[EN] Transformacja gniewu w miłującą dobroć (loving kindness)

szczypiorek
Posty: 102
Rejestracja: 17 lis 2019, 08:56
Lokalizacja: ...



Pierwsze spotkanie z buddyzmem miałem podczas wieczoru buddyjskiego w Łodzi w kinie Cytryna. Byłem wtedy innym człowiekiem. Okres studiów dziennych, gdzie mieszkałem w imprezowym akademiku politechniki. Jak mówiła jedna starsza studentka: "Chcesz się uczyć czy imprezować? Jeśli uczyć się to zmień akademik" jednak nie miałem jak tego zrobić. No i złe wyniki w nauce, brak snu ostatecznie sprowadziły mnie do stanu bliskiego depresji. Nie pamiętam jak dowiedziałem się o wieczorze buddyjskim. Ktoś mi powiedział, że jest takie kino gdzie można iść na całonocny seans za nieduże pieniądze. No a jeszcze miał być wykład o buddyzmie, który był mi wtedy obcy więc chciałem się dowiedzieć czegoś więcej. Wykład był interesujący choć mnich na koniec powiedział, że wszystkie religie mają wspólne cechy i umożliwiają drogę duchową poza religią katolicką. Nie wiem co tak bardzo zabolało mnicha w tym zakresie, ale bardzo parłem w myślach na to by powiedział, że i ta religia również. W końcu to przyznał, ale bez przekonania. Czytając sporo o różnych nurtach religijnych i myślowych zauważam pewną zależność. Osoby dalej na drodze, które mają otwarte serca niezależnie od wyznania albo jego braku (ateiści) mogą osiągnąć te same cele idąc zupełnie inną drogą. Byle tylko nie pozostać na etapie nauk nurtu wyznaniowego, filozoficznego itp. Należy szukać samemu i nauczyć się szukać sercem. By jednak móc otworzyć się na miłość czy współodczuwanie należy wybaczyć i przetransformować emocje niższe w wyższe. Yongey Mingyur Rinpoche tłumaczy w swój zakręcony sposób, ale wewnętrznie rozumie o co chodzi. Nienawiść i każda inna niska forma emocji jest też na głębszym poziomie formą miłości, ale bardzo rozrzedzonej. Dlatego da się rozpuścić miłością bezwarunkową każdy niższy wibracyjnie stan.

Kiedy ktoś uczyni nam wielką krzywdę w życiu i nie wybaczymy tego to może dojść do sprzężenia karmicznego między dwoma duszami. Później można przez wiele żyć ciągnąć za sobą wielką żelazną kulę wszelkich negatywnych wspomnień. Nawet nie biorąc pod uwagę reinkarnacji i ciągłości życia można zauważyć zależność między tym jak czujemy się wspominając, wydarzenie z przeszłości kiedy ktoś nam coś niemiłego zrobił. Wybaczyć należy choćby dla siebie samego, po czym następnym krokiem jest pobłogosławienie tej osoby która uczyniła nam krzywdę. Błogosławimy po to by zerwać sprzężenia karmiczne i by druga strona mogła otrzymać "pakiet medyczny", który przyjmie kiedy będzie gotowa. W sensie konflikt dotyczy obu stron. Jeśli myślisz o kimś bardzo mocno, to ta osoba może to odczuć. Nie zawsze tak jest, ale zapewne spora część osób (jeśli nie większość) może przytoczyć przypadek kiedy myślała o kimś i nagle zadzwonił telefon, a po drugiej stronie słuchawki była osoba o której się myślało. Innym razem myślimy o kimś, po czym spotykamy taką osobę "znienacka" albo "przypadkiem". Na najniższym poziomie fizycznym wszystko jest energią i przenika się wzajemnie. Myśli niskie są formą zanieczyszczenia, wysokie są formą oczyszczenia. Moim zdaniem warto oczyszczać relacje i wysyłać pozytywne wibracje również i tym którzy są w deficycie pozytywnej energii.

Błogosławienie innych (to takie życzenie innym jak najlepiej ale z głębi serca), szczególnie związanych z negatywnymi doświadczeniami jest taką formą spiłowywania ich kolców. Większość ludzi ma kolce jak mówi Ajahn Brahm i jedni mają dłuższe inni krótsze kolce. Najbardziej ranią ci którzy zostali zranieni. Patrząc ciągłością życia można założyć, że część ran wynika z innych wcieleń więc nie da się ich wytłumaczyć w bierzącym życiu. Praca z miłującą dobrocią, fioletowym płomieniem (Złota księga) czy inną formą pozytywności jest sposobem leczenia relacji. Jeśli nie przerobimy czegoś w tym życiu, może okazać się konieczne przerabianie tego w następnym i następnym, zamykając się w nieskończonej pętli z osobą która uczyniła nam krzywę, a może kiedyś to my uczyniliśmy jej krzywdę, ale o tym nie pamiętamy. Błogosławieństwo jest lekarstwem dla siebie. Spiłowując kolce innych wymierzone do nas pomagamy im zobaczyć samych siebie w prawdzie, ale przedewszystkim chronimy siebie przed zranieniem z ich strony. Nie zawsze da się słowem (słowa są niedoskonałe i mogą być źle zrozumiane), nie zawsze da się obrazem (inni ludzie widzą inaczej), nie zawsze da się dźwiękiem lub czynem. Jeśli nie da się inaczej zawsze można sercem. Ofiarowana dla innych pełna i głęboka, napełniona współczuciem miłość nie wynika z samej czakry serca, ale z czakry korony. Miłość bezwarunkowa połączona jest zawsze ze współczuciem lub współodczuwaniem. Kluczem do niej jest zrozumienie faktu, że w głębi każdego z nas (nie ważne jak bardzo czarną byłby istotą) jest maleńka cząstka światła, a ona jest tym co nas łączy. Jedność z wewnętrznym światłem umożliwia jedność ze światłem innych osób, a później i roślin oraz zwierząt. Może nawet pewnego dnia much i komarów czy kleszczy (chociaż w tym zakresie nie mam aktualnie pewności). Kiedy zrozumie się, że w każdej istocie jest cząstka doskonałości można zacząć uczyć się kochać tę doskonałość i tym samym uczyć się kochać innych i wybaczać im, ale również i sobie. Wszystko jest iluzją i projekcją poza tym co wewnątrz.

Przepływ czystej energii tzw. metty dla innych osób jest możliwy tylko wtedy kiedy wyzbędziemy się negatywności w sobie. Nie ma znaczenia jakiego typu negatywność to jest. Moim zdaniem Jezus był swojego rodzaju hakerem. Znalazł bowiem sposób obejścia wszystkich skomplikowanych dróg poprzez miłość bezwarunkową. Stan który jest ponad wszystkimi innymi stanami na tym planie umożliwił mu wybaczenie innym, pozbycie się wewnętrznych ograniczeń i pokazanie innym jak to zrobić. Nie dość, że napisał program dla samego siebie to jeszcze podzielił się kodem źródłowym. Tak samo czyniły inne światłe osoby w dalekiej przeszłości, niedalekiej oraz teraźniejszości. Nie ważne którą z dróg wybierze człowiek by na szczyt góry wejść. Jeśli tam dotrze, cóż za różnica jaką ścieżką podążył. Można wybierać skomplikowane drogi i iść nimi przez całe życie lub wziąć tę drogę na skróty poprzez miłość. Ciekawa rzecz z miłością: im więcej jej dajesz tym więcej wraca do ciebie. Może nie od razu, ale w swoim czasie powrót nastąpi, choćby i w przyszyłym życiu :)
ODPOWIEDZ

Wróć do „Rozwój duchowy”