Witajcie!

szczypiorek
Posty: 102
Rejestracja: 17 lis 2019, 08:56
Lokalizacja: ...

Cześć!

Pożegnanie już było, więc teraz czas na powitanie gdyż pewien etap cyklu się dla mnie zamknął.

Jestem Michał z Kalisza zwany też w pracy starym Michałem z IT.
Przychodząc na to forum szukałem sposobu poradzenia sobie z samotnością i może odnalezienia celu. Nim tu przyszedłem w 2018 roku po akcji z pewną kobietą z pracy która mało nie oskarżyła mnie o molestowanie, postanowiłem zamiast się załamywać przekuć złość na treningi na siłowni. Tam też trafiłem na jogę chcąc zapoznać się z wszystkimi dostępnymi treningami dostępnymi w ramach abonamentu. Po własnych przejściach awarii samochodu doszła do mnie informacja o tym, że dalsza krewna chcąc odebrać sobie życie po miłosnym niepowodzeniu utraciła obie nogi odcięte przez pociąg. W ostatniej chwili podniosła głowę, inaczej też została by ucięta.

Czemu o tym mówię?
Kiedy miałem 8 lat zakochałem się w koleżance z podstawówki. Jak zapewne wielu innych, wszystko po rozmowie z kuzynem który swoją sympatię odnalazł w taki sposób. Nie nazwał bym tego miłością, ale raczej przyklejeniem się do kobiety i nieumiejętnymi próbami przełamania strachu. W życiu robiłem wszystko co mogłem by ten strach przełamać, a okresowe słabe okresy i samotność 12 razy pchały mnie do prób samobójczych w trakcie których raz usiadłem nawet na barierce balkonu chcąc skoczyć. Jedynie pojawiające się wtedy wizje jak będzie wyglądać życie moich rodziców i kolegów oraz koleżanek powstrzymywały mnie. Moje życie nie miało znaczenia, ale ich smutek i zepsute szczęście nie było możliwe do zaakceptowania. Wtedy wysnułem teorię, że może karą za taki postępek była by konieczność wiecznego oglądania konsekwencji moich działań i tego jak moim najbliższym rujnuje się życie. Czyli co jeśli po śmierci trauma się nie kończy, ale trwa nadal poza czasem? To nie były głębokie przemyślenia, ale takie odczucia dziecka które nagle uświadamia sobie bezsens swojego postępowania.

Nie mogłem mieć koleżanki. No cóż, jak można się domyślić znalazła innego a jedyne do czego miałem odwagę to napisanie jej kartki z obozu karate, że ją kocham. Kartki... nie listu... zapewne mi tego nigdy nie wybaczyła. No ale... to był odruch bez myślenia.

Okres podstawówki i ekscesy z moją osobą sprawiły, że wybór szkoły daleko poza domem był jedynym rozwiązaniem. To miało większy sens, jako elektronik znalazłem wreszcie sposób mówienia językiem którego nikt nie rozumiał. Byłem zadowolony z siebie, w międzyczasie poznałem informatykę i przeszedłem pierwszy kurs programowania w C++. Później przyszły studia inżynierskie dzienne... przed ich rozpoczęciem zdałem na 2 kyu (napadnięty w technikum musiałem odreagować), sędziowałem pierwsze walki i dałem złą ocenę. Okazałem się złym sędziom i upiłem się pierwszy raz w życiu, co zasmuciło mojego sensei i sam długo nie mogłem sobie tego wybaczyć. Studia dzienne okazały się problematyczne... Nie znając nikogo i idąc na żywioł do obcego miasta i uczelni na którą 3 miejsce w konkursie ogólnopolskim dawało mi wolny wstęp... akademik... pijaństwo kolegów, które w końcu i mnie dopadło i totalna depresja bo okazało się, że nie umiem sobie sam poradzić i jak uczyć się kiedy wszyscy imprezują. Mimo optymizmu rodziców odszedłem by przejść na studia zaoczne. Przy okazji odmawiając pewnej bardzo atrakcyjnej studentce uniwerku pójścia z nią na randkę... bałem się, że sobie nie poradzę i nie wiedziałem co robić.

