załączonym filmiku?

Online
Awatar użytkownika
ZbyniuRoksana
Posty: 605
Rejestracja: 01 cze 2019, 10:46
Lokalizacja: Trójmiasto

Hadcorowe wibracje

Post autor: ZbyniuRoksana » 20 sie 2019, 14:33

HADCOROWE WIBRACJE cz.1

Z tymi wibracjami bywa różnie. W systemie zwyczajnie nie mamy z grubsza pojęcia, co z czym się je. Wypadając poza system zaczynamy inaczej odczuwać i szukać jak najwyższych, najbardziej subtelnych wibracji w różny sposób, by poczuć jak to jest. A jest coraz ciekawiej, ale też zdarza się totalna jazda bez trzymanki, bo nasze zbytnie rozświetlenie ma wpływ na innych i jest solą w oku istot, które nas próbują za wszelką cenę zatrzymać w tzw. matriksie. Powtórzę – za wszelką cenę i wszystkimi dostępnymi środkami zawartymi nie tylko w trójwymiarowej fizycznej przestrzeni naszego życia.

Będąc w firmie, gdzie mam swoją przestrzeń, którą skrzętnie wykorzystuję na wrzucanie np. tutaj przedziwnych różności z prywatnego laptopa i robieniu sobie porannego śniadanka ala wege ze świeżych produktów jest jakby standardem od poniedziałku do piątku przy muzyce (mam sprzęt grający z prawdziwego zdarzenia), którą mi do godziny 8.30 nikt nie zakłóca. Tym razem zdarzyło się coś nietypowego, co wyostrzyło mi od razu wszystkie zmysły werbalne i niewerbalne.
Po 8 rano otrzymałem SMS-a z zapytaniem – czy mogę oddzwonić. Jako, że wyczuwam energię również z pozoru nic nie znaczących wiadomości, tak mocno mnie podkręciło emocjonalnie w niepokoju, że postanowiłem niezwłocznie oddzwonić myśląc, co za chwilę się zdarzy.


Jednym z dodatkowych atutów wzrastania jest odczuwanie różnych energii, dzięki czemu ułatwia mi to zawczasu nastawienie się do ewentualnych biegu wypadków, zdarzeń. To fajny handikap, pomagający w natychmiastowym zdystansowaniu się i chłodnym, trzeźwym myśleniu, by bez emocji sprostać nadchodzącym problemom, tak chętnie nam podrzucanym przez systemowe rozwiązania, w które często wplątuje się nawet najbliższą rodzinę, która tego faktu nie jest świadoma w przeciwieństwie np. do nas wibrujących inaczej i zaczyna być ciekawie.

Wyszedłem z budynku w ustronne miejsce, bo podskórnie czułem, że system potocznie próbuje dokręcić śrubę do końca. Oddzwoniłem nie marnując czasu z zapytaniem - co się dzieje?
Usłyszałem zatrważający monolog pełen desperacji i zrezygnowania. Było naprawdę źle, na granicy życia i śmierci, przed którym faktem została postawiona nie tylko osoba po drugiej stronie słuchawki, ale też moja świadomość, że jesteśmy już na bardzo cienkiej granicy.
Osoba o niezwykłych możliwościach, posiłkująca się w wyjątkowych sytuacjach energią Stwórcy dzięki pełnemu otwarciu osobistego połączenia (które wszyscy posiadamy często niezbyt aktywne) była na skraju wyczerpania fizycznego i psychicznego. Całą noc była konsekwentnie atakowana przez niezwykle mocne demoniczne siły, co objawiło się również min. siniakami na szyi i wokół oczu jak i psychicznym wykończeniem do tego stopnia, że zrodziło się zastanowienie – czy stąd nie odejść. Rankiem, gdy powieki tej osoby się zamykały ze zmęczenia, od razu pojawiał się demoniczny świat i tak za każdym zmrużeniem oczu czy ich zamknięciu ze zmęczenia. Nie było czasu na myślenie, gdy czuje się, że osoba, z którą rozmawiam jest na skraju wykończenia, to też tylko się krótko pytałem, cóż uczyniła, by się zabezpieczyć, odseparować, zrobić tzw. ścianę od tych istot, które włożyły niesamowitą ilość energii w taką kreację wydarzeń, by zdławić, pozbawić wszelkiej nadziei osobę, która rozświetla bliźnich.