Studia zaoczne na oddziale zamiejscowym przeszły całkiem nieźle. Tylko obrona okazała się problemem. Obrażony trochę na uczelnię wybrałem inne miasto na miejsce podjęcia magisterki. Ech... trzeba było iść do pracy i odczekać trochę. 2 lata przeszły, ale inny kierunek okazał się błędem. Brak wiedzy spowodował niepełne opracowanie pytań, a stres sprawił, że pomoc komisji tylko mnie pogrążyła. 4 podejścia zakończone całkowitym poddaniem i depresją oraz chęcią odebrania sobie życia po raz ostatni. Analizowałem różne przypadki i sposoby. Rzucenie się pod pociąg, utonięcie, harakiri, powieszenie się. I wchodząc na most zastanowiłem się. No a co jeśli nie utonę? No a umiałem całkiem nieźle pływać. Co to będzie za wstyd spojrzeć ludziom w oczy którzy będą kiwać głowami i przeklinać oraz śmiać się ze mnie. To był moment kiedy moja tragedia którą jeszcze musiałem przerobić i przechorować stała się moim błogosławieństwem. Otóż w końcu zakończył się etap prób samobójczych.

No i co się okazało po latach? Gdybym tego nie przerobił pierwsza akcja w pracy z kobietą zakończyła by się odebraniem sobie życia. Stąd los kuzynki nie był mi obojętny. Ona podjęła inną decyzję, nie przerobiła tego wcześniej. Ona była jak ja na swój sposób.
W 2018 roku 5 lat po zamknięciu sprawy z magisterką powędrowałem na mój pierwszy kurs vipassany. Baaardzo trudny z koniecznością przepracowania wszystkiego co mnie bolało. Włącznie z najtrudniejszym strachem przed okresem opętania który miał miejsce w technikum... Wyszedłem z tego dzięki pomocy pewnej bioenergoterapeutki która jako jedyna dobra samarytanka była mi w stanie pomóc. Ksiądz z mojej parafii stwierdził, dzień wcześniej, że pijany przyszedłem na mszę... a ja potrzebowałem pomocy. Vipassana zamknęła temat, raz na zawsze. W końcu skończyły się koszmary i zacząłem widzieć sposób poradzenia sobie z problemami jak gniew czy strach. 5 kursów później pod koniec 2019 roku przerobiłem wszystko co tylko przyszło mi do głowy. Nauczyłem się gotować i poznałem Arona.

Pamiętam takie słowa o innej osobie w trakcie medytacji, że jej życie obróciło się o 360stopni po poznaniu Arona. Ja właśnie zakończyłem pętlę.

Każdy człowiek ma swoją drogę i każdy człowiek ma swoje cele z którymi schodzi na Ziemię. Ja wreszcie wiem co chcę robić i mam w końcu odwagę po to sięgać. Jeszcze sporo pracy nad sobą mnie czeka, ale nie poddam się. Tego wam również życzę.
Niech każdy określi swoją drogę i podąża nią. Wielu jest mistrzów i wiele dróg, a więc każdy może wybrać tę która jest dobra dla niego lub niej. Wybierajcie właściwie i dążcie do celu.