W takich sytuacjach zdrowy dystans do wszelkich emocji, zwłaszcza własnych jest wręcz zbawienny, gdyż szuka się na chłodno konkretnych rozwiązań, wynikających nie z logicznego rozumnego myślenia, a wypływającego z wewnętrznej mądrości, wiedzy, która się otwiera na tyle, na ile jesteśmy wstanie strawić dochodzące do nas podpowiedzi i rozwiązania.

Właściwie wszelkie sposoby zawiodły, które do tej pory opisywana osoba zawsze uskuteczniała. Jednak też trzeba mieć na uwadze, że w takim stanie totalnej desperacji nie da się coś sensownego wymyślić, tym bardziej zastosować. Jednak potwierdza się od zawsze fakt, że najtrudniej zastosować, co jest prostą oczywistością. Zapytałem w chwilowym „olśnieniu”, czy opisywana osoba poprosiła Górę o bezpośrednią ochronę. Miałem na uwadze coś w rodzaju bańki energetycznej z energii samego Źródła.
Czasami rozmawiamy na dziwne tematy i był poruszany wcześniej temat, że w subtelnej rzeczywistości wyglądamy jak coś na kształt bąbla energetycznego, jakby na kształt jajka rozmiarem dopasowanym mniej więcej do naszego.


Istoty od światła zawsze nas wspomogą, jeżeli poprosimy szczerze od serca i z pełnym przekonaniem, zaufaniem. Ale same z siebie nie mogą tego czynić, gdyż z naszej strony musi pojawić się zdeklarowana intencja wspomożenia nas. Wszystko opiera się o intencję nie tylko po tamtej stronie, ale też tu i teraz. Dlatego siła prawdziwej intencji jest poparta również działaniem niezwykle czystej energii. Nie muszę wspominać, że różne wyuczone, wytresowane w sobie praktyki mają się nijak do emanacji światła płynącego ze Źródła. Tym sformułowaniem mogę się wielu osobom narazić, ale już nie raz się przekonałem, gdzie leży prawdziwe efektywne działanie.

Fajnie jest, gdy rozmawiając z daną osobą, od razu, jakby z automatu już działa, wprowadza w ruch przekazaną propozycję. Po krótkiej chwili usłyszałem, że dzieje się. Jednak nie za bardzo w tym momencie wiedziałem – co?
Faktycznie, powstała eteryczna (energetyczna) bańska wypełniona światłem obok osoby potrzebującej ochrony. Wystarczyło, że weszła do niej, by nikt i nic nie miało dostępu, nawet zasięg telefonu komórkowego.
- Muszę kończyć, bo nie mam zasięgu. Tu jest cudownie. Wyłączyłem się, zdając sobie sprawę, w jakim opłakanym stanie mentalno-fizycznym była osoba, której udostępniono tak niesamowitą ochronę i możliwość regeneracji.


Wróciłem do budynku zadowolony ale też mocno naruszony w trzymaniu wszelkich emocji na wodzy. Od razu zrodziło się w mojej głowie pytanie – pomagając tej konkretnej osobie, sam na siebie mogłem zwrócić uwagę, a konsekwencje mogły być różne. Były, ale inne, choć dla mnie do tej pory niespotykane. Chociażby prawdziwy „przytulak” od demonicznej istoty. To zaskakujące wrażenie...
Załączniki
Świat duchów.jpg
Świat duchów.jpg (34.05 KiB) Przejrzano 59 razy

ODPOWIEDZ

Wróć do „Blog”