Niechaj wszystkie istoty będą szczęśliwe i niechaj wszystkie znajdą drogę do swojego przebudzenia. Czas snu już się zakończył. Pora wstawać szanowni przyjaciele, koledzy, nieznajomi i obcy. :handgestures-thumbup: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Awatar użytkownika
Annika
Posty: 97
Rejestracja: 14 sie 2019, 13:30

Życie pisze najlepsze scenariusze, a przygoda nadal trwa. Sporo tego u Ciebie, można kręcić film. A wszystko nadal się zmienia. Kilkukrotnie spotkałam się już ze stwierdzeniem, że żyjemy w czasach przełomowych/ostatecznych. Na planetę zeszli "wybrańcy", aby móc uczesniczyć i jednocześnie obserwować zdarzenia, które następują właśnie teraz. Ogromna większość wrzuciła sobie do scenariusza bardzo wymagające zagadnienia. U mnie też "zawrzało" i to tak porządnie. Złościło mnie, że wybrałam sobie do przepracowania z punktu widzenia duszy pewne tematy. Ale idę do przodu. Czasem się zatrzymuję. Puzle układają się w całość.
Wszystkiego co najlepsze
Namaste
:happy-sunny:
"Dusza każdej żywej istoty - to częsć Boga. A każde życie - to Jego sen"
V. Zeland
szczypiorek
Posty: 102
Rejestracja: 17 lis 2019, 08:56
Lokalizacja: ...

Annika pisze: 02 maja 2021, 17:02Namaste :happy-sunny:
"Boskość we mnie pozdrawia boskość w Tobie" czyli jedna z propozycji wyjaśnienia znaczenia Namaste. No a ja kiedyś myślałem, że to gest religijny z delikatną dozą dystansu kłaniając się w ten sposób ludziom na jodze.

Od kilku lat budząc się dostrzegam, coraz bardziej, jak potrzebne było to wszystko czego doświadczyłem. To nie jest tak, że zawsze mamy prosto z górki. Czasem trzeba się trochę natrudzić by dojrzeć blask zachodzącego słońca i wschód nowego dnia. Życie jest górską wędrówką, męczącą drogą na szczyt, na strome zbocze na skraju przepaści, lecz widok ze szczytu góry wart jest wszelkich poświęceń. Kiedy zaś schodzimy wracając do codzienności pragnienie zdobywania następnych szczytów wciąż w nas wzrasta.

Wszystko jest po coś. Namaste.
Awatar użytkownika
Annika
Posty: 97
Rejestracja: 14 sie 2019, 13:30

szczypiorek pisze: 10 maja 2021, 18:28
Annika pisze: 02 maja 2021, 17:02Namaste :happy-sunny:
"Boskość we mnie pozdrawia boskość w Tobie"
W rzeczy samej i w takim właśnie znaczeniu użyłam tego pięknego pozdrowienia. Szacunek to podstawa. Jesteśmy częścią tego samego Żródła, jak krople oceanu. Bardzo lubię to proste porównanie. Mamy ogromną moc kreowania rzeczywistości, ale o tym zazwyczaj nie wiemy. Ja z wielką fascynacją układam puzle z kawałków informacji, które do mnie docierają. To piękne uczucie poczuć coś sercem :romance-heartbeating:

"Człowiek jest cesarzem, odzianym w cesarskie szaty, obwieszonym złotem, diamentami, wyglądającym jak bogacz. Tylko że człowiek o tym nie wie, co ma na sobie i w tej nieświadomości siedzi w pyle drogi i żebrze o jałmużnę. (A. Monachan)

I jeszcze raz Namaste :happy-sunny:
szczypiorek pisze: 10 maja 2021, 18:28 Od kilku lat budząc się dostrzegam, coraz bardziej, jak potrzebne było to wszystko czego doświadczyłem. To nie jest tak, że zawsze mamy prosto z górki. Czasem trzeba się trochę natrudzić by dojrzeć blask zachodzącego słońca i wschód nowego dnia. Życie jest górską wędrówką, męczącą drogą na szczyt, na strome zbocze na skraju przepaści, lecz widok ze szczytu góry wart jest wszelkich poświęceń. Kiedy zaś schodzimy wracając do codzienności pragnienie zdobywania następnych szczytów wciąż w nas wzrasta.

Wszystko jest po coś. Namaste.
"Dusza każdej żywej istoty - to częsć Boga. A każde życie - to Jego sen"
V. Zeland
ODPOWIEDZ

Wróć do „Przywitania”